Kiedy w 2017 roku mieliśmy silną hossę na krypto, modliłem się o to, aby bańka na krypto nie pękła, zanim nie pęknie prawdziwa ekonomia. Byłem święcie przekonany, że kryzys gospodarczy bardzo pozytywnie wpłynie na rynek krypto. Ludzie potraktują go jako bezpieczne schronienie i polecimy wtedy nie tylko na księżyc, tylko wręcz dosięgniemy Marsa. Dziś jestem już daleki od tego naiwnego myślenia.

Zanim skupimy się na krypto, porozmawiamy przez chwilę o samym kryzysie. Skąd się bierze i na czym polega to zjawisko? Dlaczego obecna sytuacja, związana ze zwalczaniem koronawirusa, stała się potencjalnym zagrożeniem dla światowej ekonomii?

Po pierwsze, aby nie dopuścić do rozpowszechniania się choroby, zamknięto wiele zakładów pracy. Głównie w Chinach. Brak produkcji, to brak sprzedaży, to brak generowania wartości. Zatrzymanie zarówno  przepływu pieniądza, jak i towarów. Sytuacja jest jeszcze bardziej poważna, ponieważ światowa gospodarka, to system naczyń połączonych. A bardzo wiele tych połączeń dotyczy właśnie Chin. Mamy więc zakłady produkcyjne, które nie zostały zamknięte z powodu wirusa, ale które musiały wstrzymać bądź ograniczyć produkcję, ponieważ używa się w niech komponentów z innych fabryk, które stoją. Zakład może używać 100 różnych komponentów, ale brak choćby jednego z nich może wstrzymać całą produkcję. Co z kolei potem może się odbyć na kolejnych firmach, które wykorzystywały komponent z tego zakładu. Tak więc wstrzymuje to produkcję, a co za tym idzie tworzenie nowej wartości. W niektórych przypadkach bezpośrednio z powodu wirusa (zamykamy zakład, aby ograniczyć liczbę nowych zachorowań). W innych przypadkach pośrednio (zamykamy zakład, ograniczamy produkcję, bo nie dostarczono nam niezbędnych komponentów z innych fabryk).

Teraz na chwilę przyjrzymy się temu, jak działa współczesna gospodarka oraz czym jest napędzany rozwój ekonomiczny. Jak się okaże to samo paliwo jest odpowiedzialne, za powstawanie i eskalację kryzysów. Chociaż może zamiast “to samo paliwo” powinienem użyć zwrotu “druga strona tej samej monety”.

Przedstawiane tu mechanizmy są omawiane na mój chłopski rozum. Wsparty fantastyczną pracą Raya Dalio zatytułowaną “Principles for Navigating Big Debt Crises”.

Podstawą światowego rozwoju w ostatnich stuleciach jest kapitalizm. A podstawą kapitalizmu jest pewna moneta o dwóch stronach. Na jednej stronie monety znajduje się kredyt. A na drugiej dług. 

Kredyt to świetny wynalazek. Dzięki niemu możemy tworzyć przedsięwzięcia ekonomiczne, których skala czyni je niemożliwymi do sfinansowanie z środków własnych. Łatwiej jest najpierw wybudować fabrykę, a potem z efektów jej pracy spłacać jej powstanie, niż odwrotnie. Wcześniej też wprowadzimy się do własnego mieszkania, jeśli weźmiemy je na kredyt, niż gdy samodzielnie zgromadzimy całą potrzebną kwotę. Dobry, łatwy kredyt pozwala na rozwój. Na tworzenie dodatkowej wartości. I właśnie ta wypracowana wartość dodatkowa (produkcja płynąca z sfinansowanej z kredytów fabryki) pozwala potem spłacić kredyt wraz z odsetkami. I wypracować zysk dla siebie. Gospodarka kraju rozwija się, biznes kwitnie. Problem zaczyna pojawiać się, gdy firmy zaczynają mieć problemy ze spłatą swoich zobowiązań.

