Głębsze spojrzenie

HODLing jest najskuteczniejszą strategią zarabiania na Bitcoinie. Kupujesz gdy jest względnie tanio. Następnie czekasz kilkanaście miesięcy do kilku lat. I sprzedajesz na kolejnej bańce. W tym czasie Twój Bitcoin po prostu leży. I się kurzy.

Dzięki DeFi możesz jednak zaprzęgnąć go do pracy. Aby podczas tego okresu cały czas generował dla Ciebie dochód pasywny. I ten artykuł opowiada jak to zrobić. W bezpieczny sposób.

Świat zdecentralizowanych finansów (DeFi) otwiera przed nami szereg nowych możliwości. Przede wszystkim możemy wykorzystać posiadane przez nas długoterminowo kryptowaluty do generowania dodatkowego dochodu. Będąc cały czas ich posiadaczami, możemy umieszczać je w różnych protokołach DeFi w celu generowania dodatkowego zysku. 

Z Bitcoinem problem jest taki, że na jego blockchainie nie ma DeFi. Blockchain Bitcoina nie obsługuje bowiem smart contractów. Nie pozwala więc na tworzenie w oparciu o nie zdecentralizowanych produktów finansowych.

Na szczęście z ratunkiem przychodzi nam Ethereum. Które pozwala nam na przeniesienie naszego Bitcoina na ten blockchain (tokenizacja), a następnie umieszczenie go w sprawdzonych protokołach DeFi. Ostatnio również inne sieci umożliwiają przeniesienie tam Bitcoina i powstają tam projekty DeFi. Ale to na Ethereum cały czas mamy największe możliwości. I jest to najbardziej sprawdzony i godny zaufania ekosystem. Dlatego w tym artykule skupiam się wyłącznie na nim.

Tokeny Bitcoina na Ethereum

Na Ethereum mamy kilka popularnych tokenów Bitcoina. Niekwestionowanym liderem jest WBTC. Którego kapitalizacja przekracza już grubo miliard dolarów (co nadal jest tylko ułamkiem procenta całej kapitalizacji Bitcoina). Jest on także obsługiwany przez największą ilość protokołów DeFi. Daje nam więc największe spektrum do zarobku. Dlatego w tym artykule skupiamy się na zarabianiu przy pomocy WBTC. W oddzielnym artykule możesz poczytać o  innych tokenach Bitcoinach na Ethereum,

W tym miejscu wspomnimy jeszcze jak działa token WBTC. Jest on emitowany pod zastaw prawdziwego Bitcoina jeden do jednego. Proces emisji jest nadzorowany i przeprowadzany przez konsorcjum na którego czele stoi firma BitGo i w skład którego wchodzą topowe projekty kryptowalutowe oraz DeFi (takie jak np. Kyber, REN, Compound, Maker czy Uniswap). Chociaż emisja WBTC nie jest zdecentralizowane, to jest całkowicie transparentna. Każdy może sprawdzić, czy na bitcoinowych adresach systemu znajduje się odpowiednia liczbą Bitcoinów, z których utworzono jego stokenizowaną wersję na Ethereum. Jeśli chcesz poznać szczegóły na temat procesu tworzenia tokenów WBTC, zapraszam do odrębnego artykułu o WrappedBTC (WBTC).

Jak wejść w posiadanie Bitcoina na Ethereum?

Mamy dwa sposoby na to, aby wejść w posiadanie tokenów WBTC.

Pierwszą opcję jest wykorzystanie posiadanych przez nas Bitcoinów i utworzenia na ich podstawie tokenów WBTC. 

Druga opcja, to po prostu nabycie ich drogą kupna na giełdzie. Przyjrzymy się obu tym opcjom.

Transformacja posiadanych Bitcoinów w tokeny WBTC

Jest co najmniej kilka dróg na to, aby przetransformować posiadane przez nas Bitcoiny na tokeny WBTC. Pokrótce omówimy sobie trzy najpopularniejsze z nich.

WBTC Cafe

Jedna z opcji to skorzystanie z serwisu WBTC cafe, który pozwala nam samodzielnie przekonwertować nasze Bitcoina na tokeny WBTC. Po drodze korzystając z tokenu renBTC i maszyny wirtualnej REN). Operacja ta odbywa się bezpośrednio z naszego portfela Bitcoina na nasze portfel Ethereum. Wiąże się oczywiście z koniecznością pokrycia opłat transakcyjnych w obu łańcuchach. Oprócz tego zapłacimy też prowizję za samą wymianę. Koszty te są zmienne, system poinformuje Cię o ich aktualnej wartości przed rozpoczęciem transakcji. Zazwyczaj jest to około 0,5 procenta. To rozwiązanie prezentowałem podczas webinaru Bitcoin na Ethereum. WBTC Cafe umożliwia nam również przejście drogi powrotnej: od WBTC do BTC.

