Dla początkujących

Dzisiejszy artykuł jest dla tych, którzy nie chcą na własnej skórze doświadczyć tajemnicy znikających z portfela tokenów. Reszta może się rozejść.

Kiedy masz styczność z approve?

Za każdym razem, gdy wykonujesz operacje na tokenach w ramach jakiegoś smart contractu na sieci Ethereum bądź pochodnej. Za sieci pochodne uważamy te oparte o Maszynę Wirtualną Ethereum (ang. EVM). Najpopularniejsze z nich to BNB Chain, Polygon, Avalanche, Fantom, Arbitrium, Gnosis Chain, Optimism czy Cronos.

Czyli jak robisz coś tokenami w DeFi na tych sieciach, to zanim to zrobisz musisz wykonać transakcję approve. Czasem dana strona może nazywać ją trochę inaczej, np. Unlock bądź Allow.

Po co to komu?

Po to, aby smart contract mógł operować posiadanymi przez Ciebie tokenami.

Wynika to z tego w jaki sposób działają smart contracty na Ethereum.

Każdy smart contract posiada swój adres. Dokładnie tak samo jak Twój czy mój portfel. I na ten adres takiemu smart contractowi możemy przesłać czy to Ether czy jakiś token ERC-20.

Z tymże wtedy smart contract nie będzie wiedział, co ma z tymi środkami zrobić. Będą one po prostu w nim leżały. Jednak w żaden sposób nie będą one dla nas produktywne. Co więcej, w większości przypadków nie będą one już do wyciągnięcia. Dlatego nigdy nie robimy po prostu transferu tokenów na adres smart contractu. 

Zamiast tego wywołujemy jego odpowiednią metodę. Oczywiście nie robimy tego bezpośrednio. Korzystamy z interface’u, który przygotowali dla nas twórcy. Klikamy sobie stronę internetową, która przygotowuje odpowiednią transakcję, prosi nas o jej podpisanie i wysyła do wykonania na blockchain.

Takie metody to zestaw instrukcji do wykonania. Np.wpłać token na lokatę. Często przyjmując parametry, jak adres tokenu czy ilość środków do wpłaty. 

Na przykład przesyłamy na Compound transakcję wpłać 1000 DAI na lokatę. Problemem jest to, że chociaż mamy informację o tym które token i w jakiej ilości, to nie mamy tych monet dołączonych do samej transakcji. Smart contract musi je sobie sam wziąść. Ale przecież nie może, bo są w naszym portfelu i tylko my możemy nimi dysponować podpisując transakcje.

I właśnie tutaj wchodzi transakcja Approve cała na biało. 

Jest to transakcja zgodna ze standardem tokenów ERC-20. Przypomnijmy, że każdy token to tak naprawdę również po prostu pewien smart contract. Zawierającego metody zgodne ze wspomnianym wcześniej standardem. Jedną z nich jest właśnie Approve. Zezwala one zewnętrznemu adresowi na wyjmowanie środków z naszego portfela bez późniejszego pytania się o zgodę (bo wyrażamy ją z góry podczas przesyłania transakcji Approve). Zgodnie ze specyfikacją ERC-20 transakcja ta przyjmuje następujące parametry (informacje od użytkownika):

  • Wydający (ang. Spender) – adres smart contractu, któremu pozwalamy na wyciąganie środków z naszego portfela
  • Wartość (ang. Value) – ilość tokenów, która wydający może sobie pobrać z naszego portfela. Może to być z góry określona kwota. Albo dostęp nielimitowany do całego salda danego tokenu w naszym portfelu.

Wracając do naszego przykładu wpłaty 1000 DAI na lokatę. Przyjmijmy, że w naszym portfelu znajduje się 2000 DAI. Gdy udamy się na stronę dAppki z lokatą, to pojawi się opcja Approve. W zależności od serwisu może to być opcja Approve dla kwoty którą chcemy wpłacić (1000 DAI), bądź nielimitowany. Ewentualnie obie opcje do wyboru. Jeśli zdecydujemy się na limitowany do 1000 DAI i potem umieścimy ten kapitał na lokacie, to wyczerpiemy swój limit zezwolenia. Jeśli potem będziemy chcieli dopłacić więcej środków, to trzeba będzie wcześniej wykonać nową transakcję approve. Jeśli damy approve bez limitu, to potem będziemy mogli dopłacić od razu więcej kapitału.

Zalety i zagrożenia Approve bez limitu

Każdy kij ma dwa końce. A moneta orła i reszkę.

W świecie krypto przeciwnymi biegunami spektrum są bezpieczeństwo oraz wygoda (i koszty).

Jeśli popatrzymy tylko pod kątem bezpieczeństwa, to za każdym razem powinliśmy robić approve tylko na kwotę transakcji, którą chcemy wykonać. Dlatego, że dając uprawnienia na więcej, pozwalamy smart contractowi na wyciągnięcie sobie pozostałego salda danego tokenu z naszego portfela. Legitne projekty, które przeszły audyty, mają otwarty kod źródłowy nie mają możliwości dokonania wrogich i szkodliwych dla nas działań. Ale mogą się w nich zdążyć błędy, które do tego dopuszczą. Bądź w nowych wynalazkach celowo będzie zaimplementowana funkcjonalność pozwalająca na pozbawienie nas naszego salda.

