Dla początkujących

Początek roku to czas prognoz co do jego przebiegu. Ja się w to nie bawię. Gram grubiej i prognozuje najbliższą dekadę: będziemy mieli wszystkiego w brut. I będzie to tanie w ciul.

Obieramy perspektywę

Ostatni rok nie był łatwy dla większości z nas. 

Jak wyjdziemy z kontekstu krypto do ogólnego, to dla sporej części z nas ostatnie trzy lata nie były łatwe.

Bolesna doświadczenia sprawiają, że nie jest nam łatwo z optymizmem patrzeć w przyszłość. Tak już biologicznie i psychologicznie działamy, że to czego doświadczamy, co przeżywamy teraz, zazwyczaj po prostu ekstrapolujemy na przyszłość. 

Dlatego podczas euforii towarzyszącej hossie większość zakłada, że wzrosty będą trwać nadal. A nawet wiecznie. Przed nami księżyc, a przyszłość rysuje się tak:

Analogicznie w okresach trudnych również zakładamy że tak będzie zawsze. A nawet, że będzie gorzej. W najlepszym wypadku nie będzie niczego. Przyszłość rysuje się następująco:

Tymczasem jak spojrzymy na szerszą perspektywę, to rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Dzięki rozwojowi nauki i wynikającemu z tego postępowi technologicznego zdecydowana większość aspektów naszego życia w ciągu ostatnich dwóch wieków wygląda mniej więcej tak:

Nowa technologia rozwala system i pozwala na ogromny rozwój w dość szybkim czasie. Następnie ta sama technologia, nawet z drobnymi usprawnieniami, przestaje dawać kolejne tak duże efekty. Tempo postępu spada, aż do okresu stagnacji (nawet z okresowymi spadkami). Aż nie pojawi się kolejna innowacja w tej dziedzinie, która zacznie kolejną falę wzrostową.

Teraz spójrzmy na kilka realnych wykresów na temat ostatnich dwóch i pół wieku. Na pierwszy ogień średnia oczekiwana długość życia:

By Max Roser – https://ourworldindata.org/life-expectancy, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=83546093

A poniżej zmiana procentowego zatrudnienia w rolnictwie w tym samym okresie w kilku krajach rozwiniętych (w tym w Polsce):

https://ourworldindata.org/employment-in-agriculture

Zwróć uwagę na ostatnie dekady na powyższym wykresie. Wykres nie jest już taki prosty i liniowy. Widzimy na nim chwilowe zachwiania trendu. To dlatego, że tutaj mamy zdecydowanie więcej data pointów i jesteśmy w stanie na wykresie bardziej oddać rzeczywistość. Która w ogromnej ilości obszarów jest najlepsza niż kiedykolwiek. O ile możemy sobie mówić (i pewnie nawet mieć rację), że 2, 5 czy 10 lat temu w jakimś aspekcie było lepiej. To 99,9 procent ludzkości która żyła kiedykolwiek na tej planecie, mogłaby nam zazdrościć tego, że my żyjemy teraz, a oni nie.

Na kilku kolejnych stronach pokażemy sobie kilka kolejnych wykresów i trendów, które sprawią, że już teraz zaczniesz zazdrościć sobie życia za 10 lat.

Ale najpierw dygresja. Zwróć uwagę, że użyłem sformułowania “na kilku kolejnych stronach”. Ale ten artykuł nie ma stron. Bo w ciągu ostatnich dwóch dekad zmieniliśmy technologię dzielenia się wiedzą. Papier, któremu zawdzięczamy wiele optymistycznych wykresów, oddał pole komputerom i internetowi. Jeszcze dwie dekady temu, aby pozyskać informację na jakiś temat, musiałeś zazwyczaj sięgnąć do książki. Kupić ją w lokalnej (sic!) księgarni bądź wypożyczyć w bibliotece (również lokalnej). Twój dostęp do wiedzy był ograniczony geograficznie. Jeszcze bardziej ograniczona była możliwość publikacji swoich treść. Dziś to może robić każdy. Jeszcze dwie dekady temu było to dostępne jedynie dla jednostek skupione wokół władzy, korporacji i ośrodków naukowych. Jak uświadomisz sobie skalę i skutki tego postępu w dostępie do informacji i wiedzy, to nie ma już wtedy pytań. Rysują się za to kolejne mega optymistyczne wykresy.

(Zadanie dla chętnych na szóstkę: jak na postęp wpłyną coraz lepsze modele AI mające dostęp do coraz większych zasobów danych dostępnych w internecie).

Automatyzacja baby

Jak wrócimy do naszego rolniczego wykresu, to będziemy mogli poszukać przyczyn tak gwałtownego spadku zatrudnienia w rolnictwie. Wynika to oczywiście z ogromnego wzrostu wydajności. Na który wpływ miało wiele czynników. Wśród nich na pewno rozwój chemii, której rolnictwo zawdzięcza nawozy sztuczne czy środki ochrony roślin. My jednak dzisiaj skupimy się na automatyzacji. Zwanej też kiedyś umaszynowieniem. Bowiem jest to trend, któremu zawdzięczamy ogromny rozwój wielu branż. Czy właściwie fakt powstania przemysłu. 

Obecnie roboty, w formie maszyn i/lub oprogramowania, są w stanie wykonywać coraz więcej zadań. Robiąc to coraz skuteczniej i taniej. We wszystkich obszarach gospodarki.

Teraz na chwilę wiedzie geopolityka. A wraz z nią drabina eskalacyjna. Ale przede wszystkim wjadą łańcuchy dostaw. Rozerwane łańcuchy dostaw. 

Swoją drogą, jakby ktoś wybierał boomerskie słowo roku, to byłby to murowanym faworytem w ostatnich latach (może z wyjątkiem tego roku, gdzie mgła wojny jest niczym Messi i Argentyna na mundialu).

To, że te łańcuchy dostaw zagościły w świadomości i języku przeciętnego Kowalskiego wynika właśnie z tego, że zostały one przerwane. Póki były całe i działały, to nikt się nimi nie przejmował. Ba, nikt nie wiedział, że istnieją.

I tutaj wtarabaniła się nam ta cała geopolityka, która zaczęła je przerywać. W różnych kontekstach i motywacjach. Czy to ze względu na COVID i towarzyszące mu lockdowny i ograniczenia transportu. Czy to ze względu na napięcia pomiędzy Chinami a USA. Czy to ze względu na skutki konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Ale my nie będziemy się skupiać nad tym, dlaczego to łańcuchy się przerywają. Tylko zadamy sobie pytanie: dlaczego one w ogóle powstały?

Z pomocą w udzieleniu odpowiedzi na to pytanie przyjdzie nam Leo Beenhakker:

W pewnym momencie, zaczęło się bowiem okazywać, że wytworzenie pewnych dóbr na drugim końcu świata było tańsze niż na miejscu. Co więcej, było to tańsze nawet po doliczeniu kosztów transportu (nasze kochane łańcuchy dostaw). Co więcej, było to znacząco tańsze. Coraz więcej zachodnich, kapitalistycznych korporacji zaczęło przenosić swoją produkcję. Głównie do Azji. Co znacząco obniżyło ich koszty. Pozwalając oferować swoim klientom produkty w coraz niższych cenach. Przy zachowaniu bardzo dobrej marży.

Zatrzymajmy się teraz na chwilę na tych niższych kosztach. Czynników na to wpływających na pewno jest wiele. Jednym z głównych są na pewno koszta pracy. Na nich skupimy się w tej sekcji. Kolejnych ważnym kosztem dla wielu producentów może być energia elektryczna. O niej w sekcji kolejnej. Kolejnym czynnikiem mogą być mniej rozwinięte regulacje oraz normami w kontekście BHP, ochrony środowiska etc. Tym się w tym artykule nie zajmiemy. Ale warto mieć to w świadomości będąc konsumentem.

Skupmy się teraz na kosztach pracy i na naszej automatyzacji. Jeśli zastępujemy człowieka maszyną, to koszty pracy przestają mieć znaczenie. Ale, aby miało to w ogóle miejsce, to koszt “zatrudnienia robota” musi być niższy niż koszt zatrudnienia człowieka.