Coinlist

Kolejną z opcji jest skorzystanie z funkcji konwersji Bitcoinów w WBTC na jednej z giełd. Niekwestionowanym liderem w tej materii jest Coinlist, który jest jednym z głównych emitentów WBTC.

Jeśli chcemy przekonwertować nasze Bitcoin przy pomocy Coinlist najpierw musimy założyć konto na tej giełdzie. A następnie przejść pełen proces weryfikacji naszej tożsamości (KYC).

Następnie będziemy mogli wpłacić nasze Bitcoiny na giełdę. Gdy to nastąpi, interfejs giełdy umożliwi nam przekonwertowanie Bitcoina na WBTC. Za tą operację pobierana jest prowizja w wysokości 0,25 procenta. 

Coinlist umożliwia również powrót z WBTC do BTC.

Portfel imToken

Również niektóre portfele umożliwiają nam przeprowadzenie konwersji naszych Bitcoinów na WBTC. Jednym z nich jest portfel imToken. Umożliwia on przeprowadzenie takiej wymiany z poziomu interfejsu portfela. Wiąże się to z koniecznością dokonania transakcji w sieci Bitcoin, co sprawia że trwa to około godziny (konieczność potwierdzenia transakcji przez 6 kolejnych bloków transakcyjnych) oraz uiszczeniem opłaty dla górników. Będzie również naliczona drobna prowizja za konwersję BTC na WBTC. W przypadku mojej transakcji było to 0,65 procenta. 

Co zrobić, jeśli nie korzystamy z portfela imToken, a chcemy skorzystać z wbudowanej w niego funkcji konwersji BTC do WBTC?

Mamy tutaj dwie opcje. 

Pierwsza, to zaimportowanie swojego obecnego portfela przy instalacji imToken. Podajesz seed phrase swojego portfela, następnie w portfelu imToken masz do dyspozycji te same salda co w obecnym portfelu.

Druga opcja to utworzenie nowego portfela podczas instalacji imToken. Następnie przesłać na niego środki z naszego obecnego portfela, aby w imToken dokonać konwersji. Polecam tę opcję, jeśli na co dzień Twój Bitcoin rezyduje na portfelu sprzętowym. Podawanie seed phrase takiego portfela na innym urządzeniu niweluje dodatkowy efekt zabezpieczeń portfela sprzętowego.

Zakup WBTC na giełdzie

Druga opcja, to po prostu nabycie Bitcoina od razu pod postacią tokenu WBTC. Jest on dostępny na kilku większych giełdach. Na przykład na Binance czy Houbi w parach do BTC.

Można go też bezproblemowo zakupić za Ether czy stablecoiny na zdecentralizowanych giełdach takich jak Uniswap czy 1inch.exchange

Jak zarabiać na Bitcoinie w DeFi?

Mamy już naszego Bitcoina przeniesionego na Ethereum. Najwyższa pora umieścić go w którymś ze sprawdzonych protokołów zdecentralizowanych finansów i zacząć z niego czerpać dochód pasywny.

Jeszcze jedna uwaga, zanim zrobimy przegląd możliwości zarabiania na Bitcoinie w DeFi. Będzie to wymagało interakcji ze smart contractami, a więc potrzebujemy mieć token WBTC na portfelu, który obsługuje taką funkcjonalność. Ja polecam portfel Metamask, ponieważ jest on sprawdzony i obsługiwany przez wszystkie projekty DeFi. Jeśli korzystamy z portfeli sprzętowych, to większość z nich możemy zintegrować z Metamaskiem.

Korzystając z rozwiązań DeFi musimy być świadomi pewnych ryzyk z tym związanych. Dlatego, jeśli jeszcze nie czytałeś mojego artykułu na ten temat, to zrób to proszę teraz.

Dostarczanie płynności

Jedną z możliwości jaką daje nam DeFi, to wykorzystanie naszego wolnego kapitału do dostarczania płynności na zdecentralizowanych giełdach. W zamian za to otrzymując prowizję od handlujących na danej giełdzie. A często również tokeny protokołu, na rzecz którego dostarczamy płynności.

Jedną z opcji dla Bitcoina jest dostarczanie płynności dla pary WBTC/ETH na Uniswap. W zamian za to, oprócz prowizji od handlujących na tej parze, dostajemy również tokeny UNI. Pozwala to, na chwilę obecną, osiągnąć roczną stopę zwrotu na poziomie kilkunastu procent.