I z taką sytuacją możemy mieć do czynienia obecnie. Fabryka stoi, nie generuje dodatkowej wartości, a ma długi i należności do spłacenia. Co więcej, problemy mogą mieć też firmy, które cały czas mogą wytwarzać wartość. Źródłem ich problemu jest ograniczenie konsumpcji. W wyniku zagrożenia, ludzie zmieniają priorytety.  Nabywają mniej dóbr. Zmienia się też charakter tych zakupów. Najwięcej tracą na tym dobra luksusowe. Do tego jeśli czyjś zakład pracy jest zamknięty, to albo ten ktoś nie dostał wynagrodzenia i jego siła konsumpcyjna znacząco spadła. Albo firma zapłaciła mu, za nic nierobienie. Tym samym pogarszając swoją sytuację. I tak źle i tak nie dobrze.

Tak więc nasza fabryka powstała na kredyt. Duża część jej działalności bieżącej, również jest finansowana w ten sposób. I ten kredyt jest do spłacenia niezależnie od tego, czy ktoś kupi wytworzone przez nią dobra, czy też nie. Ten kredyt jest do spłacenia nawet wtedy, gdy fabryka od miesięcy jest zamknięta. Więc mamy sytuacji, kiedy nasze należności cały czas rosną. Ale my z drugiej strony nie generujemy zysku, nie tworzymy, nie dostarczamy na rynek wartości, która pozwalałaby nam to zadłużenie spłacać. Nie wygląda to za wesoło.

Teraz z fabryk przenieśmy się na rynki finansowe. Ich początkowa reakcja na wirusa była nad wyraz pozytywna. Część walorów biła swoje cenowe rekordy. Podczas gdy część z fabryk już stała w wyniku walki prowadzonej z rozpowszechnianiem się wirusa. Wszystko było pięknie. Do czasu. Do ostatniego tygodnia lutego, kiedy to w ciągu pięciu dni wszystkie światowe rynki poleciały w dół. Zazwyczaj w granicach kilkunastu procent. Nie inaczej było z naszym kochanym Bitcoinem i innymi kryptowalutami. Z tym zastrzeżeniem, że kilkunastoprocentowa zmiana wyceny krypto w ciągu tygodnia, to jest norma. Takich tygodni na krypto w ostatnich latach mieliśmy co najmniej kilkanaście. Na rynkach tradycyjnych jest to natomiast rzecz rzadko spotykana. Dzieje się raz na kilka czy kilkanaście lat. I nie oznacza niczego dobrego. 

Skąd się wzięły tak gwałtowne spadki? Oczywiście koronawirus jest odpowiedzią. Moim zdaniem odpowiedzią wręcz podwójną. Po pierwsze wcześniejsze dynamiczne wzrostu były irracjonalne. Niektóre walory, jak AAPL czy TSLA, biły swoje rekordy cenowe. Chociaż w tym samym czasie przynajmniej część z fabryk wytwarzających dla nich produkty stała. A najbardziej dotknięte skutkami ekonomicznymi wirusa Chiny są dla nich ważnymi rynkami zbytu. Można więc powiedzieć, że gwałtowne spadki ostatniego tygodnia lutego 2020 były zdroworozsądkową korektą nielogicznych wzrostów z wcześniejszych tygodni.

Po drugie koronawirus na dobre zawitał do Europy. Siejąc tam, przy pomocy mediów, spustoszenie paniki. Pamiętajmy, że zarówno my, jak i inni inwestorzy, to ludzie. Strach oddziaływuje na nas bardzo silnie. I nie dotyczy to tylko tak zwanej ulicy. Dodajmy do tego fakt, że początkowe gwałtowne spadki zwiększają poczucie zagrożenia, więcej ludzi wyprzedaje się aby opuścić niepewny okręt. Odpalają się stop lossy.  Powodując kolejne spadki, co jeszcze mocniej potęguje panikę. I tak się kręci karuzela spadków i strachu.