Ostatnie zdanie jest nieprawdziwe. A właściwie to jest prawdziwe, tylko w pewnym wąskich warunkach. Którą brzmią tak: robota zatrudniamy w tym samym miejscu co człowieka. Jednak, jeśli robota zatrudnimy w innym miejscu, to okaże się, że możemy mu płacić więcej niż człowiekowi, a będzie to dla nas bardziej opłacalne. Bo na przykład skracamy sobie łańcuch dostaw i redukujemy koszty ekonomiczne  z tym związane. Z naszego równania ryzyk biznesowych możemy zredukować zagrożenie związane ze współpracą z zagranicznym producentem. Może się też okazać, że naszemu rządowi też przestała się podobać współpraca z zamorskim partnerem. I teraz mu zależy na przeniesieniu produkcji do kraju. W związku z czym możemy liczyć na dopłaty do robotów. Fantastycznie.

Robot ma jeszcze jedną przewagę nad człowiekiem. A przynajmniej nad człowiekiem zachodnim. Nie ma problemów z pracowanie w systemie trójzmianowym. A nawet z ciągłą pracą 24 godziny na dobę. Co stawia robota w uprzywilejowanej pozycji nawet przy pesymistycznym założeniu, że jego wydajność pracy będzie taka sama jak człowieka. Bo po pierwsze, w miejsce kilku ludzi pracujących na kilku zmianach trzeba wyszkolić tylko jednego robota. A po drugie zdecydowanie prościej jest wprowadzić produkcję ciągłą. Która pozwala bardziej skutecznie amortyzować koszty stałe biznesu. A tym samym osiągnąć wyższą marżę bądź zaoferować klientom tańszy produkt.

Robotom nie trzeba płacić. Ale trzeba je wytworzyć, zaprogramować (przeszkolić), konserwować a przede wszystkim dostarczyć prąd. I właśnie kwestii energii elektrycznej poświęcimy sobie kolejna sekcję tego artykułu.

Prąd tani jak barszcz

Koszt wytwarzania energii elektrycznej dąży do zera. 

Być może trudno w to uwierzyć z perspektywy dzisiejszej Polski. Gdzie w ciągu kilkunastu miesięcy ceny energii elektrycznej często wzrosły kilkukrotnie.

Jednak tutaj musimy wyjść z tu i teraz. Musimy obrać długoterminową perspektywę. Która pozwoli nam dostrzec przesłanki ku temu, że za prąd będziemy płacić coraz mniej. By być może w perspektywie kilku dekad stał się on kosztem znikomym.

Na chwilę jednak zatrzymamy się jeszcze przy obecnych wysokich kosztach energii. Chociaż są one dla nas i dla gospodarki bardzo bolesne, to mają jednak również plusy dodatnie. Sprawiają bowiem, że część kapitału, energii czy zasobów ludzkich jest teraz relokowane w stronę alternatywnych źródeł pozyskiwania energii. Które we wcześniejszym okresie nie były specjalnie opłacalne czy popularne politycznie. Widzimy to nawet na naszym lokalnym, obsranym gównem, polskim podwórku. Gdzie po trzech dekadach pierdolenia o energetyce jądrowej w końcu na przełomie października i listopada 2022 roku zapadły decyzje o budowie pierwszych polskich elektrownie nuklearnych. We współpracy z amerykańskimi i koreańskimi korporacjami. Oczywiście od decyzji do uruchomienia produkcji minie pewnie z dekada. No i oczywiście, jak to w Polsce, po drodze może się jednak okazać, że jednak nie. 

Ale mówię o tym, jako przykładzie, że jak trwoga, to… zaczynamy szukać rozwiązań. 

Nawet za wielką wodą, w samej Hameryce, widać zwiększone zainteresowanie sektorem energetyki jądrowej. Gdzie poziom inwestycji venture capitals w 2022 roku było rekordowo wysoki:

Grafika: https://www.notboring.co/p/four-seasons-total-tech 

Jak już jesteśmy za oceanem, to nie sposób nie wspomnieć o informacji z końcówki 2022 roku. W której tamtejsze Ministerstwo Energetyki poinformowało o dokonaniu pierwszej w historii fuzji nuklearnej o pozytywnym bilansie energetycznym. Czyli w wyniku całego procesu, po raz pierwszy w dziejach, wyjęto więcej energii niż wcześniej w niego włożono. Tutaj okres komercyjnego wdrożenia na masową ma szansę być nawet dłuższy, niż budowa i uruchomienie polskich elektrowni jądrowych. Ale przypomnijmy, że nasza perspektywa jest tutaj długoterminowa. A fuzja jądrowa nie jest wcale bohaterem. A tym bohaterem są Odnawialne Źródła Energii (OZE). Z panelami słonecznymi na czele. Które cały czas stają się coraz wydajniejsze i coraz tańsze w produkcji. W wyniku czego możliwość korzystania z nich staje się coraz bardziej powszechna. A koszt wytwarzania energii coraz niższy. Na poniższym wykresie możemy zaobserwować spadek kosztów wytworzenia jednego Wattu energii przy pomocy fotowoltaniki:

Grafika: https://www.notboring.co/p/blank-page

Panele fotowoltaiczne mają tą właściwość, że nie tylko korzystają z odnawialnych źródeł energii, ale także mogą dokonać całkowitej reorganizacji rynku energetycznego. Obecnie jest to rynek silnie scentralizowany wokół dużych elektrowni. A znaczącym elementem kosztów, oprócz samego wytworzenia tej energii, jest utrzymania infrastruktury służącej do jej przesyłu. Fotowoltanika może zdecentralizować produkcję i wyeliminować znaczące pozycje kosztowe, jakimi jest utrzymanie sieci przesyłowej.

Co powiesz na świat, w który za dwie, trzy dekady dostęp do energii będzie właściwie nieograniczony i bardzo tani? Gdzie większość gospodarstw domowych i instytucji będzie w stanie zapewniać sobie ją samemu (tak, potrzeba jeszcze tańszej i wydajniejszej technologii przechowywania prądu – WIP). A wielkie kompleksy przemysłowe będą napędzane energię pochodzącą z fuzji jądrowej. Zresztą o jakich kompleksach przemysłowych mowa, skoro wszystko będziemy robić (hodować sobie) w domach?

Dr Jekyll & Mr Hyde

Od około dekady na naszych oczach, ale poza naszą powszechną świadomością, dzieje się największa rewolucji w historii ludzkości. W jej wyniku jesteśmy już w stanie modyfikować DNA organizmów żywych. Tak właściwie to już teraz możemy w domowych warunkach programować sobie nowe formy życia czy rodzaje tkanek. Konsekwencje tego w ciągu najbliższych dekad będą niewyobrażalne. Wielkich zmian doświadczymy w medycynie, rolnictwie czy produkcji.

Wszystko to zaczęło się wraz z odkryciem DNA. Dzięki któremu poznaliśmy język, którym zapisywane jest życie na tej planecie. Skoro znamy język, to może by tak pisać nim nowe rzeczy?

Każda rewolucja jest tak naprawdę ewolucja. Najpierw mamy wielkie oczekiwanie towarzyszące powstaniu nowej technologii. I towarzyszącą temu bańkę inwestycyjną. Następnie mamy rozczarowanie, że to jednak nie jest takie cudowne i wspaniałe. By potem w ciszy przez lata czy nawet dekady pracować w pocie czoła nad tym, aby w końcu było cudownie i wspaniale. By znowu zachwycić świat. Teraz widzimy to na przykładzie sztucznej inteligencji, która teraz zaczyna dostarczać to co obiecywała w latach 60 ubiegłego wieku.

Nie inaczej jest z genetyką.

W 1869 dowiedzieliśmy się o istnieniu DNA.

Ale dopiero w 1953 roku poznaliśmy jego strukturę.

By w 1966 roku poznać kod genetyczny i w 1977 roku nauczyć się sekwencjować DNA.

W 1987 roku rozpoczęliśmy prac nad poznaniem ludzkiego genomu. By zakończyć ten program w 2003 roku.