Chcąc zarabiać na dostarczaniu płynności musimy pamiętać o ryzykach z tym związanym. Największym z nich jest nietrwała strata (ang. impermanent loss). Wynika ona z modelu działania większości zdecentralizowanych giełd i sprawia, że jeśli stosunek ceny WBTC do ETH w momencie wychodzenia z naszej inwestycji będzie inny niż w momencie wchodzenia, to nasze zyski mogą być znacząco zmniejszone bądź nawet osiągniemy strate. Im większe odchylenie cenowe, tym większa nietrwała strata. 

Aby uniknąć ryzyka potencjalnej straty możemy udać się na platformę Curve Finance. Specjalizuje się ona w dostarczaniu płynności dla tokenów o silnie skorelowanej cenie. Będą to więc przede wszystkim stablecoiny dolara. Ale także różne tokeny Bitcoina na Ethereum. Obecnie są to stopy zwrotu na poziomie kilku procent rocznie. Bez występowania zjawiska nietrwałej straty.

Więcej szczegółów na temat zarabiania na dostarczaniu płynności dowiesz się z serii artykułów i webinarów:

Wykorzystanie Bitcoina jako zastawu

Druga możliwość to wykorzystania Bitcoina jako zastaw. Pod pożyczkę. A potem jej zainwestowanie w DeFi. Tutaj mamy kilka możliwości na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze mamy kilka sprawdzonych i bezpiecznych miejsc, gdzie możemy umieścić nasze Bitcoiny pod zastaw. Po drugie mamy kilka opcji co zrobić z zaciągnięta z tego tytułu pożyczką.

Zacznijmy od tego gdzie. Tutaj też ważne jest pytanie za ile. Ale przede wszystkim ile.

Pożyczki w świecie DeFi udzielane są pod zastaw nadmiarowy. Oznacza to, że musisz zastawić więcej niż chcesz pożyczyć. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to bez sensu. Ale jeśli mamy wolne Bitcoiny, które leżą i się kurzą, to może warto pozyskać z nich dodatkowy kapitał. Na różnych platformach będziemy mieli różne współczynniki minimalnego zastawu dla WBTC. Oto aktualne wartość dla trzech wiodących rozwiązań:

  • Maker (emisja DAI) – 150% (aby pożyć 100 USD trzeba zastawić WBTC o wartości co najmniej 150 USD)
  • Compound – 167% (aby pożyć 100 USD trzeba zastawić WBTC o wartości co najmniej 167 USD)
  • AAVE – 167% (aby pożyć 100 USD trzeba zastawić WBTC o wartości co najmniej 167 USD)

Widzimy więc, że emitując DAI mamy potencjał uzyskania największego dodatkowego kapitału inwestycyjnego. Do tego rozrachunku należy dodać jeszcze koszt pożyczki, czyli jak wysokie odsetki będziemy płacić. Ale to już zależy od aktywa, w którym będziemy brać pożyczkę i podlega dużej zmienności.  

Ale jeszcze bardzo ważna uwaga na temat wartości naszej pożyczki. Jeśli pożyczamy aktywa nie skorelowane cenowo z Bitcoinem, to nigdy nie bierzmy pożyczki o wartości zbliżonej do maksymalnej. To dlatego, że rynek krypto charakteryzuje się dużą zmiennością. I jeśli cena Bitcoina spadnie, sprawiając że wartość naszego zastawu spadła poniżej minimalnej wymaganej wartości, to nasz zastaw zostanie przez system wyprzedany, a my poniesiemy dodatkową stratę. Dla mnie zdroworozsądkowym progiem, który sprawia że mogę spać spokojnie po nocach, jest pożyczania połowy maksymalne wartości pożyczki. Stosuje to w przypadku pożyczania stablecoinów pod zastaw krypto. Dzięki temu moja pozycja jest bezpieczna, nawet jeśli rynek poleci o połowę w dół.

Jak już jesteśmy przy pożyczaniu stablecoinów, to przejdźmy teraz do drugiej kwestii. Co i po co pożyczamy pod zastaw tego Bitcoina.

Najczęsciej będą to stablecoiny, które potem możemy wykorzystać w różnych celach:

  • Umieścić je na wysoko oprocentowanych lokatach (np. mStable czy yearn vaults)
  • Dostarczać dla nich płynność, np. we wspomnianym wcześniej Curve.fi

Wyżej wspomniane opcje pozwalają nam zarobić od kilkunastu do kilkudziesięciu procent rocznie od pożyczonego pod zastaw Bitcoina kapitału. 

Jeśli jesteśmy bardzo optymistycznie nastawieni do wzrostów ceny Bitcoina, to możesz wykorzystać ten kapitał do stworzenia sobie na nim dźwigni. Kupując za pożyczone stablecoiny więcej Bitcoina. Pod zastaw którego, możesz wziąć kolejną pożyczkę. Ale jest to już zdecydowanie bardziej ryzykowne zagranie.