To teraz z rynków wracamy do naszej fabryki. Która musiała wstrzymać produkcję, a ma kredyty do spłacenia. Z czegoś je musi spłacić. Na początku, jeśli ma taką możliwość, będzie korzystać z własnych rezerw finansowych. Będzie się także pewnie starać renegocjować kredyty z bankami. Bądź wziąć nowe, na spłatę poprzednich. Banki jednak wiedzą jak niepewna jest sytuacja. I że to one też są zagrożone. Banki bowiem udzielają kredytów stosując dużą dźwignię. W zależności od kraju, od banku, dźwignia ta będzie zazwyczaj wynosić kilkanaście razu. Oznacza to, że banku dysponuje środkami o wartości zaledwie kilku procent wartości kredytów, których udzielił. Oznacza to, że problemy z ich spłatą mogę stosunkowo łatwo zagrozić jego płynności. Dlatego banki nie będą teraz specjalnie chciały pożyczać więcej. Ich priorytetem będzie odzyskanie tego, co już pożyczyły i co teraz może wydawać się zagrożone. Koszty kredytu i trudność jego uzyskania zwiększą się. Nasza fabryka nie będzie miała wyjścia i będzie szukać środków pozbywając się posiadanych przez siebie aktywów. Mogą to być aktywa finansowe (jak np. udziały w innych firmach) czy też innego rodzaju (np. nieruchomości). Nieważne jakiego rodzaju aktywa by to nie były, ich sprzedaż pod silną presją banków, zepchnie ich wartość w dół. Stawiając w gorszej sytuacji innych uczestników rynku posiadających te aktywa.

Dla przykładu, jeśli aktywem są akcje TSLA, to ja posiadając ich 1000, przy cenie 700 USD za sztukę, mogę założyć, że spokojnie sprzedając je spłacę swój dług o wartości 600 000 USD. Jeśli jednak ich wartość zaczyna gwałtownie spadać, zbliżając się do wartości 600 USD za sztukę (co jeszcze mi pozwoli uzyskać środki na spłatę długu), to w strachu przed dalszymi spadkami mogę się zdecydować na sprzedaż póki jeszcze cena jest powyżej 600 USD. Bo wtedy jeszcze jestem w stanie zabezpieczyć spłatę swoich należności. Ale swoją sprzedażą spełniam scenariusz dalszych spadków, którego sam się bałem. Stawiając w takiej sytuacji kolejnych inwestorów. Co jeszcze bardziej obniża cenę na rynkach. Karuzela kręci się dalej. W dół.

Co ważne mechanizm ten działa na wszelki rodzaj aktywów. Także tych, które nie są bezpośrednio zagrożone wpływem konsekwencji ekonomicznych walki z koronawirusem. Powodując spadki cen na większości rynków. Po prostu ludzie i firmy sprzedają to co mogę sprzedać, byle uwolnić się ze śmiertelnego uścisku banków i spłacić swoje zadłużenie. Aczkolwiek mamy tutaj kilka wyjątków. Walorów, które są uważane za tak zwane bezpieczne przystanie. Których wartość zazwyczaj rośnie w ciężkich czasach i ludzie uważają, że za ich pomocą uchronią wartość swojego majątku. Przykładem takich aktywów są obligacje skarbowe czy złoto. A celem naszych rozważań będzie zastanowienie się, czy do tej grupy będzie zaliczał się także Bitcoin. Ale o tym za chwilę. 

Teraz jeszcze na moment wróćmy do naszej fabryki pogrążonej w kryzysie. Niestety nie jest ona w stanie spłacić swojego zadłużenia. Takich fabryk jest więcej. W konsekwencji  banki pozostają z niespłaconymi kredytami. Ich płynność finansowa jest zagrożona. Część z nich upada, jednak w większości przypadków z ratunkiem przychodzi państwo. Uspołecznia ono dług. Okazuje się, że dług jest tak duży, że zagraża istnieniu pojedynczego banku. Czy nawet całemu systemowi finansowemu. Ale jak się go rozłoży na całe społeczeństwo, dodrukuje trochę pieniędzy na jego spłatę, to będzie to do przełknięcia. Dokładnie taki scenariusz mieliśmy podczas ostatniego kryzysu w latach 2008-2009. Mieliśmy pojedyncze przypadki upadłości banków. Najgłośniejszy z nich to amerykański Lehman Brothers. Jednak cały system finansowy został uratowany przez rządy krajów rozwiniętych, poprzez scedowanie niespłaconych kredytów w bankach na społeczeństwo. Potem mogło być już tylko lepiej.

Teraz wróćmy do naszych rozważań na temat Bitcoina. Jak on się może zachować podczas trudnych czasów kryzysu gospodarczego?