W tym samym 1987 roku miało miejsce zupełnie nieznaczące wtedy odkrycie. Japońscy uczeni zaobserwowali powtarzające się sekwencje DNA w kodzie genetycznym jednej z bakterii. Nie mając pojęcia czemu miałoby to służyć. Trzy dekady później, dzięki wysiłkom dziesiątek naukowców z całego świata, najpierw okazuje się, że jest to kod wirusa. A poprzez jego obecność w DNA bakterii ma ona wrodzoną odporność na jego działanie. Gdy to stwierdzono, pojawiło się pytanie: w jaki sposób bakteria umie wyciąć od wirusa kawałek DNA i wrzucić ten fragment do swojego kodu? Dziś już to wiemy. Mamy technologię do edycji DNA organizmów żywych. W 2020 roku przyznano za to chemicznego Nobla. A w międzyczasie Chińczycy stworzyli kilka dzieci z wrodzoną odpornością na wirus HIV.

W momencie, gdy będziemy w stanie szybko czytać DNA, rozumieć na co mają wpływ poszczególne geny i sprawnie je modyfikować, to rozpoczniemy całkiem nową grę. W której będziemy mogli powtarzać czy podkręcać dowolne działania i mechanizmy obecne wśród organizmów żywych. A być może projektować i tworzyć zupełnie nowe. Już mamy firmy, hodujące syntetycznie jedwab czy materiał służący pająkom do wytwarzania pajęczyny.

Podobno wystarczy kilkaset dolarów i parę tutoriali w internecie, przy przyłączyć się do tej gry… 

A ta gra może znacząco zmienić sposób w jaki wytwarzamy rzeczy. Jakąś dekadę temu pojawiła się narracja, że za jakiś czas wszystko będziemy sobie drukować w domach na drukarkach 3d. Od ubrań do jedzenia. Syntetyczna biologia być może za parę dekad sprawi, że stanie się to rzeczywistością. I będziemy sobie w domach hodować nową kurtkę czy też mięsko na wieczornego steka. Jak będzie wyglądał świat, w którym zdecentralizujemy wytwarzanie energii (o czym pisaliśmy w poprzedniej sekcji), jak i produkcję większości dóbr? 

Myśli kończące

Nasz umysł ma parę ograniczeń. Dwa z nich, które sprawiają nam szczególne problemy w kontekście “przewidywania” przyszłości to:

  • Silne bazowanie na strachu
  • Działanie umysłu tylko na danych z przeszłości, co utrudnia dojrzenie w przyszłości rzeczy i zjawisk nie istniejących

To można podsumować staropolskim: “panie, kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów”.

A jednak czasy są cały czas. I to coraz lepszy. A do tego mamy coraz bardziej rozwinięte narzędzia i technologie do tego, by robić je jeszcze lepszymi. Dlatego jak powiedział pewien sympatyk kremówek z Wadowic: “nie lękajcie się”

Za nami bardzo bolesny tydzień w świecie krypto. Po kilku miesiącach względnego spokoju upada kolejny branżowy gigant i autorytet. A wraz z nim z rynku w mgnieniu oka wyparowują dziesiątki miliardów dolarów.

Jeszcze tydzień temu nic nie zapowiadało katastrofy. Na rynkach było całkiem sporo entuzjazmu oo ostatnich tygodniach wzrostów. Do tego dochodziły pogłoski o pivocie FEDu w kontekście stóp procentowych czy podejścia Chiń do polityki zero-covid.

Mija 48 godzin i przeżywamy kolejną po LUNIE/AC/Celsius piękną katastrofę w branży. Mija 48 godzin i rynek krypto traci 20-25 procent wartości. Moja 48 godzin i kolejne bożyszcza krypto w najlepszym przypadku stają się chciwymi debilami (a w najgorszym pierdolonymi złodziejami).

Nie będę się rozwodził o dokładnych przyczynach upadku FTX/Alamedy. O tym napisano już sporo. I podejrzewam, że tym wszystkim wersjom sporo brakuje do prawdy. Ale w tym przypadku wystarczą nam ogólniki.

Ogólnik pierwszy: Ludzie zrobili bankrun na FTX masowo zlecając wypłatę środków. Oznacza to, że odrobili lekcje z maja/czerwca: jak pojawiaja się plotki bądź pierwsze oznaki, że coś jest nie tak, to wypłacaj hajs. Jak się okaże, że wszystko było spoko, to za parę dni możesz wrócić z kapitałem. Ale w przypadku kryzysu/upadku uratujesz swój kapitał

Ogólnik drugi: Giełdy kryptowalutowe, w przeciwieństwie do banków, nie są oparte o system rezerwy cząstkowej. Co oznacza, że powinny w całości, w nie ruszanej formie przechowywać całość depozytów. FTX w pewnym momencie wstrzymał wypłaty, bo zabrakło płynności. Oznacza to, że zrobił coś czego nie powinien: w jakiś sposób ruszył, zainwestował, pożyczył środki swoich użytkowników

Ogólnik trzeci: Zapewnienia, że mamy pokrycie wszystkiego i środki są SAFU można sobie między bajki włożyć. Tak będzie mówił każdy, licząc ze powstrzyma odpływ i nie okaże się, że pływa bez majtek.

Ogólnik czwarty: Przerwa w komunikacji oznacza, że nie ma już co zbierać. I jeśli jest coś do powiedzenia, to że jest się debilem, dało dupy i że wcześniej kłamało się dookoła.

Gdy w lipcu na discordzie Krypto Krypty pojawiał się dyskusja o problemach Alamedy, byłem co do tego bardzo sceptyczny:

No cóż, po raz kolejny, ja też okazałem się być naiwnym idiotą. 

Alameda była jednym z większych funduszy wchodzących wcześniej w DeFi na etapie rund prywatnych. Potem budująca narracje, a następnie zrzucająca swoje torby na retail. W 2021 roku musieli kosić naprawdę ogromny hajs. Jak można było to zjebać?

Jak można zbankrutować prowadzać kasyno (FTX), a jeszcze do tego rozprowadzać (nie tylko) tam narkotyki (Alameda) i stać się niewypłacalnym?

No trzeba być, w najlepszym przypadku, chciwym debilem. Ale nie jest nim tylko SBF. Wszyscy jesteśmy. Zwłaszcza, gdy uda się nam coś osiągnąć, mieć jakieś sukcesy, wygrane.

Naturalnym mechanizm biologiczny sprawia, że wraz z odnoszonymi sukcesami nabieramy pewności siebie. Która może być pomocna w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Co jeszcze bardziej pompuje naszą pewność siebie i ego. Do tego poziomu, aż zaczynamy czuć się zbyt pewnie i to już nie pomaga nam dalej wygrywać. Wręcz przeciwnie, prowadzi nas do porażek. Pycha kroczy przed upadkiem. Prawda znana od tysiącleci i cały czas powtarzana. Dobrze zobrazował to w poniższym nagraniu, na przykładzie Conora McGregora, Rafał Mazur:

Moim skromnym zdaniem w tym kontekście naszym zadaniem jest mieć świadomość:

  • Po pierwsze primo, że my też mamy w sobie tego chciwego, pysznego debila
  • Po drugie primo, że każdy inny również 

Z pierwszego wynika, że trzeba się pilnować. Z drugiego, że należy pozrzucać ludzi z pozycji bezwzględnych autorytetów. Niezależnie od tego ile zarobili / jakie sukcesy odnieśli (bądź udają, ze zarobili i odnieśli). 

Może zacznijmy od pierwszego. Tutaj polecam gorąco obejrzeć świetny film sprzed półtorej dekady: There Will Be Blood (Aż poleje się krew). W pierwszej scenie tego filmu widzimy jak główny bohater adoptuje chłopaka, którego ojciec ginie na naszych oczach. Dwie godziny później jesteśmy mega zdziwieni, gdy okazuje się, że chłopak nie jest synem głównego bohatera.