Jak podejść do tego praktycznie?

Przenoszenie Bitcoina na Ethereum było już tematem jednego z naszych webinarów. Pokazaliśmy tam, w jaki sposób możemy przenieść swoje Bitcoiny do świata zarabiania w DeFi za pomocą projektu wbtc.cafe. Oraz kilka opcji, co możemy z nim później zrobić. Tutaj odsyłam do płatnego zapisu z tego webinaru.

W najbliższą sobotę spotykamy się ponownie. Aby pokazać kolejne opcje na wygodne przenoszenie Bitcoina na Ethereum. A także nowe opcje zarobkowania nim. Bądź z nami na żywo w sobotę o 13:00, aby współdecydować o tym, które opcje z wymienionych powyżej pokazać. 

Zarówno w tym artykule, jak i podczas wspomnianych wyżej webinarów, wykorzystujemy zdobytą wcześniej wiedzę z szeregu innych webinarów. Zyskaj już teraz dostęp do zapisów ze wszystkich webinarów, aby bez skrępowania wykorzystywać sprawdzoną więdzę do zwiększania Twoich zysków. Wykup dostęp roczny bądź dożywotni. Tylko teraz w najniższych cenach.  

Zarabianie na dostarczaniu płynności w DeFi. Odsłona druga. Bo od pierwszej, sprzed paru miesięcy, zmieniło się sporo. Przede wszystko zwiększyły się zyski. Okazuje się, że na posiadanym przez nas krypto czy stablecoinach na spokojnie możemy zarabiać kilkadziesiąt procent rocznie. Więc po co te tokeny miałyby leżeć i się kurzyć? 

Uwaga! Artykuł zawiera sposób na otrzymanie dodatkowych tokenów UNI.

Jak działa dostarczanie płynności w DeFi?

Jeśli korzystałeś ze zdecentralizowanych DEXów takich jak Uniswap, Balancer czy 1inch, to zauważyłeś że korzysta się z nich inaczej niż z tradycyjnych giełd takich jak Binance czy BitBay.

Największą różnicą jest brak książki zleceń (ang. order book). Na tradycyjnych giełdach handlujesz z innymi ludźmi, kiedy Wasze zlecenia się ze sobą połączą. Ktoś chce kupić za tyle, za ile Ty chcesz sprzedać. Bądź odwrotnie.

Wspomniane wcześniej DEXy działają inaczej. Nie są oparte o order book, ale o model znany jako Automatic Market Maker. 

Z perspektywy użytkownika oznacza to, że korzystania z giełdy bardzo przypomina korzystanie z kantoru. Wszelkich transakcji dokonuje się po aktualnej cenie rynkowej. Nie handluje się bezpośrednio pomiędzy użytkownikami. A transakcja wymiany tokenów odbywa się na linii użytkownik <-> pula płynności.

Czym jest ta pula płynności? W dużym uproszczeniu jest to worek z tokenami. Najczęściej z dwoma. Czasem jest ich więcej, ale dla łatwiejszego zrozumienia skupimy się na najpopularniejszym przypadku, kiedy to w worku mamy dwa różne tokeny.

Każdy taki worek ma trzy kluczowe parametry:

  1. Ilość tokenów A znajdujących się w worku
  2. Ilość tokenów B znajdujących się w worku
  3. Aktualna cena wymiany tokenu A do tokenu B (i w drugą stronę).

Te trzy parametry są wykorzystywane przez model dokonywania transakcji. Model ten dostaje informacje o tym, że ktoś chce dokonać wymiany A na B. Dostaje info o tym, ile tokenów A ma zostać wymienionych i na podstawie aktualnej ceny wylicza, ile tokenów B dostanie handlujący w zamian. W międzyczasie algorytm przelicza wielkość transakcji na zmianę ceny. Ten algorytm jest kluczowym składnikiem systemu. Dzięki niemu wraz ze zmianą ilości tokenów w koszyku zmienia się ich aktualna cena wymiany. Jeśli ludzie wpłacają tokeny B, aby otrzymać A, to będzie to sprawiać, że token A będzie stawał się coraz droższy względem tokenu B. 

Aby te odchylenia cenowe nie były zbyt gwałtowne potrzebny nam jest głęboki worek. W którym będzie dużo tokenów A i B. Jeżeli worek będzie mały, to nawet stosunkowo niewielka transakcja (wartości setek czy tysięcy dolarów), jest w stanie znacząco odchylić cenę od rynkowej, co czyni ją nieopłacalną do przeprowadzenia. Dlatego chcemy mieć w naszym worku jak najwięcej tokenów. 