Z drugiej strony mamy wygodę i kwestie kosztów (to szczególnie na Ethereum). Nawet w idealnym świecie prawie natychmiastowych i prawie darmowych transakcji przyznanie limitu tylko na określoną kwotę wiąże się z niewygodą kilku kliknięć więcej przy kolejnej wpłacie. W praktyce przy drogich transakcjach i zapchanych sieciach wiąże się z to z dodatkowymi kosztami (nawet kilkanaście dolarów i więcej) oraz czasem oczekiwania na potwierdzenie transakcji (liczonym w minutach).

Jakie więc jest zdroworozsądkowe podejście? Podzielę się z Tobą moim. Ja uznaje, że sprawdzone, działające długotrwale projekty, są godne zaufania. I przydzielam im approve bez limitu. Natomiast do nowych projektów podchodzę dużo bardziej ostrożnie. Przydzielając uprawnienia tylko pod daną kwotę.

Uwaga na airdropy

Chociaż metoda Approve jest częścią standardu ERC-20, to może być ona implementowana w różny sposób. Także w sposób jawnie wrogi wobec użytkowników. Od jakiegoś czasu są dość popularne ataku implementujące wrogie funkcjonalności w metodzie Approve ich tokenu.

I aby ludzie z tego tokenu korzystali, to obdarowywają nim użytkowników poprzez airdropy. Często bezpośrednio na nasze portfele. Zapewniając dla tokenu bazową, pozorną płynność, aby wykazać jego potencjalną wartość.

Wyobraź sobie taką sytuację. Widzisz na swoim portfelu nowy token. Sprawdzasz co to jest i jaką ma cenę na DEXach. Okazuje się, że jest to kilkaset dolarów bądź więcej. WOW, darmowe pieniądze z nieba. Chcesz to jak najszybciej spieniężyć. Dajesz na DEXie approve, aby w drugiej transakcji wykonać swap. Niestety już po pierwszej transakcji z Twojego portfela znikają popularne tokeny o dużej wartości. Jak to możliwe? Co się stało? Przecież to był approve dla sprawdzonego protokołu (np. Uniswapa).

Problem polegał jednak na samej implementacji approve tego tokenu. Gdzie wrzucono również instrukcje, które pozwalały pobrać z naszego portfela również inne tokeny. Dlatego bardzo rozsądnie i ostrożnie podchódź do takich darów z niebios. Przed ich spieniężeniem najlepiej poszukać na jego temat informacji. Pewnym pomysłem może być przesłanie tokenu na oddzielny portfel i dopiero tam dalsza zabawa z nim. Problem polega na tym, że token może też mieć wrogo napisaną metodę transferu i tym też sobie zrobimy krzywdę. Zdrowym nawykiem jest więc nie dotykać tokenów nie wiadomego pochodzenia, o nie wiadomym działaniu i reputacji.

Approve a portfele sprzętowe

Często ludzie myślą, że przytoczone wyżej ryzyka ich nie dotyczą, bo oni korzystają przecież z portfela sprzętowego. Z Ledgera, Trezora bądź innego. Nic bardziej mylnego. Po wykonaniu approve z naszej strony smart contract już nie potrzebuje żadnych zgód i podpisów z naszej strony. Tokeny są już dla niego dostępne. Podpisaliśmy już transakcję approve i żadna kolejna nie jest potrzebna. Niezależnie od tego, z jakiego portfela korzystamy

Wycofywanie zezwoleń

Przyznane uprawnienia do pobrania tokenów można modyfikować bądź je wycofać. Funkcjonalność tą oferują już popularne blockexplorery głównych sieci, specjalne serwisy czy też niektóre portfele. Niektóre z popularnych rozwiązań to:

Dowiedz się więcej w kontekście bezpieczeństwa

Zrozumienie działania approve to niejedyny krytyczny aspekt bezpiecznego korzystania z kryptowalut oraz DeFi. Pozostałem z nich omawialiśmy parę tygodni temu podczas webinaru Ryzyko, bezpieczeństwo, ubezpieczenia.

Dzisiaj porozmawiamy o projekcie z ekosystemu Terra, który pomoże w zachowaniu naszej prywatności. A także obdaruje nas za jakiś czas airdropem.

Problem

Blockchain ma mnóstwo zalet. Jedną z nich jest transparentność. Oznacza to, że wszystkie transakcje w nim zawarte są dostępne do wglądu dla każdego. Rodzi to za sobą wiele implikacji. Między innymi takie, że różne strony trzecie mogą obserwować nasze transakcje. I być może na ich podstawie podejmować niebezpieczne dla nas kroki. Takie ryzyko może czekać na nas ze strony zawistnych sąsiadów, konkurencji biznesowej czy państwowych organów represji.