To jest doskonała metafora naszego podejścia do inwestycji. Na początku może i mamy jakieś założenia. Świadomość ryzyka. Przeczytane whitepapery. Obrane reguły. Potem jednak wciąga nas fabuła rynków. Dialogi o niespotykanych zyskach. Kolorowe obrazki sukcesu. I kończymy z tym, że znowu zrobiliśmy to nie tak jak chcieliśmy.

Kończąc na drugim, to gdy zobaczymy w internecie kolejnego wymądrzającego się eksperta (np. mnie), to powiedzmy sobie po cichu: “ten koleś jest takim samym chciwym debilem jak ja” i poświęćmy parę godzin na zweryfikowanie jego przesłanek, zanim zrobimy coś, bo Misiurek czy X o tym powiedział. 

Tutaj chciałbym już kończyć, ale jest jeszcze jedna rzecz. Rzecz, której nie mogą pozostawić bez komentarza.

Coraz częściej pojawia się narracja, że 2022 rok pokazał, że krypto się skończyło. Że się skurwiło, stając się kopią patologii i chciwości z Wall Street.

Moja odpowiedź brzmi: i tak i nie.

Oczywiście patologii jest dużo. Sprzyja jej nie uregulowane środowisko. A chciwość jest uniwersalną cechą człowieczą.

Z mojej perspektywy do świata krypto napływają trzy glówne nurty ludzi. Pierwszą scharakteryzowałbym jako wolnościowcy, etos cyberpunku. Drudzy są tam dla technologii. Często mają sporą część wspólną z pierwszą grupą. Trzeci to ludzie ze świata finansów. Według badań IDZD tych trzecich z biegiem czasu jest coraz więcej. Część z nich dostrzega potencjał krypto do stworzenia lepszego, bardziej otwartego systemu finansowego. Inni są tu po prostu widząc okazję do szybkiego zarobienia dużych pieniędzy. W dużej mierze to onie stają się twarzami krypto w mainstreamie, a potem w wyniku ich działań mamy narracje, że krypto się skompromitowało i skończyło. SBF był właśnie takim ziomkiem, który zamiast krypto handlowałby kontraktami na sok z pomarańczy, jeśli na tym byłby większy hajs do wyciągnięcia.

Krypto się nie skończyło. DeFi się nie skompromitowało. Blockchainy Bitcoina czy Ethereum dalej w takim sam sposób tworzą nowe bloki i przeprowadzają nasze transakcje. Naprawdę zdecentralizowane projekty DeFi cały czas działają i nie dotknęły ich takie problemy, jak scentralizowanych negatywnych bohaterów ostatnich miesięcy. A to wszystko dzięki transparentności, nie możliwości położenia ręki na środkach klientów przez pośredników czy arbitralności smart contractów (Alameda czy Celsius w pierwszej kolejności spłacały długi w DeFi, bo wiedziały, że tam nie ma jak zrobić w chuja wierzycieli i zostaną po prostu bezwzględnie upłynnieni).

Krypto to nie jest możliwość zrobienia x100 na shitcoinie czy rozgrywanie szortów na dźwigni. To przede wszystkim otwartość, transparentność i samostanowienie o swoich środkach. To cały czas jest, to się cały czas rozwija. Dzięki osobom ze wszystkich trzech wspomnianych grup. O czym chciałem przypomnieć w tym wątku publikowanym w dniach upadku FTXa:

I pamiętajmy, że tak jak wszyscy jesteśmy chciwymi debilami, jak SBF czy Misiurek. Tak samo wszyscy możemy być budowniczymi jak Vitalik czy Andre Cronje (który ostatnio wrzucił wartościowy blog post w tym temacie)

Jedno z najczęściej wracających do mnie pytań wiąże się z problemami związanymi z importem seeda metamask i “brakiem” wcześniejszych kont. Najczęściej taka sytuacja wynika z braku zrozumienia. Dlatego dzisiaj nad tym zrozumieniem popracujemy.

Metamask jest portfelem HD

Najczęściej wspominane wcześniej problemy dotyczą Metamaska. Dlatego, że jest on najpopularniejszym portfelem Ethereum. Ale standard jego działania w kontekście zarządzania adresami jest wykorzystywany w większości portfeli dla większości sieci.

Standard ten nazywa się Hierarchical Deterministic (HD) Wallet. 

Standard ten powstał początkowo dla Bitcoina. Który przypomnijmy nie korzysta z modelu kont (accounts), jak Ethereum, tylko UTXO. Gdzie rekomendowane jest, ze względów na anonimowość i bezpieczeństwo, wykorzystywanie nowych adresów dla każdej transakcji. A aby było to możliwe, to portfel musi mieć umiejętność łatwego tworzenia taki adresów. Przy czym użytkownik po zmianie portfela musi mieć znowu dostęp do zarządzania środkami na tych wszystkich adresach.

I tutaj wchodzą całe na biało portfele deterministyczne. Które z otrzymanego bądź wygenerowanego seeda tworzą tak zwany master private key. Główny klucz prywatny, z którego następnie można właściwie w nieskończoność tworzyć kolejne klucze prywatne. A co za tym idzie, także adresy. Co jest super ważne, to deterministyczny charakter tego procesu. Kolejne klucze prywatne zawsze będą generowane w takiej samej kolejności.

Mamy już rozkminiony determinizm, teraz o co chodzi z tą hierarchicznością? Mianowicie portfele HD mają tą przewagę nad zwykłymi portfelami deterministycznymi, że nie potrzebują wygenerować wszystkich kluczy prywatnych, aby poznać adresy odpowiadających im kont. Tak jak generowany jest master private key, tak samo generowane jest master public key (główny klucz prywatny). Pozwala on na określenie listy wszystkich adresów kontrolowanych przez seeda, bez ujawnianie tego seeda czy którekolwiek z kluczy prywatnych. W Bitcoinie taki klucz publiczny nazywa się xpub. Jest on szczególnie przydatny, w kwestiach do odczytu. Np. gdy chcemy wszystkie swoje adresy Bitcoina monitorować jakimś narzedziem analitycznym czy też do rozliczeń podatkowych. Wtedy nie musimy ufać takiemu narzędzi podając mu nasze seedy. Tylko podajemy xpub, dzięki którego narzędzie poznaje nasze adresy, bez możliwości uzyskania dostępu do środków tam zgromadzonych. Co jest jeszcze ważne, to po samych adresach nie można stwierdzić, czy pochodzą one z tego samego seeda. 

Jak Metamask importuje portfele z seeda? 

Przyjrzymy się teraz procesowi, jaki się dzieje, gdy podajemy Metamaskowi swój seed do zaimportowania. Pozwoli nam to zrozumieć sporo sytuacji, w których w innym przypadku byśmy panikowali, że Metamask nam nie zaimportował adresu i straciliśmy środki.

W pierwszym kroku Metamask z seed tworzy sobie główny klucz prywatny. Następnie będzie po kolei generował z niego kolejne adresy, do momentu aż pierwszy napotkany adres będzie miał zerowe saldo ETH. Metamask uzna, że jest to adres nieużywany i najprawdopodobniej nigdy go nie utworzyłeś. Nie warto więc importować ani jego ani żadnego z kolejnych adresów. Tutaj zwróćmy uwagę, że Metamask sprawdza saldo ETH na Ethereum. Nie interesuje go, czy są tam może jakieś tokeny. Nie sprawdza też balansów na innych sieciach.

Tak więc MM kończy dodawanie adresów, kto napotka pierwszy adres, który uzna za nie używany. Będą to adresy na których nie ma ETH na sieci Ethereum. Nawet jeśli będą tam jakieś tokeny bądź korzystaliśmy z tego adresu na innych sieciach EVM. 

Zdarzyć się mogą przypadki, gdy na liście naszych adresów adres uznawany za nie używany będzie przed kolejnymi używanymi. Wtedy te kolejne adresy, nawet z saldem ETH, nie zostaną automatycznie dodane. Jak rozwiązać taką sytuację?

Tutaj wracamy do determinizmu. Metamask z tego samego seed będzie tworzył takie same adresy w takiej samej kolejności. Dlatego po prostu korzystamy potrzebną ilość razy z opcji Dodaj konto (Create account)

W wyniku tego zaimportujemy też adresy znajdujące się także po tym, który został uznany, za nieużywany.