Potrzebujemy więc kogoś, kto wrzuci swoje tokeny.  Ale przecież nikt nie zrobi tego za darmo. Dlatego protokoły do wymiany tokenów DeFi przekazują prowizje od handlujących do dostarczycieli płynności. Dostarczyciele płynności to fachowa nazwa dla tych, co wkładają tokeny do worków. W zamian dostają prowizję od handlujących. Wspomnę jeszcze, że po angielsku nazywa się ich Liquidity Providers. Co jest często skracane do LP. Jak zobaczycie ten skrót gdzieś w kontekście DeFi, to na 99% będzie chodziło o wkładających tokeny do worków.

Przyjrzyjmy się teraz tym opłatą trafiającym do LP.

Dla przykładu na Uniswap opłata od wymiany tokenów to 0,3 procent wartości transakcji. 

Na Balancerze ten parametr zależy od worka. Różne pule płynności, różne zastawy tokenów mają różne opłaty. Zazwyczaj są to też ułamki procenta. W porywać do paru procent. 

Tak więc nasz zysk zależy od wielkości opłaty która będzie do niej trafiać. Wartość tych opłat będzie zależał od tego, jak duży jest obrót na danej parze tokenów. A procentowy zysk z takich inwestycji wyliczymy na podstawie stosunku średniego dziennego obrotu do wartości wszystkich tokenów w worku. Rozwinięcie tego na przykładowych liczbach znajdziesz w pierwszym artykule na temat zarabiania na dostarczaniu płynności.

Co było nie tak z zarabianie na dostarczaniu płynności?

Jak na razie wyłania nam się idealny obraz świata. Wrzucamy nasze monety do worka. W zamian za to dostajemy prowizje od handlująych. Pewny zysk, zaraz będziemy zamawiać Lambo w salonie.

No niestety nie. Nie ma tak prosto. Jest pewien haczyk, pewne zjawisko, które może albo znacząco ograniczyć nasz zysk bądź nawet sprawić, że stracimy na tym całym przedsięwzięciu. 

Ale jak to stracić? Dostajesz prowizje od handlujących to jak masz na tym stracić? To nie możliwe.

Możliwe. A nawet dość powszechne. To jak działa model Automatic Market Maker sprawia, że występuje w nim tzw. zjawisko nietrwałej straty (ang. impermanent loss). Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, na czym dokładnie ono polega. To już zrobiłem w poprzednim artykule, do którego odsyłam zainteresowanych. Co musimy wiedzieć, to to, że nie trwała strata  występuje wtedy, gdy obecna cena pomiędzy tokenami A i B rózni się od ceny w momencie wpłacania naszych tokenów do worka. Im większe odchylenie ceny, tym mocniej oddziałuje zjawisko nietrwałej straty. Gdy wyjdziemy z worka płynności przy cenie znacznie różniącej się od tej w momencie wejścia, to okaże się, że wyjmujemy mniej niż włożyliśmy.

Jak tego uniknąć? Najprościej dostarczać płynność dla tokenów, które mają wobec siebie silnie skorelowaną cenę. Koronne przykłady to stablecoiny (np. DAI i USDC) czy różne tokeny Bitcoina (np. WBTC i renBTC). Ponieważ to jest bardzo proste, to robią tak właściwie wszyscy. Co sprawia, że w tych workach jest ogrom środków. A co za tym idzie stosunek dziennego obrotu do głębokości puli nie będzie zbyt korzystny. Nie możemy tutaj liczyć na kosmiczne stopy zwrotu.

Z drugiej strony możemy zająć się analizą poszczególnych coinów i przewidywać, że ich wzajemna cena albo się za bardzo nie zmieni albo wróci do obecnych poziomów za jakiś czas. Co do prostych zadań nie należy, więc pozostaje mi tylko życzyć Ci powodzenia.

Na szczęście w ostatnich miesiącach pojawiło się rozwiązanie tego problemu. A właściwie to nie rozwiązanie, tylko przysypanie.

Czym jest liquidity mining, który zmienia wszystko?

Jak się ma wystarczającą ilości pieniędzy, to jest się w stanie przysypać właściwie dowolną stratę. I właśnie na tej zasadzie opiera się popularny od paru miesiącu liquidity mining. 

Jego główną rolą jest przyciągnięcie do projektów nowego kapitału. Po to aby zapewnić w nim płynność. Czy to do udzielania pożyczek (np. Compound czy C.R.E.A.M)  czy też do zapewnienia odpowiedniego poziomu płynności do wymiany tokenów (Curve, Balancer, Sushi czy ostatnie także Uniswap).