Narracja o krypto, jako o safe haven dla inwestorów w trudnych czasach pojawiała się odkąd tylko pamiętam. Przez ostatnie lata mieliśmy wiele potwierdzeń ten tezy. W krajach, w których lokalna gospodarką bądź waluta przechodziły trudności, ludzie masowo zwracali się ku krypto, by chronić swój majątek przed utratą wartości. A cena Bitcoina na lokalnych rynkach biła wtedy rekordy. Przykładami niech będę Wenezuela, Iran czy Turcja. W tym miejscu zwróćmy uwagę, to były to perturbacje lokalnych gospodarek, lokalnych waluty. Nie mieliśmy jeszcze w historii życia Bitcoina sytuacji, aby cała światowa gospodarka pogrążyła się w mrokach depresji.

W moich rozważaniach będę zwracał uwagę na dwie rzeczy. Na popyt i na podaż. Czyli, co może sprawiać, że ludzie będą chcieli kupować Bitcoina w trudnych czasach. Czyli jak silna jest narracja o Bitcoinie jako safe haven. Po drugie zastanowimy się nad tym, jak wygląda sytuacja Bitcoinowych inwestorów. Jak silnie będą oddziaływać na nich mechanizmy wyprzedaży, o których wspomniałem wcześniej. Zacznijmy się od przyjrzenia się właśnie podaży.

Tak jak wspomnieliśmy w czasach kryzysu zarówno biznesu, jak i osoby prywatne organizują wyprzedaż. Wyprzedają swoje aktywa (np. posiadane akcje czy kryptowaluty) na rynku, po to, by zachować płynność finansową i spłacać zadłużenie. To zadłużenie może dotyczyć bezpośrednio naszych inwestycji (np. kupowanie Bitcoina na kredyt) bądź innych obszarów naszej działalności (np. wybudowanie fabryki).

Zastanówmy się więc, jak wielu inwestorów kupowało ostatnio krypto na kredyt. Raczej niewielu. Rynek na dobrą sprawę nie zaczął jeszcze wyraźnie nowej hossy. Nastroje były co najwyżej umiarkowane. Wyceny rynku były cały czas znacznie poniżej wartości z ostatnich szczytów z przełomu lat 2017-2018. Cały rynek nie wywoływał entuzjazmu, wielu inwestorów cały czas pozostawała poza nim, czekają na jasny sygnał rozpoczęcia nowej hossy. Nie słyszało się o kolejnych historiach osób, które zastawiały wszystko, brały kredyt i wchodziły all in w krypto. Tego typu przypadki, to właśnie druga połowa 2017 roku, kiedy Bitcoin bił kolejne rekordy cenowe. A fala ślepego entuzjazmu, by nie rzecz po prostu głupoty, również przechodziła ludzkie pojęcie.

Ale jeśli spojrzeć na rynki akcji, z amerykańskimi giełdami na czele, to widzimy, że tam sytuacja była odmienna. Bardzo przypominająca tą na rynku krypto z końcówki 2017 roku. Bicie kolejnych rekordów, coraz więcej przypadkowych ludzi wchodzących na rynek oraz entuzjazm sięgający zenitu. Na rynku, na którym króluje entuzjazm, zdecydowanie łatwiej ulec euforii. Uwierzyć, że już zawsze będzie tak dobrze i zainwestować kapitał większy, niż potem będziemy w stanie unieść. Grać na dźwigni, wziąć kredyt, aby zmaksymalizować nasze zyski, które przecież wydają się tak pewne.

Zadajmy sobie więc pytanie, na którym z tych rynków jest obecnie więcej przypadkowych osób? Często z zainwestowanym kapitałem większym, niż dyktuje to zdrowy rozsądek. Nastawionych na szybki zysk. Z kredytami, aby ten cel zrealizować.

Zastanówmy też się nad tym, jak wygląda profil krypto inwestora. Jak wielki kapitał, jest inwestowany przez podmioty, które prowadzą inną działalność (np. produkcyjną), do ratowania której mogą w najbliższej przyszłości być zmuszeni do wyprzedaży swoich aktywów. Wywołując ich kolejne spadki.

Wydaje mi się, że inwestorzy krypto są w lepszej sytuacji i nie będą odczuwać tak silnej pętli na szyi, jak inwestorzy pochodzący z tradycyjnej gospodarki.