Portfele sprzętowe i zaimportowane konta

Miejmy świadomość, że zakładanie portfela i import nowego seeda pozwoli nam na dostęp jedynie do adresów pochodzących z tego seeda. Jeśli na poprzednim Metamasku korzystaliśmy również z portfela sprzętowego, to teraz musimy go na nowo połączyć (opcja nr 1 na powyższym screenie).

Podobnie jeśli importowaliśmy kolejne konta za pomocą klucza prywatnego bądź pliku JSON, to będziemy musieli zrobić to ponownie (opcja numer 2).

Adres zaimportowany, ale zniknęły moje tokeny

Jeżeli adres się zgadza, to wszystko jest w porządku. Możesz się upewnić co do tego, przeglądać swój adres w block explorerze. Najprawdopodobniej będziesz musiał ręcznie dodać tokeny do Metamask (szczególnie na innych sieciach niż Ethereum). Pomocne w tym będzie poniższe nagranie:

Zweryfikuj, czy import zadziała

W teorii wszystko powinno działać, w praktyce sporo w internecie lamentów, że to nie działa i ludzie tracą dostęp do swoich środków. Najcześciej jest to tylko wrażenie, wynikające z ich zrozumienia i niewiedzy. Ty już teraz wiesz i rozumiesz. To teraz sprawdź, czy to działa?

Zainstaluj sobie drugą przeglądarkę bądź stwórz kolejny profil użytkownika w Chrome. Następnie zainstaluj sobie tam Metamaska i zaimportuj swój seed. I korzystając z przedstawionej wiedzy, czy jesteś w stanie na nowym profilu mieć dostęp do tych samych adresów.

Co jeśli nie? 

Po pierwsze primo jeszcze raz przeczytaj ten tekst i upewnij się:

  1. Czy metamask nie skończył dodawania adresów, na adresie który uznał za nieużywany. Spróbuj dodać nowe konto, aby dodawać kolejne adresy
  2. Czy nie panikujesz, bo MM nie pokazuje Ci pewnych assetów. Upewnji się na block explorerze o ich istnieniu. A następnie zaimportuj je do MM
  3. Przeanalizuj wszystkie punkty z artykułu supportu Metamask na temat problemów z importem

Jeśli mimo wszystko jesteś świadkiem sytuacji, że MM odtwarza tylko część adresów bądź adresy są w ogóle totalnie inne, to zabezpiecz się na dotychczasowym MM exportując klucze prywatne do adresów, których nie udało się zaimportować.  Instrukcję jak to zrobić znajdziesz w pomocy Metamaska. Dzięki temu będziesz mógł ten adres potem zaimportować w innych portfelach ręcznie z klucza prywatnego.

Jednym z największych dylematów w krypto jest kwestia, jak skalować sieci, zachowując jednocześnie ich decentralizację. Obecnie przyjęta odpowiedź brzmi: nie specjalnie się da. I w tym momencie, całe na biało, wchodzi zero knowledge proofs.

Na czym polega blockchain trilemma?

Blockchain trilemma opowiada o dylemacie, przed którym stają wszyscy twórcy sieci krypto. Każda z nich charakteryzuje się trzema głównymi przymiotami:

  • Bezpieczeństwo
  • Decentralizacja
  • Skalowalność

Bezpieczeństwo określa jak trudno jest dokonać złowrogich działań w sieci. Na przykład przejąć czyjeś saldo czy dokonać niezgodnej z protokołem transakcji. Na jego czele stoją kryptografia oraz mechanizmy utrzymania konsensusu. Dwa najpopularniejsze z nich to Proof of Work (PoW) oraz Proof of Stake (PoS). W PoW bezpieczeństwo sieci jest wprost zależne od wielkości mocy obliczeniowej poświęconej do jej zabezpieczania. A w PoS do ilości kapitału poświęconego temu samemu celowi.

Decentralizacja. To chyba najciekawszy i zarazem najistotniejszy z przymiotów krypto. Najistotniejszy, bowiem to z niego wynikają najważniejsze innowacje krypto: pełna otwartość sieci, wolność i samostanowienie jej uczestników, odporność na cenzurę oraz brak potrzeby zaufania do stron trzecich. To jest unikalna wartość Bitcoina i krypto. Już wcześniej mieliśmy sieci finansowe, które były bezpieczne i skalowalne. Nie mieliśmy jednak sieci zdecentralizowanych, w których nikt, poza samym użytkownikiem, nie ma kontroli nad jego środkami i działaniami. Jest to też ciekawa własność, ponieważ nie jest ona jednoznacznie mierzalna. Można tutaj stosować różne wskaźniki, które mogą zaciemniać obraz sytuacji. 

No i finalnie mamy skalowalność. Czyli zdolność sieci do szybkiego przetwarzania jak największej ilości transakcji. Oczywiście chcemy jak najwięcej, jak najszybciej. Najlepiej do tego jeszcze jak najtaniej.

No i w tym miejscu jest najlepszy moment aby przedstawić głównego bohatera tej sekcji. Zwanego jako Blockchain Trilemma. Mówi on, że spośród tych trzech cech (bezpieczeństwo, decentralizacja oraz skalowalność) nie da się osiągnąć wszystkich na raz. 

Obrazowo można to przedstawić jako trójkąt, którego wierzchołkami są trzy wspomniane cechy:

I teraz my tworząc, rozwijając dany projekt musimy postawić kropkę gdzieś w środku tego trójkąta. Siłą rzeczy nie może ona jednocześnie znajdować się w bliskiej odległości do wszystkich wierzchołków.

To zjawisko, ten trilemmat nie wynika z tego, że twórcy protokołów umówili się, że można wybrać tylko maksymalnie 2 z 3. Albo że bóg tak chciał. Wynika to z zależności pomiędzy tymi sieciami.

Im bardziej skalowalną sieć będziemy chcieli zrobić, tym większe będą nasze wymagania technologiczne (moc obliczeniowa, przestrzeń dyskowa, jakość połączenia internetowa) wobec uczestników i walidatorów sieci. A im trudniej o spełnienie tych warunków, tym mniej uczestników i tym większa kontrola (centralizacja) w rękach tych istniejących. Wtedy oni z własnej inicjatywy (bądź w wyniku żądań regulatorów) mogą złamać główne pryncypia sieci (odporność na cenzurę, wprowadzenie niezgodnej z protokołem transakcji czy zamrożenie czyjegoś salda). Czyli z wynikającej z technologii i decentralizacji pewności, że nikt nie wykona niepożądanych działań przechodzimy w stronę ufności, że nikt tego nie zrobi (chociaż są tacy, którzy mogą). Widzimy więc, że kompromisy w stosunku do decentralizacji rzutują też na bezpieczeństwie sieci i zgromadzonych w niej środków.

Z tych powodów, główne kryptowaluty, które wyrosły z etosu wolnościowego, takie jak Bitcoin i Ethereum podjęły decyzję, że nie będą one poświęcać swojej decentralizacji na rzecz skalowalności. A problem ten rozwiążą na tak zwanych drugich warstwach (ang. Layer 2). Lightning Network dla Bitcoina czy roll-upy dla Etheruem.

Mamy też młodsze projekty, gdzie etos krypto w dużej mierze został zastąpiony pieniędzmi od funduszy VC i ich rządzą dobrego zysku. W celu wyróżnienia się na rynku i przeciągnięcia dużej rzeszy użytkowników często optymalizują one architekturę swoich sieci właśnie pod kątem skalowalności. Przykładami takich sieci mogą być chociażby BNB Chain, FLOW czy Solana.

No cóż, skoro nie można mieć wszystkiego, to projekty i ich użytkownicy muszą wybierać (i płacić za to cenę), co jest dla nich ważniejsze.

Czym są zero knowledge proofs?

Teraz przejdziemy do szybkiego omówienia drugiego bohatera naszego artykułu. A jest nim kryptografia zero knowledge proofs (ZK, ZK-proofs. ZKP).