Idea może się w poszczególnych projektach różnić szczegółami, ale myśl przewodnia jest następująca. Dostarczasz kapitał do naszego protokołu, a my dodatkowo wynagradzamy Cię naszym tokenem. Oprócz tego, że generujesz podstawowy przychód z działania protokołu (odsetki z lokaty czy prowizje od handlujących w pulach płynności), to także masz drugi strumień przychodu w postacie naszego tokenu.

I zazwyczaj ten strumień jest na tyle duży, że znacząco przewyższa ten podstawowy dochód. Czy też zasypuje, z górką, nietrwałą stratę.

Dla przykładu dostarczając tokeny do puli płynności Compound w protokole Curve możemy liczyć na dochód na poziomie kilku procent rocznie z samych opłat od handlujących. Nie najgorzej, nie najlepiej. Ponieważ w przypadku tej puli mamy do czynienia ze stablecoinami (cDAI, cUSDC), to ten podstawowy dochód nie podlega nietrwałej stracie. Nie ma więc czego zasypywać, ale protokoł od kilku tygodni wynagradza LPs (pamiętasz co znaczy ten skrót?) swoim tokenami. Z których zysk sięga kilkadziesiąt procent rocznie w stosunku do umieszczonego w protokole kapitału. Na chwilę obecną jest do do 70 procent rocznie. Co widzimy na załączonym poniżej obrazku.

Gdy już mamy rozpracowane podstawy zarabiania na dostarczaniu płynności do protokołów wymiany tokenów opartych o model Automatic Market Maker najwyższy czas przyjrzeć się tym protokołom.

Zaczniemy od głównego bohatera naszego pierwszego artykułu – giełdy Uniswap. Wtedy, gdy ją omawialiśmy, giełda ta nie miała wbudowanego mechanizmu liquidity miningu. Wspomnieliśmy tylko o tym, że niektóre projekty, jak na przykład Synthetix, wynagradzają swoimi tokenami za dostarczanie płynności do wybranych puli płynności na Uniswap. W ostatnim czasie sprawa jednak uległa zmianie, Uniswap wypuścił swój token UNI i rozpoczął proces liquidity miningu.

Potem opowiemy sobie o Balancerze, który od dobrych kilku miesięcy wynagradza dostarczycieli płynności swoimi tokenami BAL. 

By finalnie przejść do projektu Curve, który od miesięcy bryluje w dostarczaniu płynności i wymianie stablecoinów. A od paru tygodni również wynagradza LPs swoim tokenem CRV. Na chwile obecną jest to moja główna maszynka do robienia pieniędzy, gdzie roczne stopy zwrotu zbliżają się do 100 procent.

Uniswap

Lider, by nie powiedzieć ikona, zdecentralizowanych giełd na Ethereum. To ta giełda jest miejscem, w którym dzieją się spektakularne pompki i upadki mniej popularnych coinów. To na niej w pierwszej kolejności listowane są nowe tokeny. Głównie z trendu DeFi. I ich podróbki również. To ta giełda ma obecnie ponad miliard dolarów dziennego obrotu. I to ta giełda napędzała silne wzrosty projektów DeFi w połowie tego roku.

Można śmiało powiedzieć, że jest to jeden z filarów trendu DeFi. Dlatego też również ja poświęcam jej bardzo dużo miejsca. Artykuł o Uniswap był jednym z pierwszych na tym blogu. Również na samym początku darmowego kursu DeFi Masters tłumaczę i pokazuję, jak przeprowadzać handel na tej giełdzie.

Ciężko powiedzieć o kimś, że jest na czasie w krypto w 2020 roku, jeśli nie korzystał z Uniswapa. A Ci co skorzystali chociaż raz przed wrześniem 2020 roku zostali za to solidnie wynagrodzeni.

W połowie września Uniswap bowiem ogłosił wypuszczenie swojego tokenu UNI. A wraz z nim otwarcie programu liquidity miningu oraz wynagrodzenie swoich użytkowników. W dużej części była to odpowiedź na różne forki (kopie). Projekty, które wykorzystywały mechanizm działania Uniswap, ale dodatkowo wynagradzały LPs swoim tokenami. Sprawiając, że tam kapitał zarabiał znacząco więcej. Koronny przykładem takiego zjawiska jest SushiSwap.

Uniswap miał jednak pewien problem, który musiał przeskoczyć przed wypuszczenie swojego tokenu. W ostatnich miesiącach panuje bowiem moda na tzw. ‘‘fair launch’. O zjawisku tym pisałem przy okazji tekstu o yearn finance (YFI). W skrócie są to zasady dystrybucji tokenu, w których każdy ma takie sama prawa. Nie ma pozycji uprzywilejowanej dla twórców czy wczesnych inwestorów. I właśnie w tym duchu powstawały forki Uniswapa czy innych projektów DeFi. Niech główne projekty DeFi będą własnością społeczności, a nie nabijają kieszenie inwestorom VC, którzy sfinansowali ich rozwój. O tym finansowaniu rozwoju, to w sumie Ci krzykacze nie wspominali. Sami za to często zarezerwowali dla siebie znaczące pule tokenów, podczas oddawania protokołów w ręce społeczności. Chodząca hipokryzja, która często była zwykłym skokiem na kasę pod szlachetnymi sztandarami. Czego koronnym przykładem jest wspomniany już wcześniej SushiSwap.

