Za nami bardzo bolesny tydzień w świecie krypto. Po kilku miesiącach względnego spokoju upada kolejny branżowy gigant i autorytet. A wraz z nim z rynku w mgnieniu oka wyparowują dziesiątki miliardów dolarów.

Jeszcze tydzień temu nic nie zapowiadało katastrofy. Na rynkach było całkiem sporo entuzjazmu oo ostatnich tygodniach wzrostów. Do tego dochodziły pogłoski o pivocie FEDu w kontekście stóp procentowych czy podejścia Chiń do polityki zero-covid.

Mija 48 godzin i przeżywamy kolejną po LUNIE/AC/Celsius piękną katastrofę w branży. Mija 48 godzin i rynek krypto traci 20-25 procent wartości. Moja 48 godzin i kolejne bożyszcza krypto w najlepszym przypadku stają się chciwymi debilami (a w najgorszym pierdolonymi złodziejami).

Nie będę się rozwodził o dokładnych przyczynach upadku FTX/Alamedy. O tym napisano już sporo. I podejrzewam, że tym wszystkim wersjom sporo brakuje do prawdy. Ale w tym przypadku wystarczą nam ogólniki.

Ogólnik pierwszy: Ludzie zrobili bankrun na FTX masowo zlecając wypłatę środków. Oznacza to, że odrobili lekcje z maja/czerwca: jak pojawiaja się plotki bądź pierwsze oznaki, że coś jest nie tak, to wypłacaj hajs. Jak się okaże, że wszystko było spoko, to za parę dni możesz wrócić z kapitałem. Ale w przypadku kryzysu/upadku uratujesz swój kapitał

Ogólnik drugi: Giełdy kryptowalutowe, w przeciwieństwie do banków, nie są oparte o system rezerwy cząstkowej. Co oznacza, że powinny w całości, w nie ruszanej formie przechowywać całość depozytów. FTX w pewnym momencie wstrzymał wypłaty, bo zabrakło płynności. Oznacza to, że zrobił coś czego nie powinien: w jakiś sposób ruszył, zainwestował, pożyczył środki swoich użytkowników

Ogólnik trzeci: Zapewnienia, że mamy pokrycie wszystkiego i środki są SAFU można sobie między bajki włożyć. Tak będzie mówił każdy, licząc ze powstrzyma odpływ i nie okaże się, że pływa bez majtek.

Ogólnik czwarty: Przerwa w komunikacji oznacza, że nie ma już co zbierać. I jeśli jest coś do powiedzenia, to że jest się debilem, dało dupy i że wcześniej kłamało się dookoła.

Gdy w lipcu na discordzie Krypto Krypty pojawiał się dyskusja o problemach Alamedy, byłem co do tego bardzo sceptyczny:

No cóż, po raz kolejny, ja też okazałem się być naiwnym idiotą. 

Alameda była jednym z większych funduszy wchodzących wcześniej w DeFi na etapie rund prywatnych. Potem budująca narracje, a następnie zrzucająca swoje torby na retail. W 2021 roku musieli kosić naprawdę ogromny hajs. Jak można było to zjebać?

Jak można zbankrutować prowadzać kasyno (FTX), a jeszcze do tego rozprowadzać (nie tylko) tam narkotyki (Alameda) i stać się niewypłacalnym?

No trzeba być, w najlepszym przypadku, chciwym debilem. Ale nie jest nim tylko SBF. Wszyscy jesteśmy. Zwłaszcza, gdy uda się nam coś osiągnąć, mieć jakieś sukcesy, wygrane.

Naturalnym mechanizm biologiczny sprawia, że wraz z odnoszonymi sukcesami nabieramy pewności siebie. Która może być pomocna w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Co jeszcze bardziej pompuje naszą pewność siebie i ego. Do tego poziomu, aż zaczynamy czuć się zbyt pewnie i to już nie pomaga nam dalej wygrywać. Wręcz przeciwnie, prowadzi nas do porażek. Pycha kroczy przed upadkiem. Prawda znana od tysiącleci i cały czas powtarzana. Dobrze zobrazował to w poniższym nagraniu, na przykładzie Conora McGregora, Rafał Mazur:

Moim skromnym zdaniem w tym kontekście naszym zadaniem jest mieć świadomość:

  • Po pierwsze primo, że my też mamy w sobie tego chciwego, pysznego debila
  • Po drugie primo, że każdy inny również 

Z pierwszego wynika, że trzeba się pilnować. Z drugiego, że należy pozrzucać ludzi z pozycji bezwzględnych autorytetów. Niezależnie od tego ile zarobili / jakie sukcesy odnieśli (bądź udają, ze zarobili i odnieśli). 