Jest to stosunkowo świeża dziedzina kryptografii, które oferuje nam niesamowite, trochę magiczne przymioty. Trochę jak mechanika kwantowa. Gdy się czyta opis, jak to działa, to zdrowy rozsądek podpowiada, że to nie powinno tak działać. A jednak tak działa.

No to przyjrzyjmy się temu, w jaki sposób działa ZK-proofs.

Jak wskazuje sama nazwa, opiera się ono o dowody (proofs). Dowody, którymi jedna strona (twórca dowodu), jest w stanie zagwarantować drugij stronie (weryfikatorowi) prawdziwość danego stwierdzenia, bez ujawniania żadnych informacji związanych z tym stwierdzeniem. W wyniku takiego dowodu, weryfikator może mieć pewność, że coś jest prawdziwe. Nie poznając żadnych przesłanek ku temu prowadzących. Nie rozszerzając swojej wiedzy na ten temat (stąd zero knowledge).

Przełóżmy to na przykład z życia codziennego.

Załóżmy, że udajesz się do sklepu, aby zakupić alkohol. Zgodnie z literą polskiego prawa, aby to zrobić, musisz mieć powyżej 18 lat. Sprzedawca widzą Cię, chce to zweryfikować.

W świecie dzisiejszym prosi Cię więc o okazanie dowodu osobistego. Po czym sprawdza na nim datę Twojego urodzenia. Przy okazji mogąc poznać inne Twoje dane osobowe (imię, nazwisko, PESEL) nie mające totalnie żadnego związku z przeprowadzanym właśnie procesem weryfikacji wieku.

Natomiast w świecie masowego wykorzystania ZK, Ty nie pokazujesz sprzedawcy swojego dowodu osobistego. Zamiast tego, na jego podstawie tworzysz proof (dowód na podstawie dowodu ;), który pozwala sprzedawcy mieć pewność, że jesteś pełnoletni. Bez ujawniania mu żadnych Twoich danych osobowych. Z datą urodzenia włącznie.

Brzmi trochę jak magia, przyznasz. Ale podobno to matematyka.

W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o tym, że wyliczenie takiego dowodu, może być dość kosztowne w kontekście wykorzystania mocy obliczeniowej. Ale za to same dowody są dość małe i tanie (jeśli chodzi o moc obliczeniową) do zweryfikowania. Mając tego świadomość pora przejść do kolejnej sekcji, w której zero knowledge pozamiata blockchain trilemma. 

ZK – autostrada do tysięcy transakcji na sekundę w zdecentralizowany sposób?

Przyjrzyjmy się teraz temu, w jaki sposób przymioty zk-proofs mogą pomóc nam wyjść z ograniczającego pudełka blockchain trilemma.

Jeśli chcemy wykonywać więcej transakcji na sekundę, to siłą rzeczy:

  1. Potrzebujemy większej mocy obliczeniowej, do przeprocesowania tych transakcji. Zwłaszcza w kontekście wykonywania smart contractów
  2. Stworzymy większą ilość danych, które najpierw musimy sprawie rozpropagować po wszystkich uczestnikach sieci, a potem wszyscy oni muszą przechowywać wszystkie te dane na wieki wieków.

Zacznijmy od mocy obliczeniowej. Bo tutaj mogą się dziać najwspanialsze rzeczy.

W rozproszonych (w tym zdecentralizowanych) sieciach każda transakcja jest przetwarzana przez wszystkich uczestników sieci. Siłą rzeczy musimy więc tutaj równać do najsłabszych. Skoro każdy ma przetworzyć wszystko, to musimy zadbać o to, aby wszystko nie przekraczało zasobów sprzętowych tych najsłabszych. W przypadku sieci zdecentralizowanych sieci jak Bitcoin czy Ethereum ta poprzeczka zawieszona jest naprawdę nisko. Stąd mamy kilka czy kilkanaście transakcji na sekundę. Natomiast sieci, które nie bawią się w grę o decentralizację, takie jak ICP czy Solana, mogą wymagać od swoich uczestników wysokiej jakości farm serwerów, które są zdolne do przetwarzania tysięcy transakcji na sekundę.

Tutaj warto jeszcze wspomnieć, że transakcja transakcji nierówna. Mamy więc do czynienia ze stosunkowo prostymi i małymi transakcjami przesyłu wartości. Mamy też większe i wymagające większej mocy obliczeniowej transakcje korzystające na raz z wielu protokołów DeFi. Czy w końcu mamy znacząco większe transakcje, które w ogóle nie istnieją w praktyce, bo są na tyle duże i skomplikowane, że nie zdążyły by się wykonać w ciągu jednego bloku. Co znacząco ogranicza możliwości tego, co jest do zrobienia on chain.

To teraz zobacz to. Nasz przykład z potwierdzaniem pełnoletności. Zk-proof na to liczymy na boku i przedstawiamy pani w sklepie. Mówiąc językiem on chain, jest to transakcja, która weryfikuje naszą pełnoletności. Za pomocą zk-proof możemy udowodnić, że przeprowadziliśmy sprawdzanie naszego wieku na podstawie przyjętego algorytmu i że dla naszych danych (których nie ujawniamy) wyszło, że jesteśmy pełnoletni.

To teraz to zgeneralizujmy. Zk-proofs pozwalają nam udowodnić, że dokonaliśmy dowolnych obliczeń, zgodnie z przewidzianym algorytmem i wyszło nam to i to. I teraz te obliczenia, jak i dowód zk-proof na nie, my możemy sobie policzyć na boku (off-chain). Natomiast do sieci (on-chain) przesyłamy dowód na to. I każdy uczestnik sieci jest w stanie to szybko zweryfikować przy wykorzystaniu niewielkiej mocy obliczeniowej. A to oznacza, że nie każdy musi liczyć wszystko. Tylko każdy sobie liczy transakcje sam i do sieci przesyła jedynie dowód, co mu wyszło. Który każdy może szybko i sprawnie zweryfikować. 

No i teraz przechodzimy do punktu drugiego. Powiedzmy, że narobimy sobie dużo tych transakcji i dowodów na nie. No to one niestety zajmują miejsce. Co powoduje dwa wyzwania: szybka synchronizacja bieżąca danych między uczestnikami oraz potrzebę ich późniejszego przechowywania. I tutaj zk-proofs, szczególnie w tym drugim aspekcie, równiez może być bardzo pomocne. Tutaj wiele zależy od implementacji, ale są możliwe sytuacje:

  1. W jednym dowodzie zamieszczamy wiele transakcji, a rozmiar dowodu nie jest liniowo zależny od ilości i wielkości transakcji, które udowadnia. A być może nawet ma stałą wielkość niezależnie od ilości udowadnia nych transakcji (jak funkcje hashujące)
  2. Dowody można w sobie zagnieżdżać. W dowodzie umieszczać dowody, że dowiedliśmy wcześniej co innego. Co przy niektórych implementacjach pozwala tworzyć blockchain o stałej, małej wielkości. 

Bonus w postaci prywatności

Wróćmy jeszcze na chwilę do naszego przykładu, z potwierdzaniem pełnoletności w sklepie. Jeśli skorzystamy tam z ZK, to osiągniemy zamierzony efekt (potwierdzenie pełnoletności) bez ujawniania żadnych informacji o sobie. Wliczając w to naszą datę urodzenia.

To samo jest prawdziwe w kontekście transakcji krypto. Tworząc dowód zk-proof możemy dowieść, że dana transakcja jest całkowicie poprawna z protokołem, jednocześnie nie ujawniając żadnych informacji na jej temat. Nie wiadomo co, kto, komu i ile, ale wiadomo, że jest to poprawna transakcja, która może być uwzględniona w sieci. Co daje nam bardzo duży poziom prywatność. 

I właśnie prywatność jest kontekstem, w którym to zero knowledge po raz pierwszy zagościło w świecie krypto. Będąc podstawą projektów prywatnościowych, takich jak chociażby ZCash.