Wprawdzie na blockchainie nie jest znana nasza tożsamość. Jedynie adres naszego portfela. Z którego nie da się bezpośrednio odczytać tożsamości jego posiadacza. Jednak obecne regulacje sprawiają, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ujawniliśmy naszą tożsamość w miejscu, które może powiązać je z adresem naszego portfela. Najczęściej będzie to giełda kryptowalut czy platforma launchpadowa, na której przeszliśmy procedurę KYC. Następnie taka instytucja (czy organy nadzoru) może powiązać nasz adres z naszą tożsamością. A z historii transakcji na blockchainie jest w stanie odczytać o nas sporo informacji. Co jeśli nam się to nie podoba?

Rozwiązanie

Rozwiązania są w sumie dwa. Pierwsze z nich to korzystanie z sieci, które mają wbudowane w protokół mechanizmy prywatności transakcji. Przykłady takich sieci to Monero, ZCash czy Secret Network. Więcej na ich temat mówiliśmy podczas webinaru na temat prywatności i anonimowości w krypto.

Niestety zazwyczaj takie sieci mają ograniczone możliwości, szczególnie w kontekście DeFi i zarabiania na nim. Co jeśli chcemy zadbać o prywatność w sieci, która jest miejscem naszych głównych aktywności i zysków? Czy jest taka możliwość? Tak.

Niektóre ekosystemy oferujące obsługę smart contractów oferują specjalne aplikacje, które miksują nasze transakcje z innymi, a tym samym przerywają szlak, po którym można namierzyć naszą transakcję. Wpłacamy środki do wspólnego worka. One sobie tam leżą przez jakiś czas. Następnie je sobie wypłacamy na inny adres. I nie można w prosty, bezpośredni sposób stwierdzić, czyje środki sobie wypłaciliśmy. 

Najpopularniejszym takim mikserem jest Tornado Cash na sieci Ethereum. A my dzisiaj pokażemy sobie odpowiednik z sieci Terra. Nazywa się on Terrnado Cash i działa w następujący sposób:

  • Wpłacamy do Terrnado nasze środki. Podczas przeprowadzania transakcji dostajemy specjalną notkę, która umożliwia potem wypłacenie środków na inny adres.
  • Dajemy naszym coinom poleżeć trochę w mikserze, aby wymieszały się z innymi wpłatami. Utrudni to powiązanie ze sobą naszych transakcji wpłaty i wypłaty
  • Jeśli wpłaciliśmy UST, to podczas “leżakowania” trafia ono na Anchora, gdzie generuje dla nas odsetki
  • Następnie, gdy środki naszym zdaniem poleżakowały dostatecznie długo, to wypłacamy je. Podajemy wtedy notkę wygenerowaną podczas wpłaty oraz adres, na który ma być dokonana wypłata.

Po takiej procedurze połączenie naszej wpłaty i wypłaty jest bardzo utrudnione. Przerywamy więc historię naszych transakcji. No i kwalifikujemy się na airdrop, o którym mowa w ostatniej sekcji tego artykułu.

Jak to sobie przeklikać

Poniżej znajduje się szczegółowa instrukcja wideo, jak sobie w praktyce przeklikać Terrnado:

Podkreślam, że z serwisu nie należy korzystać z portfela zintegrowanego z portfelem sprzętowym Ledger. Nie jest on bowiem w stanie podpisać drugiej transakcji, która generuje dla nas notkę potrzebną do wypłaty środków. Korzystając z ledgera będziemy mogli wpłacić środki, ale nie wygenerujemy notki potrzebnej do ich wypłaty.

Token oraz Airdrop

Większość z Was jest tutaj zapewne dlatego, że Terrnado ma mieć token ($TND) i obiecany jest retrospektywny airdrop dla użytkowników. Najpierw przyjrzymy się tokenowi. Będzie się on nazywał $TND i zastakowany (bondowany) będzie pozwalał na partycypowanie w zyskach protokołu. A protokół ma tak naprawdę trzy produkty (elementy). Pierwszy to umówiony powyżej Anonimizator transakcji. Za korzystanie, z którego płaci się 0,5% fee przy wypłacie. Drugi to sam token. Którego transfer oraz sprzedaż jest obłożona podatkiem (za chwilę sobie to rozpiszemy). Trzeci to Vault, do którego trafiają zyski z dwóch wcześniejszych produktów. I token pozwala nam na partycypowanie w tych zyskach.

Przejdźmy teraz do omówienia opłat i podatków.

Po pierwsze 0,5 wartości wypłaty z Anonimizera trafia do Vaulta projektu. Po drugie transfery i swapy związane z tokenem $TND są obaczone 5 procentowym podatkiem. Oto jak rozdzielane są te procenty:

  • 1 procent ma być spalany, co ma ograniczać ilość tokenów w obiegu
  • 1 procent ma być wykorzystywany do airdropu użytkowników Terrnado
  • 1,5 procenta trafia do puli płynności
  • 1,5 procenta trafia do Vaulta (z czego korzystają stakujący $TND)

Więcej informacji na temat tokenomii (jak i samego działania projektu), znajdziesz w whitepaperze.