Skupmy się teraz na popycie. Siłach, które mogą być zainteresowane zakupem krypto.

I w tym miejscu chciałbym rozdzielić Bitcoina od większości altcoinów. Ponieważ uważam, że działają na nie odmienne mechanizmy popytowe.

To, że rynek krypto tak silnie wzrósł w ostatnich latach zawdzięczamy w dużej mierze właśnie łatwemu i taniemu pieniądzowi. Pieniądz był w ostatnich latach tak powszechny, tak łatwo dostępny dla inwestorów, że trafiał w miejsca, gdzie trafić nie powinien. Gdzie nie był w stanie długoterminowo wygenerować takiej wartości, które pozwoliłaby spłać dług z którego powstał i wygenerować zysk. I większość krypto (tzw. shitcoiny) było właśne takimi miejscami nieadekwatnej alokacji kapitału.

Jeśli wejdziemy w okres kryzysu, w stan recesji, pieniądz stanie się dużo droższy i mniej dostępny. Będzie on potrzebny do spłaty zadłużenia, a nie do poszukiwania nowych inwestycji. Nie wróży to dla altów nic dobrego.

Wielu powie, że dla Bitcoina także to nie jest dobra wróżba. Ja tutaj przyznam, że nie wiem. Może być tak, że dla większości inwestorów była to inwestycja wysokiego ryzyka o ogromnym potencjale zarobku. W którą można było wejść, gdy pieniędzy na rynku było jak lodu. Ale której będzie się unikać jak ognia, gdy tego pieniądza brakuje. Ale z drugiej strony pojawia się narracja o oderwaniu Bitcoina od realnej ekonomii. Co powinno być odbierane jako zaleta w czasach, gdy ekonomia ta nie radzi sobie najlepiej. Pojawiają się wręcz porównania do złota. Jako do waloru, do którego ucieka się w czasach trudnych i niepewnych. I rzeczywiście, w sytuacjach lokalnych kryzysów, osłabiania się lokalnych walut, Bitcoin pełnił taką rolę i bił wtedy swoje lokalne maksima. Z sytuacjami tego typu mieliśmy do czynienia w Wenezueli, Iranie czy Turcji. Teraz pytanie, jakie należy sobie zadać, to jak Bitcoin zachowa się w dobie potencjalnego globalnego kryzysu gospodarczego?

Aby pomóc sobie odpowiedzieć na pytanie, zadajmy sobie inne. Jak będą się zachowywać gospodarki i waluty poszczególnych krajów? Bowiem Bitcoin w tym kontekście był wykorzystywany po pierwsze jako ratunek przez tracącą na wartości lokalną walutą. Po drugie jako okno na finansowy, zewnętrzny świat, gdy system ograniczał zagraniczne transfery dewizowe w tradycyjnym systemie bankowym.

Omówiliśmy sobie wcześniej mechanizm kryzysu opartego o dług. Ceny spadają, ponieważ ludzie i podmioty gospodarcze wyprzedają co mogę, aby spłacić zadłużenie i utrzymać się na powierzchni. To może prowadzić do deflacji. Do wzrostu siły nabywczej pieniądza. Z czasem można za niego kupić coraz więcej. Brzmi to dobrze, ale prowadzi do jeszcze większej stagnacji gospodarczej. Konsumpcja się jeszcze bardziej kurczy, bo bardziej się opłaca trzymać pieniądz, który jutro, za tydzień, z miesiąc będzie więcej warty i pozwoli nam na zakup większej ilości dóbr (Dokładnie ten sam mechanizm sprawia, że ludzie niechętnie wydają Bitcoina). A gospodarka potrzebuje wzrostu konsumpcji, wzrostu inwestycji, po to aby wyjść z kryzysu. Aby zapoczątkować rozwój i wyjść na prostą musi dojść z powrotem do sytuacji, że tempo wytwarzania wartości przez gospodarkę, będzie większe niż przyrost jej zadłużenia. Aby tego dokonać koniec końców zazwyczaj drukuje się pieniądze. Po to, aby zwalczyć deflację, pobudzić konsumpcję i zachęcić posiadaczy kapitału do inwestycji. Tak w dużym uproszczeniu przebiega mechanizm wychodzenia z kryzysu, dla krajów które posiadają większość swojego zadłużenia w swojej lokalnej walucie.