Wysoki poziom choćby opcjonalnej prywatności jest jednym z kluczowych aspektów masowej adopcji krypto. W większości tradycyjnych branż, wliczając w to sektor finansowy, radykalna transparentność, jaką oferują publiczne sieci blockchain, nie jest cechą pożądaną. W naprawdę sporej przestrzeni, zarówno życia biznesowego, jak i prywatnego, nie chcemy, aby cały świat oglądał nasze posunięcia w czasie rzeczywistym. A rozwiązania oparte o zk-proofs oferują nam możliwość zachowania prywatności naszych transakcji.

Poznaj projekty oparte o zk-proofs

Na koniec parę słów o projektach, implementujących zero knowledge w świecie krypto.

Jak już wcześniej wspomniałem, w pierwszej kolejności były to projekty prywatnościowe. Takie jak Firo (dawniej znany pod nazwą ZCoin) czy ZCash.

My najcześniej wspominaliśmy o zero knowledgrze w kontekście skalowania Ethereum przy wykorzystaniu drugich warstw. I jednym z rodzajów tego typu sieci są zk-rollups. Gdzie zk jest oczywiście skrótem od zero knowledge. A najpopularniejsze projekty tego typu to zkSync, StarkNet czy Loopring.

My natomiast podczas najbliższego webinaru skupimy się na mniej znanych projektach, które w oparciu m.in o zk-proofs chcą stworzyć rozwiązania pierwszej warstwy nowej generacji. Zapisz się już teraz, aby potem nie żałować, że przegapiłeś.

W przyszłym tygodniu Ethereum w końcu zmienia algorytm konsensusu na Proof of Stake. Niezależnie od tego, czy proces będzie przebiegał sprawnie czy zakończy się spektakularną klęską, to wydarzenie to zapisze się wielkimi literami na kartach (nie tylko) kryptowalutowej historii. Dzisiaj opowiemy sobie o tym, jak się do niego przygotować z perspektywy zwykłego użytkownika krypto.

Czym jest The Merge i przejście na Proof of Stake?

The Merga to znawa procesu, w wyniku którego Ethereum przejdzie finalnie na Proof of Stake. Zmiana konsensusu była zapowiadana od lata (a właściwie to od startu projektu) i jest niezbędna do wprowadzenia kolejnych udoskonaleń związanych ze skalowalnością sieci.

Proces ten na dobre rozpoczął się prawie dwa lata temu. Kiedy to w grudniu 2020 odpalono nowy łańcuch PoS dla Ethereum – Beacon Chain. Przez ten czas łańcuch ten miał do wykonania tylko jedno zadanie. Walidacji bloków i utrzymywanie konsensusu sieci. Nie można tam było nawet przeprowadzać transakcji (za wyjątkiem przyłączenia się do stakingu/walidacji sieci). Do tej pory więc testowano warstwę konsensusu. Podczas nadchodzącego tygodnia zostanie ona połączona z warstwą wykonawczą (transakcje, smart contracty) obecnego łańcucha Ethereum. Który w tym procesie porzuci swoją dotychczasową warstwę konsensusu – Proof of Work. Dość dobrze obrazuje to grafika opublikowana przez Fundację Ethereum:

Sam proces można przyrównać do wymiany silników w odrzutowcu pasażerskim. Podczas lotu. Z pasażerami na pokładzie. Warstwa konsensusu to silniki. Warstwa wykonawcza to kabina, w której siedzą pasażerowie. Część z nich śpi. Część ogląda filmy. Inni ze sobą rozmawiają czy popijają drinki. I nagle, w sposób w teorii niezauważalny, bez międzylądowania, w tym samolocie mają zostać zmienione silniki. A pasażerowie w kabinie mają nawet tego nie odnotować. 

Ale ponieważ proces ten wywołuje spore poruszenie i towarzyszą mu zarówno pewne ryzyka (a co jeśli nowy silnik nie będzie działał?) jak i okazje (co się stanie ze starym silnikiem? Można go zezłomować? Czy mogę na tym zarobić), to nawet jak proces będzie przebiegał sprawnie, to w tym czasie może być gorąco. I dziać się mogą rzeczy, o których nawet fizjonomom się nie śniło.

Jak się do tego przygotować?

Z perspektywy zwykłego użytkownika Ethereum nie trzeba przygotowywać się wcale. Nie trzeba wykonywać żadnych kroków. Można sobie dalej oglądać seriale, popijać drinki czy spać na pokładzie naszego odrzutowca Ethereum.

Ale ponieważ jesteśmy w krypto, to zapewne jesteśmy też pazerni. Słyszeliśmy, że będzie można zarobić na złomowaniu tych starych silników (hard fork). No i oczywiście chcemy z tej okazji skorzystać. Okazję tę opisujemy w kolejnej sekcji.

Miners will be miners i jak na tym zarobić?

No dobra, Ethereum sobie przechodzi na PoS. Ale tam zostaje miliony kart graficznych, które do tej pory kopały Ethereum PoW. Przecież oni nadal potrzebują coś kopać, aby na tym zarabiać. Przecież wszyscy z nich nagle nie zaczną grać na tych kartach w Cyberpunka.

Tak więc górnicy (głównie chińska społeczność) stwierdziła, że będa oni nadal pielęgnować obecny łańcuch Ethereum, dalej z mechanizmem konsensusu Proof of Work. Dlatego będę robić swojego hard forka, który m.in. usunie bombę trudności kopania oraz zmieni ID sieci. Pierwsza zmiana usuwa zbudowany w Ethereum mechanizm parabolicznego wzrostu trudności kopania, która zabezpiecza sieć przed buntem górników przed przejściem na PoS. Drugi sprawia, że ETHW nie będzie dzielił tego samego chain id co Ethereum. Co zapobiega występowaniu kilku problemów, takich jak np. replay attack. Chociaż te zmiany, chociaż zapowiedziane, nie zostały jeszcze (poranek 9 września 2022) wprowadzone do kodu. Jeśli to nie nastąpi, to można się spodziewać, że niektóre (a może większość) giełd nie będzie w ogóle chciało listować ETHW (ponieważ to giełdy są najbardziej narażone na replay attack, który możliwy jest do przeprowadzenia na dwóch sieciach o tym samym chain id). W kontekście naszego bezpieczeństwa, jeśli ETHW nie zmieni swojego chain id to dokładnie takie same transakcje z tej sieci mogą być potem odtworzone na mainnecie Ethereum (i vice versa). Jak naprościej się zabezpieczyć? Ograniczyć korzystanie z ETHW do minimum. To znaczy do ewentualnego przesłania ETHW na giełdę. Upewniając się wcześniej, czy giełda ta daje nam taki sam adres do depozytu zarówno dla ETH, jak i ETHW. Na wypadek, jakby ktoś chciał nas strollować i powtórzyć tą transakcję na mainnecie.

Tak więc po przejściu na PoS będziemy mieć dwie sieci i dwa Ethery. ETH działające już na PoS oraz ETHW działające cały czas na PoW. W momencie ich rozdzielenia będą one mieć dokładnie takie samy warstwy wykonawcze. Oznacza to, że na obydwu sieciach będziemy mieli taki sama balans ETH(W) oraz wszystkich innych tokenów. 

Dwa razy więcej Etheru i dwa razy więcej każdego tokenu? Zajebiście, brzmi jak dwa razy więcej pieniędzy. No nie do końca. Może brzmieć jak trochę więcej pieniędzy i zaraz sobie opowiemy o tym, jak się po nie schylić.

To że na drugiej sieci (ETHW) dostaniemy kopie naszych tokenów nie oznacza, że będę one warte tyle samo co oryginalne na ETH. To znaczy, w pierwszym bloku, na lokalnych DEXach względem siebie tak. Jednak właściwie wszystkie z nich nie są wspierane na sieci ETHW przez swoich twórców i nie będą mieć płynności na zewnętrznych giełdach. A to oznacza, że każdy będzie się ich pozbywał w celu zdobycia jak największej ilości ETHW. Bowiem ono będzie miało płynność na zewnętrznych CEXach. I pewnie przynajmniej początkowo będzie trzymać jakąś wartość. Natomiast wszystkie tokeny na sieci ETHW będę stosunkowo szybko dążyły w okolice zera (do którego jednak nigdy nie uda im się dojść).
Tak więc mojej perspektywy, aby zarobić na złomowaniu starych silników Ethereum, najlepiej jest mieć w momencie The Merge jak najwięcej Etheru. Aby uzyskać je też na ETHW i trochę zarobić na ich sprzedaży.