Na koniec jest dwa zdania na temat airdropu. Zespół deklaruje późniejsze wynagrodzenie tokenami swoich wczesnych użytkowników. Do tego celu przeznaczone jest 10 procent wszystkich tokenów.

Wejść w posiadanie tokenu będziemy mogli również biorac udział w jednym z IDO, które zespół planuje przeprowadzić na kilku platformach. Na StarTerra zaczyna się ono za kilka dni.

A nawet nie tylko samej wojny, co całego pierwsze kwartału tego roku. Zachodzące w nim wydarzenia sprawiły, że zalety blockchaina i kryptowalut dostrzegło nie tylko wielu do tej pory ignorujących temat, ale również sporo dotychczasowych przeciwników. Dziś można śmiało uznać, że każdy posiadający majątek i chociaż dwa zwoje w mózgu zaczął się interesować krypto.

Poznajmy DHH

Na początku poznajmy Davida. Davida Heinemeiera Hanssona. Znanego w internecie jako DHH. A znanego z tego, że tworzył jeden z popularniejszych frameworków programistycznych RubyOnRails. Oraz kilka popularnych aplikacji, z których być może korzystasz (np. Basecamp czy Hey). Ale przede wszystkim jest on znany z mocnych i często niepopularnych opinii. Czy to w zakresie programowania, tworzenia biznesu czy życia społeczno-ekonomicznego. Jeden z pierwszych piewców pracy zdalnej, który książkę o tym jak to dobrze robić wydawał już dekadę temu. Przeciwnik wprowadzania obcego kapitału do startupów i zarzynania się, aby potem spełnić oczekiwania inwestorów. Od czasu do czasu wbijając szpilki i krytykujący także Bitcoina i społeczność krypto. 

Jednak pod koniec lutego tego roku wrzucił na twittera taki wpis:

W podlinkowanym artykule przyznaje się do błędu w temacie krypto. Zaczyna od tego, co według niego jest nie tak z krypto (konsumpcja energii, fikcyjna decentralizacja czy domniemany wałek z emisją Tetheru). Jednak teraz dostrzega, że to wszystko blaknie i staje się nieważne w kontekście tego co Bitcoin czy Ethereum oferują świątu. A oferują wolny, otwarty system finansowy. W którym to każdy jest pełnym i jedynym posiadaczem swoich środków. W których nikt nie może nam tych środków zamrozić czy zabronić nam dokonywania nimi transakcji. Do tej pory DHH uważał, że to są owszem jakieś zalety. Ale kompletnie nieprzydatne w wolnym, demokratycznym świecie z rozwiniętym systemem finansowym. Wydarzenia pierwszego kwartału 2022 roku pokazały, jak bardzo był w błędzie.

Protesty w Kanadzie

Bezpośrednim powodem zmiany zdania przez DHH były wydarzenia w Kanadzie. Przypomnijmy, trwał tam (być może trwa nadal) protest kierowców ciężarówek wobec anty-covidowych restrykcji tamtejszego rządu. Sympatycy tego ruchu spontanicznie zbierali finansowanie protestów na platformach crowdfundingowych. Same protesty były dość dotkliwe (m.in. blokowanie dróg), więc rząd robił co mógł, aby je jak najszybciej zakończyć. I okazało się, że może robić takie rzeczy, które były poza wyobraźnią znacznej części zachodniego społeczeństwa (w tym naszego bohatera DHH). Okazało się, że rząd nie tylko jest w stanie zablokować takie zbiórki. Ale też zamrozić konta bankowe (i inne aktywa finansowe) osób, które wsparły finansowo ten protest. I to bez żadnych wyroków sądowych, za pomocą rządowego prikazu. Faszyzm pełną gębą. 

Oczywiście zaraz może się rozpocząć dyskusja, na temat słuszności i moralności protestów, a co za tym idzie także działań rządu Kanady w walce z nimi. Z góry powiem, że w tym kontekście dyskusja ta nie ma żadnego znaczenia. Nawet jeśli nie zgadzasz się z protestującymi, to powinieneś bronić ich prawa do protestowania, zbierania na to finansowania. A także prawa obywateli do wyrażania portfelami swoich poglądów i wspierania kogo tylko chcą. 

Jeśli to jeszcze do Ciebie nie przemawia, to wyobraźmy sobie następującą sytuację. Wstajesz sobie rano, robisz kawusię i siadasz do fejsa czy instagrama. Widzisz post znajomego, ze zbiórką na cel, który jest bliski Twojemu sercu. Wpłacasz tam 10 złotych.

Mijają dwa dni i rząd mówi, że ta sprawa jest zła i zrobi wszystko, aby się zakończyła, a każdy ją wspierający poniesie tego konsekwencje.

Mijają kolejne dwa dni. Tym razem idziesz po kawę do przysłowiowego starbucka. Chcesz za nią zapłacisz kartą. Nie przechodzi. Próbujesz drugą. To samo. Trzecią. Też nie da rady. Logujesz się do aplikacji bankowej i dostajesz informacje, że Twoje środki zostały zablokowane. Tak samo Twój rachunek brokerski.