Gdy jednak zadłużenie jest głównie w walucie obcej, wtedy zazwyczaj nie mamy zagrożenia deflacją, a inflacją. To dlatego, że w takich przypadkach w czasach kryzysu lokalna waluta osłabia się względem obcej waluty, w której kraj ma większość zadłużenia. Na przykład osłabienia się złotówki wobec amerykańskiego dolara. Co sprawia, że lokalna waluta staje się jeszcze mniej interesująca dla inwestorów, którzy się jej pozbywają, powodując jej dalsze osłabienie oraz odpływ kapitału z kraju. Co negatywnie wpływa na płynność krajowych rynków, co zmusza bank centralny do dodruku pieniądza, bo to aby tą płynność zachować. Płacą za to cenę w postaci spadku siły nabywczej pieniądza i wzrostu inflacji. To jest właśnie sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia we wcześniej wspomnianych przypadkach, gdy ludzie uciekali od lokalnej waluty do Bitcoina. To jest też sytuacja, z jaką będziemy mieli do czynienia w Polsce, jeśli rozpocznie się światowy kryzys gospodarczy. I w większości innych krajów.  Tam Bitcoin może być postrzegany jako ratunek, jako strażnik wartości wobec osłabiającej się lokalnej waluty. 

Na chwile jeszczę wrócę do mojego rozróznienia Bitcoina (i być może jeszcze kilku innych mocnych altcoinów jak Ethereum), od całej reszty. Po pierwsze, Bitcoin jako pierwszy i najmocniej zagościł w świadomości opinii publicznej. Jak spytasz przeciętnego zjadacza chleba o krypto, to odpowie Bitcoin. Po drugie, infrastruktura do wejścia w Bitcoina jest zdecydowanie prostsza, niż dla innych kryptowalut. Dotyczy to zarówno osób prywatnych, jak i większych inwestorów. Nawet w Polsce zdecydowanie prościej jest kupić w kantorach Bitcoina, niż choćby Ethereum (o czym przekonaliśmy się podczas niedawnego webinaru). Tak samo tradycyjny system finansowy w pierwszej kolejności będzie integrował się właśnie z Bitcoinem.

I w tym momencie chciałbym zakończyć nasze rozważania. Jeśli w tym tekście nie znalazłeś jasnej odpowiedzi na to, czy właśnie zaczyna się światowy kryzys i jak w tym trudnym czasie zachowa się  Bitcoin, to bardzo dobrze. Nie to było moim celem. Nie czuję się dość kompetentny by ferować jakieś wyroki. Chciałem Ci przedstawić z bliska mechanizm działania kryzysu gospodarczego, którego motorem napędowym jest zadłużenie. Oraz kilkoma perspektywami, pytaniami odnośnie potencjalnego zachowania Bitcoina i krypto w takich szczególnych warunkach rynkowych. Do Twoich dalszych rozważań. Mam nadzieję, że się nimi ze mną i ze światem podzielisz, publikując je w komentarzu poniżej. Będę szczególnie wdzięczny za wyłapanie błędów i słabości w przedstawionym tutaj rozumowaniu.

3 comments add yours

  1. Piotrze, prosiłeś o zwrócenie Ci uwagi na błędy w tekście. Wyłapałem jeden. Moim zdaniem, jest nim użycie wulgaryzmy. Użycie słowa na k… , moim skromnym zdaniem, osłabia merytoryczne plus tego tekstu. By wyłącznie nie narzekać, pragnę Co za niego podziękować 🙂

    • Dziękuje i za miłe słowa i za zwrócenie uwagi. Korekta już wjeżdża

  2. Świetny artykuł napisany przystępnym językiem. Niestety wiedza społeczeństwa na temat mechanizmów ekonomicznych jest na fatalnym poziomie i domyślam się, że trzeba się nieźle nagimnastykować aby wszystko jasno opisać.
    Abstrahując też od ostatnich wydarzeń z wirusem ślady recesji na niemieckim rynku budowlanym dostrzegaliśmy od miesiąca-dwóch.

Leave a Comment