Co dla mnie znaczy jak najwięcej? Jak najwięcej bez bawienie się w inżynierię finansową i bez podejmowania dodatkowego ryzyka. Oznacza to przeniesienie ETH z innych sieci oraz wypłatę ich ze smart contractów.

Przenosimy je z innych sieci, ponieważ to balans z Ethereum dostaniemy na ETHW. Nie będą tam uwzględnione Ethery (i tokeny) z innych sieci. Nawet jak są to drugie warstwy Ethereum (jak Arbitrum One czy Optimism). Jeśli jeszcze nie wykonałeś tego kroku, to jest to najlepszy moment. Zostało jeszcze kilka dni do The Merge, więc ceny gasu są pewnie jeszcze znośne. Tutaj uwaga, że oficjalne mosty optymistycznych L2 jak Optimism czy Arbitrum One mogą nam już nie zdążyć przesłać ETH przed Mergem. Ponieważ potrzebuje one kilkudniowego okresu, w którym można kwestionować poprawność transakcji. Dlatego jeśli naszą intencją jest zdążyć przez The Merge, to korzystajmy z mostów, które prześlą nam środki w kilka minut.

Wypłacamy je ze smart contractów, po to aby ETHW mieć bezpośredniu na swoim portfelu i jedną transakcją przesłać je CEX, aby tam je zdumpować. Jeśli dostaniemy ETHW w smart contracie, to bądźmy świadomi, że najprawdopodobniej będziemy w stanie wypłacić go mniej albo i wcale. Tak jak wspomniałem, ludzie (a właściwie to boty) będą wrzucać w pule płynności, zastawy wszystkie inne tokeny, aby wyjąć z nich jak najwięcej ETHW, który jako jedyny może mieć tam jakąś wartość.

Tak więc ja już jakiś czas temu przeniosłem swoje ETH z L2ek na Mainnet Ethereum. I to jest moje jedyne działanie, jakie podejmuje w tym temacie. Nie zastawiam swoich stETH (które nie darzą mi ETHW po drugiej stronie) ani stablecoinów, aby pożyczyć jak najwięcej ETH. Dlaczego? Boję się ryzyk, które mogą się zmaterializować w wyniku potencjalnych anomalii, które opiszę w kolejnej sekcji. Nie jest to też działanie kosztowne (zarówno w cenach gasu, czasu jak i myślenia koncepcynego), więc jest to cena jaką jestem gotów zapłacić, nawet jakby ten fork miał się nie odbyć bądź ETHW miało kosztować nie więcej niż kilka USD.

Nie otwieram też krótkoterminowych pozycji pod to wydarzenie. Hodlerka to jest dziedzina, w której dobrze się czuje. Spekulacje wychodzi mi co najwyżej średnio. I kosztuje zbyt dużo czasu i nerwów. No i dochodzą też wspomniane wyżej i opisane poniżej anomalie

Anomalie towarzyszące The Merge

Ponieważ wszyscy mogą chcieć mieć jak najwięcej ETH na swoich portfelach, to może to rodzić kilka poważnych reperkusji.

Po pierwsze znacząco może ucierpieć płynność. I to zarówno na DEXach, jak i na giełdach scentralizowanych. A mniejsza płynność, to większa podatność na zmienność cenową. Zwłaszcza, gdy po drugiej stronie mamy duże zainteresowanie, niepewność oraz armię spekulantów rozgrywających to krótkoterminowo. 

Płynności dla ETH może też zabraknąć w protokołach lokatowo-pożyczkowych. Ludzie mogą pożyczać Ether, aby dostać go więcej po drugiej stronie, a następnie oddać. Z drugiej strony kapitał z lokat ETH może być również wypłacany w tym samym celu. Gdzie w ekstremalnych sytuacjach może dojść do kryzysu płynności (chwilowej nie możliwości wypłaty środków). A przynajmniej tymczasowego wzrostu opłacalności lokat w ETH oraz wzrost kosztów kredytu w tej walucie.

Przenoszenie ETH na Ethereum może sprawić, że zabraknie również płynności na mostach po stronie Mainnetu Ethereum. Zwłaszcza, że oficjalne mosty drugich optymistycznych warstw, które mają największą przepustowość już nie zdążą dostarczyć nam Etheru przed forkiem.
Część z tych operacji, aby obniżyć koszt kapitału, duzi gracze mogą chcieć wykonać tuż przed i tuż po hard forku. Może to wywołać znaczący wzrost cen gasu w tym okresie.

Możemy też spodziewać się, że zarówno protokoły jak i CEXy będą pauzować część aktywności związanych z Etherem. AAVE już w tym tygodniu przegłosowało zapauzowanie pożyczek w ETH do czasu przeprowadzenia merga.

Duże przeciążenie sieci oraz samych giełd może sprawić, że giełdy również będą miały problemy. Czy to z wpłatami/wypłatami czy być może nawet z ogólnym działaniem, jeśli napotkają wzmożony ruch związany z dużym zainteresowanie spekulantów oraz ewentualną dużą zmiennością w tym czasie. A powtórzmy raz jeszcze, to dużej zmienności na ETH może prowadzić ograniczona płynność w tym czasie.

Ja polecam w tym czasie ograniczyć naszą działalność w krypto do minimum. Zadbać też zawczasu o to, aby nasze pozycje w DeFi nie miały problemu z przetrwaniem ewentualnej zawieruchy. 

Jak przygotować się na najgorsze?

Proces przejścia na PoS był planowany, implementowany oraz testowany przez lata. Zanim nastąpi migracja mainnetu ten sam proces przeszły wszystkie testnety Ethereum. Dokonano też kilkanaście tzw. shadow forków samego mainnetu. Wszystko przebiegło dobrze i wszystko wskazuje na to, że tak samo będzie w przyszłym tygodniu.

Jeśli jednak chcesz się przygotować na najgorszy scenariusz, nie powodzenie całego procesu przejścia, to tutaj masz kilka wskazówek:

  • Ethereum nie planuje przestać działać podczas procesu przechodzenia na PoS. Warstwa wykonywania ma cały czas działać. Po prostu w pewnym momencie jeden blok będzie wykopany przez PoW, a kolejny już zwalidowany przez PoS. Przez pierwsze kilka(naście) minut nowy mechanizm konsensusu może poszukiwać swojej finalności, więc najlepiej w tym czasie nie przeprowadzać transakcji (chociaż będzie to możliwe). Natomiast jeśli sieć w ogóle przestała by działać, to może to wywołać chwilową panikę, ale nie zapominajmy o tym, że mamy projekty w TOP10 crypto, którym taka sytuacja zdarza się cyklicznie. I świat się na tym nie skończy
  • Przenoszenie Etheru (czy tokenów czerpiących natywnie wartość z tej sieci) nie specjalnie ma sens i zabezpieczy Cię przed czymkolwiek. Zazwyczaj bowiem po prostu dostaniesz token o takiej samej nazwie, który nie jest jednak respektowany przez sam projekt. A jego wartość pochodzi właśnie ze źródła na Ethereum
  • Jeśli chcesz dmuchać na zimne, to może sensowne jest przeniesienie z Ethereum, tokenów, których źródło wartości jest poza Ethereum. Będą to na przykład zwrapowane tokeny innych waluty (np. WBTC) czy scentralizowane stablecoiny (USDC, USDT, BUSD etc). W przypadku zwrapowanych krypto przechodzimy do natywnej sieci danej krypto. W przypadku scentralizowanych stablecoinów do jednej z oficjalnie wspieranych sieci przez emitenta (dbając o to, aby most z którego korzystamy, dał nam token oficjalnie wspierany przez emitenta).

Co czeka nas po Mergu?

To dokładnie omówiliśmy sobie podczas jednego z ostatnich webinarów. Jego darmowy fragment znajduje się poniżej:

A całość dostępna jest w Krypto Krypcie.