To nie jest fikcja, to jest rzeczywistość A.D. 2022. Niestety.

W świetle tego DHH zaczął zmieniać swój stosunek do krypto. Coraz więcej innych osób także zaczęło sobie dodawać w głowie 2+2 i interesować krypto oraz blochchainem

Wojna na Ukrainie oraz sankcje wobec rosji

Nie minął tydzień od postu DHH, a rosja zaatakowała Ukrainę. Niemal natychmiast zachód zaczął mówić o sankcjach ekonomicznych wobec agresora. A po kilku dniach zaczął je wprowadzać. 

Te najbardziej dotkliwe są związane z sektorem finansowym.

Po pierwsze odcięcie rosyjskich banków od międzynarodowego systemu rozliczeniowego SWIFT.

Po drugie zamrożenie części rezerw rosyjskiego banku centralnego.

Po trzecie operatorzy płatności tacy jak VISA, Mastercard czy PayPal najpierw odcięli obywateli rosyjskich od płatności za granicą. By po pewnym czasie w ogóle zawiesić swoją działalność na tamtejszym rynku.

Po czwarte konfiskata aktywów finansowych rosyjskich oligarchów.

Tych punktów można by wyliczać jeszcze kilka. Wszystkie one pokazują, że nasze pieniądze w bankach (czy innych instytucjach finansowych) nie są tak naprawdę nasze. A nasze z nich korzystanie zależy wyłącznie od dobrej woli instytucji świadczącej daną usługę. A ta dobra wola może się skończyć nie tylko w wyniku naszych działań (jak w Kanadzie). Ale też z przesłanek większych od nas, na które niespecjalnie mamy wpływ.  

I tutaj wielu z nas, mnie wliczając, może dochodzić do mentalnego paradoksu. Z jednej strony może mi się podobać, że zachód podejmuje jakieś kroki i dopiernicza kacapom te sankcje. Z drugiej strony ja sam nie chciałbym w przyszłości paść ofiarą takich działań rządów. Więc najlepiej by było, gdyby one jednak nie miały takich możliwości. I o ile mamy niewielki wpływ na to co mogą rządący, to mamy bardzo duży wpływa na to, co mogą zrobić nam. Ten wpływ mam poprzez odpowiednie zarządzanie naszym majątkiem. 

W kontekście inwestowania banałem jest wspominać o dywersyfikacji. Jednak mało kto wspomina o dywersyfikacji jurysdykcji, w których prowadzimy nasze inwestycje. Jeśli wszystko prowadzimy w jednym kraju, w jednej strefie wpływów, a już nie daj boże na jednej platformie, to w ciągu chwili możemy nie mieć niczego. A przecież obecny świat i rozwój internetu otwiera przed nami tyle możliwości.

Oczywiście jedną z tych inwestycyjnych jurysdykcji powinien być blockchain oraz kryptowaluty. Jeśli zdobędziemy odpowiednią wiedzę oraz podejdziemy do tematu umiejętnie, to nasze aktywa na blockchainie są nie do ruszenia przez kogokolwiek. Sądy, rządy czy nawet papieża. Coraz więcej osób zaczyna to rozumieć i interesować się tematem. Nawet miliarderów nie stać obecnie na to, aby pozostać ignorantami w kwestii kryptowalut.

Ale rządy i banki na to nie pozwolą

Możesz sobie teraz pomyśleć: ale jeśli to krypto jest takie wspaniałe w kontekście wypisania się z systemu i bycia od niego naprawdę niezależnym, to ten system na to nie pozwoli. Banki, korporacje i rządy do tego nie dopuszczą. Jak będzie odbywać się tam masowa migracja kapitału, to tego po prostu zabronią.

Ja na to odpowiem: nie wydaje mnie się.

A  oto cztery argumenty na poparcie mojego stanowiska (kolejność przypadkowa).

Rządzący mają teraz innych wrogów. Mamy pierwszą od dziesięcioleci wojnę w Europie. Konflikt o światową dominację ekonomiczno-polityczną między Stanami a Chinami. Galopująca inflację oraz widmo recesji. Naprawdę jest już z kim walczyć. Krypto nie jest największym zagrożeniem. 

Jakakolwiek delegalizacja krypto, aby była skuteczna, musiałaby być globalna. Coraz bardziej skonfliktowany i podzielony świat, w którym nie ma jednoznacznego lidera, temu nie sprzyja. Jesteś w stanie sobie wyobrazić, że Chiny, USA, Niemcy oraz Rosja wspólnie wprowadzają teraz jakieś globalne rozwiązania przeciw krypto?  

Niezapominajmy też o tym, że krypto to coraz większy sektor gospodarki i rynków finansowych. Setki milionów ludzi posiada kryptoaktywa. Taka delegalizacja dotknęła by ich portfeli, a więc na pewno spotkała by się ze sprzeciwem z ich strony. Już w 2017 i 2018 roku mieliśmy do czynienia z masowymi demonstracjami w Seulu, gdy tamtejszy rząd szykował się do bardziej radykalnych regulacji branży krypto i ich opodatkowania. Nie zapominajmy też, że krypto znajduje się też w portfelach coraz większej ilości instytucji. Delegalizacja wpłynie bezpośrednio na ich majątek, a co za tym idzie na kurs ich akcji. Kto będzie chciał dumpować TESLE i stawać do walki z Elonem Muskiem (który nie boi się nawet solówki z putinem)?.