I jak w takim środowisku wypuścić teraz token, w którym kilkadziesiąt procent będzie przypisana do zespołu i inwestorów? Do czego zespół Uniswap był zobligowany prawnie.

Trzeba przyznać, że Uniswap rozegrał to perfekcyjnie. Rozdając po 400 sztuk tokenów UNI, każdemu kto przed pierwszym września 2020 przeprowadził jakąkolwiek (nawet nie udaną) transakcję na giełdzie. Dzięki temu dziesiątki tysięcy użytkowników otrzymały za darmo równowartość kilku tysięcy złotych. A jak dostajesz takie pieniądze za nic, to nie zadajesz pytań. Jak Ty dostałeś średnią krajową za nic, to dlaczego twórcy i inwestorzy nie mieliby zarobić dziesiątek milionów. 

I mi się to bardzo podoba. Jestem za tym, aby wynagradzać twórców za ich innowację. Tak samo jak inwestorów, którzy sfinansowali tą innowację. A jeszcze bardziej podoba mi się wynagradzanie wczesnych użytkowników. Czego mi zabrakło np. w Compoundzie, który nie wynagrodził w żaden sposób osób, które dostarczały tam swój kapitał przed wprowadzeniem tokenu COMP. 

Przejdźmy teraz do tematu wynagradzania za dostarczanie płynności. 

Tutaj również dystrybucja UNI była wsteczna. Część z tokenów (4,92%) została przeznaczona dla tych, którzy do tej poli dostarczali płynności na tej giełdzie. Tutaj dystrybucja wygląda tak samo jak w przypadku tokenów dla użytkowników. Wchodziłeś na stronę Uniswapa i tam mogłeś odebrać swoje tokeny. Ich ilość zależała od tego jak dużo dostarczałes tej płynności, przez jak długi czas i jaki był udział Twojej płynności w całości płynności giełdy. 

Zaraz też ruszyła dystrybucja tokenów na bieżąco, dla obecnych dostarczycieli płynności. Na chwilę obecną są to cztery pule płynności:

  • ETH/DAI
  • ETH/WBTC
  • ETH/USDT
  • ETH/USDC

Po miesiącu, 17 października, społeczność (właściciele tokenów UNI) przejmie kontrolę nad protokołem oraz zasadami dystrybucji tokenów. Będziemy mogli wtedy spodziewać się dodania kolejnych puli płynności wynagradzanych tokenami UNI.

Po pół roku społeczności zyska również prawo, do modyfikacji prowizji na giełdzie. Możemy się wtedy spodziewać, że część z prowizji od handlujących (0,3%) zacznie być wypłacana posiadaczom tokenów UNI.

Proces dostarczania płynności na Uniswap pokazaliśmy w praktyce podczas webinaru Zarabianie na dostarczaniu płynności.

Balancer

Nie tak popularny protokół zapewniania płynności jak Uniswap, aczkolwiek równie ciekawy. Od poprzednika różni go kilka ciekawych cech:

  • Możliwość umieszczania w workach od 2 do 8 różnych tokenów. 
  • Możliwość ustalania dowolnych proporcji pomiędzy tokenami w worku. Możemy na przykład stworzyć pulę płynności dla trzech tokenów A, B i C.  A ma stanowić 80 procent wartości worka, B 15 procent, a C 5 procent
  • Gdy ktoś wykonuje handel, protokół tak dobiera pule płynności, aby balansowały one się wzajemnie. 
  • Każda pule ma oddzielnie ustalana prowizje od wymiany. Płacą ją handlujący na rzecz LPs
  • Oprócz publicznych puli płynności można też tworzyć prywatne. Wtedy ograniczamy osoby, które mogą stać się jej dostarczycielami płynności. Możemy również manipulować składem i proporcjami tokenów w naszym worku

Oprócz prowizji od handlujących do LPs trafiają również tokeny BAL. Początkowo były one przydzielana do wszystkich puli płynności. Prowadziło to jednak do nadużyć. Tworzone pule płynności dla nic nie wartych gównocoinów, tylko po to, by w ten sposób pozyskiwać tokeny BAL i zarabiać na ich sprzedaży na rynku. Dlatego po pewnym czasie wprowadzono tak zwane whitelisty. Dana pula płynności musi się na niej znaleźć, aby partycypować w dystrybucji BAL.