Może zacznijmy od pierwszego. Tutaj polecam gorąco obejrzeć świetny film sprzed półtorej dekady: There Will Be Blood (Aż poleje się krew). W pierwszej scenie tego filmu widzimy jak główny bohater adoptuje chłopaka, którego ojciec ginie na naszych oczach. Dwie godziny później jesteśmy mega zdziwieni, gdy okazuje się, że chłopak nie jest synem głównego bohatera.

To jest doskonała metafora naszego podejścia do inwestycji. Na początku może i mamy jakieś założenia. Świadomość ryzyka. Przeczytane whitepapery. Obrane reguły. Potem jednak wciąga nas fabuła rynków. Dialogi o niespotykanych zyskach. Kolorowe obrazki sukcesu. I kończymy z tym, że znowu zrobiliśmy to nie tak jak chcieliśmy.

Kończąc na drugim, to gdy zobaczymy w internecie kolejnego wymądrzającego się eksperta (np. mnie), to powiedzmy sobie po cichu: “ten koleś jest takim samym chciwym debilem jak ja” i poświęćmy parę godzin na zweryfikowanie jego przesłanek, zanim zrobimy coś, bo Misiurek czy X o tym powiedział. 

Tutaj chciałbym już kończyć, ale jest jeszcze jedna rzecz. Rzecz, której nie mogą pozostawić bez komentarza.

Coraz częściej pojawia się narracja, że 2022 rok pokazał, że krypto się skończyło. Że się skurwiło, stając się kopią patologii i chciwości z Wall Street.

Moja odpowiedź brzmi: i tak i nie.

Oczywiście patologii jest dużo. Sprzyja jej nie uregulowane środowisko. A chciwość jest uniwersalną cechą człowieczą.

Z mojej perspektywy do świata krypto napływają trzy glówne nurty ludzi. Pierwszą scharakteryzowałbym jako wolnościowcy, etos cyberpunku. Drudzy są tam dla technologii. Często mają sporą część wspólną z pierwszą grupą. Trzeci to ludzie ze świata finansów. Według badań IDZD tych trzecich z biegiem czasu jest coraz więcej. Część z nich dostrzega potencjał krypto do stworzenia lepszego, bardziej otwartego systemu finansowego. Inni są tu po prostu widząc okazję do szybkiego zarobienia dużych pieniędzy. W dużej mierze to onie stają się twarzami krypto w mainstreamie, a potem w wyniku ich działań mamy narracje, że krypto się skompromitowało i skończyło. SBF był właśnie takim ziomkiem, który zamiast krypto handlowałby kontraktami na sok z pomarańczy, jeśli na tym byłby większy hajs do wyciągnięcia.

Krypto się nie skończyło. DeFi się nie skompromitowało. Blockchainy Bitcoina czy Ethereum dalej w takim sam sposób tworzą nowe bloki i przeprowadzają nasze transakcje. Naprawdę zdecentralizowane projekty DeFi cały czas działają i nie dotknęły ich takie problemy, jak scentralizowanych negatywnych bohaterów ostatnich miesięcy. A to wszystko dzięki transparentności, nie możliwości położenia ręki na środkach klientów przez pośredników czy arbitralności smart contractów (Alameda czy Celsius w pierwszej kolejności spłacały długi w DeFi, bo wiedziały, że tam nie ma jak zrobić w chuja wierzycieli i zostaną po prostu bezwzględnie upłynnieni).

Krypto to nie jest możliwość zrobienia x100 na shitcoinie czy rozgrywanie szortów na dźwigni. To przede wszystkim otwartość, transparentność i samostanowienie o swoich środkach. To cały czas jest, to się cały czas rozwija. Dzięki osobom ze wszystkich trzech wspomnianych grup. O czym chciałem przypomnieć w tym wątku publikowanym w dniach upadku FTXa:

I pamiętajmy, że tak jak wszyscy jesteśmy chciwymi debilami, jak SBF czy Misiurek. Tak samo wszyscy możemy być budowniczymi jak Vitalik czy Andre Cronje (który ostatnio wrzucił wartościowy blog post w tym temacie)

2 comments add yours

Leave a Comment