Nie zapominajmy też o tym, że wśród rządzących elit też są osoby korzystające z krypto. Co więcej, osoby korzystające z krypto stają się nową elitą finansową. Warte miliardy majątki mogą być bardzo pomocne w lobbingu pro krypto. No i pamiętajmy, że z każdymi wyborami wśród rządzących będzie coraz więcej rozumiejących, korzystających i kochających krypto. Przykładem jest tutaj Korea Południowa, gdzie wybory prezydenckie wygrał kandydat, którego jednym z głównych punktów programu było podejście pro krypto.

Walka trwa, wiele zależy od Ciebie

To, że uważam, że rządy i banki nie pozamiatają krypto nie oznacza, że droga przed nami będzie wyłącznie usłana kwiatami. Niekoniecznie. Będzie ona wyboista i pełna znoju. Ale przejdziemy ją razem. Tym szybciej, im więcej damy od siebie. Ja daję ten artykuł. Jeśli uważasz, że przedstawiona w nim perspektywa jest wartościowa, to udostępnij go proszę dalej.

Ostatni tydzień czerwca to dla mnie szczególny czas. Po pierwsze moje (niepoprawne) imieniny. Po drugie i przede wszystkim: rocznica uruchomienia mojego bloga. Z tych okazji mam dla Ciebie coś specjalnego.

Jak to się zaczęło?

W czerwcu 2019 roku postanowiłem zrobić mały eksperyment. Zobaczyć czy będę w stanie regularnie pisać artykuły, w których będę się dzielił z Tobą moją wiedzą na temat kryptowalut. Po kilku tygodnia, gdy w szufladzie zebrały się już 3 artykuły, doszedłem do wniosku, że dam radę robić to systematycznie. I tak 27-ego czerwca 2019 roku wrzuciłem po cichu na swojego bloga pierwszy tekst (polecam przeczytać go również dzisiaj). Dwa dni później wrzucam drugi. A skoro są już dwa, to jest już czym się chwalić. Rozpoczynam więc promocję bloga. Jednocześnie komunikując w pracy, że za pół roku odchodzę. Bo będę się utrzymywał z działalności krypto. 

Jak widzisz, jest to dla mnie szczególny czas. Jedna z tych decyzji, która w dłuższej perspektywie zmieniają życie. Jeśli już o odmianie życia mowa, to dysproporcja potencjalnych zysków do ryzyka w kryptowalutach cały czas sprawia, że jest to branża, która ma ogromny potencjał do wniesienia Twojego życia na wyższy poziom. Nie tylko materialny. Bowiem po drodze spotkamy się z silnymi emocjami, stresem i niepewnością. Które odpowiednio przepracowane pomogą nam nie tylko zapełnić nasz portfel, ale również zahartować ducha.

Nadpromocja

NADPROMOCJA już się zakończyła. Jednak cały czas możesz skorzystać z promocji!

Największą różnicą między tegoroczną hossą, a poprzednia z 2017 roku, jest to, że tym razem zabawa nie kończy się na wyjściu do stablecoinów. Można powiedzieć, że w tym miejscu zaczyna się nowa gra w zarabianie.

Zabawa w drukowanie

Zacznijmy od tego, że wcale nie musimy wychodzić z posiadanych przez nas krypto, aby wejść w posiadanie stablecoinów i zaprzęgnąć je do pracy w DeFi. Nie musimy wychodzić, na wypadek, gdyby się okazało, że w najbliższym czasie czeka na nas jednak powrót rynku byka.

Możemy wtedy nie sprzedawać posiadanych przez nas krypto. Zamiast tego możemy w oparciu o nie wydrukować sobie stablecoiny. Będzie to swojego rodzaju pożyczka, gdzie pod zastaw krypto, dostajemy stable.

Maker oraz DAI

Najpopularniejszym stabelcoinem, który powstaje w ten sposób jest DAI. Jego kapitalizacja rynkowa sięga ponad 5 miliardów. I można go drukować na podstawie zastawów w takich kryptowalutach jak Ethereum, Bitcoin (WBTC), Chainlink czy kilkunastu innych. 

Korzystając z tej opcji musimy pamiętać, że nasz zastaw musi być nadmiarowy. Po to, aby w przypadku nagłego spadku ceny zastawu protokół mógł go upłynnić na rynku. W celu odzyskania i zniszczenia wydrukowanych przez Ciebie monet. Dzięki temu system dba o to, aby każda moneta DAI miała pokrycie w wartości nie mniejszej niż 1 dolar.

W przypadku najpopularniejszych krypto minimalna wartość zastawu wynosi 150 procent. Oznacza to, że aby wydrukować 100 dolarów (DAI) musimy zastawić Ether czy Bitcoina o wartości 150 dolarów. A tak naprawdę jeszcze większej, bowiem spadek poniżej 150 procent oznacza likwidację naszej pozycji. Co wiąże się z naszą stratę, ze względu na sprzedaż zastawu po cenie niższej niż rynkowa. Dlatego ja zazwyczaj dbam o to, aby zastaw był dwa razy większy niż wymagany. Dzięki czemu mogę spać spokojnie nawet, gdy krypto spada o 50 procent w krótkim okresie czasu. Więcej na temat DAI dowiesz się z tego artykułu.

Liquid i LUSD

Konieczność zastawiania co najmniej 150 procent wartości nie podoba się wszystkim. I nie ma co się dziwić. Nie jest to specjalnie kapitałowo efektywne. 

Projektem który adresuje ten problem jest Liquidy. Pozwala on na tworzenie stablecoina LUSD pod zastaw Ethereum z minimalnym zastawem naszej pozycji o wartości 110 procent. Więc wygląda to na zdecydowanie efektywniejsze kapitałowo rozwiązanie, niż emisja DAI. Z tymże jest tutaj pewna gwiazdka. Minimalny zastaw nadmiarowy na poziomie 110 procent obowiązuje tylko wtedy, gdy średnia systemu jest powyżej 150 procent. Jest system całościowo jest poniżej tej wartości, to egzekwuje od wszystkich minimalny zastaw o wartości co najmniej 150 procent. Czyli gdy średnia zastawu całego systemu wynosiła 151 procent, to nasza pozycja o zastawie 120 procent była bezpieczna. Bo minimalny poziom zastawu dla pojedynczej pozycji wynosił 110 procent. Jednak gdy średnia systemu spadła poniżej 150 procent, to nasz zastaw na poziomie 120 procent może być miejsca upłynianny. Bowiem od teraz system wymaga od każdego współczynnika zastawu nie mniejszego niż średnia systemu. A my jesteśmy poniżej tej wartości. Widzimy więc, że w okresie gwałtownych spadków możemy zapłacić sporą ceną za pozornie większą efektywność naszego kapitału. Nasze pozycje na Liquid w okresie gwałtownyh spadków będa bowiem likwidowane przy podobnych poziomach jak w przypadku emisji DAI.

Emisja LUSD różni się od emisji DAI jeszcze jednym ważnym czynnikiem. W przypadku DAI nasze emisja jest tak naprawdę pożyczką o zmiennych odsetkach. Odsetki te wynoszą na chwilę obecną kilka procent w skali roku (od 0,1 do 9 procent w zależności od rodzaju zastawy, który wykorzystujemy). Z czasem musimy więc oddać coraz więcej DAI, aby zwolnić nasz zastaw (to co wydrukowaliśmy plus odsetki).

Liquid działa inaczej. Tam w momencie emisji jest naliczana jednorazowa opłata emisyjna. Na chwilę obecną wynosi ona 0,53 procenta. Niezależnie od tego, na jak długo emitujemy stable. Naliczana ona jest w momencie emisji LUSD. A my żeby odzyskać zastaw musimy oddać dokładnie tyle LUSD ile wydrukowaliśmy (bez żadnych dodatkowych odsetek).

MiMatic i Qi DAO (Polygon) oraz VAI i Venus (Binance Smart Chain)

Emisja DAI jak i LUSD odbywa się na blockchainie Ethereum. Ma to swoje niekwestionowane plusy. Niestety nie jest też pozbawione minusów. Jednym z największych z nich są potencjalnie wysokie opłaty transakcyjne. Zwłaszcza w okresie dużej zmienności cenowej, gdy możemy tego najbardziej potrzebować. By spłacić nasz dług i uchronić nasz zastaw przed likwidacją.

Jest to problemem znaczącym dla ogromnej rzeszy użytkowników. Dlatego klony DAI zaczęły powstawać na innych łańcuchach zgodnych z maszyną wirtualną Ethereum. Na których koszty transakcyjne są znacząco niższe.

I tak na Binance Smart Chain Venus umożliwia nam emisję stablecoina VAI pod zastaw naszych pozycji na lokatach w tym systemie. 

Z kolei w sieci Polygon mamy projekt Qi DAO, który umożliwia emisję stablecoina MiMatic pod zastaw  MATIC (gołego tokenu bądź jego wersji umieszczonej na lokacie w AAVE). W przyszłości ma też pojawiać się opcja emisji z WBTC oraz LINKu.

Decydując się na korzystanie z tych rozwiązań musimy być świadomi dwóch stron tej monety. Z jednej mamy niższe opłaty transakcyjne. Z drugiej niższą płynność, mniejszy efekt sieciowy oraz większe ryzyka zarówno pod kątem bezpieczeństwa (atak hakerski) jak i ekonomicznym (rozjechanie się pagu z dolarem). 

Podczas webinaru Zabawy stablecoinami nie tylko pokazywaliśmy, w jaki sposób emitować stablecoin MiMatic. Ale również, gdzie umieścić go na farmie, aby generował dla nas ponad 100 procent w skali roku. Dostęp do webinaru dla członków Krypto Krypty, którym stać się możesz tutaj.

Podróże w czasie

We wstępie wspomniałem o cały czas aktualnych, kilkunastu procentowych (a nawet większych) rocznych stopach zwrotu dla stablecoinów. W tej sekcji przeniesiemy się w czasie i odbierzemy z góry zysk wypracowany przez nasze stable w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy czy nawet kilku lat.

Takie podróże w czasie umożliwia nam projekt Alchemix. Dzięki któremu odbieramy z góry zysku, który ma zostać wypracowany przez nasze stablecoiny.

W tym wypadku potrzebujemy już posiadać stablecoiny. A dokładnie wspominany wcześniej DAI. Następnie deponujemy go w smart contractach Alchemixa. Następnie możemy wyemitować do 50 procent zdeponowanej wartości w tokenie alUSD. Czym jest token alUSD? Jest to kolejny stablecoin dolara. Który następnie możemy sobie wymienić na dowolny inny na Curve Finance. Tak więc z miejsca otrzymujemy do 50 procent zysku z naszych stablecoinów. Co się jednak dzieje pod spodem? Dlaczego Alchemix nam na to pozwala? Co się dzieje z umieszczonymi przez nas w depozycie DAI?

Są one umieszczane na farmach (głównie Yearn Finance), gdzie wypracowywują one odebrany przez nas z góry zysk. Z czasem wypracowywane tak odsetki zmniejszają nasze zadłużenie (za dług uznajemy odebrane wcześniej alUSD). Możemy to więc nazwać samo spłacającą się pożyczką.

Alchemix wykorzystaliśmy w praktyce podczas webinaru Zabawy stablecoinami. Odpierając z góry zysk z farmingu (50% inwestycji), aby następnie umieścić go w omawianym niżej projekcie OlympusDAO. Dostęp do webinaru dla członków Krypto Krypty, którym stać się możesz tutaj.

Niebezpieczna gra o pełną stawkę

W świecie krypto widzimy też wiele eksperymentalnych projektów związanych ze stablecoinami. Gra w nich toczy się w wysoką stawką: albo o kosmicznie wysokie stopy zwrotu w oparciu o stable. Albo o stworzenia stablecoina, który nie będzie powiązany cenowo ani z dolarem ani z żadną inną walutą fiat. Przyjrzyjmy się pokrótce oby tym trendom.

O przykładzie pierwszego z nich bardzo głośno było w poprzednim tygodniu. Mowa oczywiście o IRON finance, w którym mogliśmy emitować stablecoina IRON oraz umieszczać go na farmach z kosmicznymi stopami zwrotu. Emisja odbywała się z depozytu wartości w składzie USDC (75 procent) oraz TITAN (25 procent). TITAN to token natywny protokołu. Taka ekonomia mintowania IRON miała na celu z jednej strony zapewnić stabilność (¾ wartości w stablecoinie USDC), jednocześnie nakręcić zapotrzebowanie na TITAN, w którym trzeba było dopłacić ¼ wartości. Token TITAN służył również do wypłacania horrendalnie wysokich nagród na farmach (nawet do kilku procent dziennie). Co oczywiście musi oznaczać bardzo dużo inflację. Wszystko było wspaniale, do czasu gdy ta duża inflacja spotykała się z dużym zapotrzebowaniem na TITAN do tworzenia nowych IRONów, aby zarabiać na nich “bezpieczny” yield ze stablecoinów. Gdy jednak nastąpił punkt przegięcia i część początkowych inwestorów zaczęła realizować zyski ekonomia systemu napędzała dalsze spadki, panikę aż w końcu spadek wartości TITANA do właściwie zera i rozjechanie się pegu dla IRON. Gdy widzimy horrendalnie wysokie zyski na farmach, to musimy mieć świadomość tego, że ktoś musi za to zapłacić. Zazwyczaj płacą Ci, którzy weszli później bądź przez chciwość nie zrealizowali swoich zysków. Nietrudno tutaj o porównania do piramid finansowych.

Druga ważna gra, jak się toczy, o być może jeszcze większą stawkę jest stworzenie coinów, które będą trzymać stabilną wartość, jednocześnie nie będąc powiązanymi z walutami fiat. W imię tezy: po co mi stabilna wartość we fiacie, skoro tracą one na wartości w wyniku dużej inflacji i jesteśmy zdani na łaskę Pana (banków centralnych). I tutaj także w ostatnim roku mamy sporo eksperymentów. Które z jednej strony starają się stworzyć mechanizm utrzymania stabilnej wartości. A z drugiej czerpania zysków z całego takiego ekosystemu. Nie są to trywialne problemy, a tym bardziej rozwiązania. Czas pokaże, które z nich sprawdzą się w dłużej perspektywie.

Natomiast jeden z nich – OplympusDAO – omówiliśmy sobie podczas webinaru Zabawy stablecoinami. Projekt ten jest wysoce ryzykowny, ale oferuje też nieziemskie stopy zwrotu (ponad 35 000% na moment pisania tego postu). Dostęp do webinaru dla członków Krypto Krypty, którym stać się możesz tutaj.