Czasami oprócz nagrody wynikającej z prowizji od handlujących oraz otrzymania tokenów BAL pojawia się jeszcze jedna forma zarobkowania. Dodatkowa nagroda od projektu, który chce wykorzystać Balancer do zapewnienia płynności dla swoich tokenów. Z reguły jest to najpoważniejsza część z naszych zysków. Tak to ma miejsce np. w przypadku zapewniania płynności dla tokenów z ekosystemu mStable (mUSD oraz MTA). To właśnie na ich przykładzie pokazaliśmy w praktyce proces dostarczania płynności na Balancerze podczas webinaru Lokaty DeFi – mStable. Od miesięcy generują one stopy zwrotu na poziomie od kilkudziesięciu do ponad stu procent rocznie.

Curve

Curve to jeden z fundamentów rozkwitu trendu DeFi w ostatnich miesiącach. Specjalizuje się on w zapewnianiu płynności dla tokenów o stabilnych względem siebie cenach. Mogą to być na przykład stablecoiny dolara czy tokeny Bitcoina na Ethereum.

W Curve możliwe jest tworzenie worków z płynności dla dwóch bądź więcej tokenów. Ważne jest to, żeby te tokeny były względem siebie stabilne cenowo. Model wyliczania wpływu zmiany proporcji tokenów w worku na ich cenę używany przez Curve sprawdza się znakomicie właśnie przy tego rodzaju tokenach. W wyniku tego modelu oraz dużej nagrody za dostarczanie płynności jest to jeden z najpopularniejszych projektów DeFi. Jego płynność przekracza obecnie miliard dolarów, a dzienne obroty to setki milionów.

Jeśli o nagrodach dla dostarczycieli płynności mowa, to są one dość okazałe. Są one wypłacane w tokenie CRV, który następnie może być wykorzystywany w czterech celach:

  1. Zarządzanie protokołem
  2. Optymalizacja swojego zysku z dostarczonej płynności
  3. Partycypowanie w zyskach z prowizji od wymieniających tokeny
  4. Sprzedaż na rynku, aby osiągnąć zysk tu i teraz

Jeśli chodzi o zarządzanie protokołem, to możemy tutaj partycypować w podejmowaniu decyzji na temat działania protokołu. Można akceptować bądź odrzucać nowe pule płynności bądź decydować o rozdziale tokenów CRV pomiędzy istniejące pule. Aby partycypować w zarządzaniu protokołem musimy zamrozić nasze tokeny CRV na pewien czas. W zamian za to dostajemy tokeny veCRV, którymi możemy brać udział w zarządzaniu. Im dłuższy czas zamrożenia naszych tokenów, tym większą ilość tokenów veCRV otrzymamy. Tym samym większa będzie nasza siła głosu.

Tokeny veCRV mogą być również wykorzystane do zwiększenia naszego zysku z dostarczania płynności. Umieszczając je w odpowiednim smart contracie możemy otrzymać specjalny mnożnik, zwiększający nasz udział w dystrybucji tokenów CRV. Maksymalnie może to być dwa i pół raza więcej niż dla zwykłego zjadacza chleba, który po prostu wrzuci swoje tokeny do puli płynności na Curve.

Ostatnio został wprowadzony kolejny mechanizm generowania zysku dla posiadaczy tokenów veCRV. Wprowadzona tzw. administration fee. Oprócz tego, że prowizja od wymieniających tokeny przy pomocy Curve trafia do LPs, to jej drobna część trafia do puli, która jest następnie rozdzielana wśród posiadaczy tokenów veCRV. Generując stopę zwrotu na poziomach powyżej 100 procent rocznie.

Finalna opcja, możemy po prostu regularnie odbierać nasze nagrody w postaci tokenów CRV i sprzedawać je na rynku. Wychodząć do wybranego stablecoina dolara czy naszego ulubionego krypto.

Praktyczna strona zarabiania na dostarczaniu płynności w tych trzech protokołach będzie tematem naszego najbliższego webinaru. Ze szczególnym zagłębieniem się w Curve, które jest rozwiązaniem najbardziej złożonym, ale też potencjalnie najbardziej zyskownym.

Na praktyczne, najbardziej merytoryczne, a przy tym darmowe, sobotnie webinary możesz ZAPISAĆ SIĘ TUTAJ.

O projekcie Yearn.Finance było w ostatnich tygodniach głośno. No może nie do końca o projekcie. Bardziej o jego tokenie YFI, który po zaledwie kilku tygodniach swojego istnienia osiągnął wycenę rynkową powyżej miliarda dolarów. A za jedną monetę płacono już prawie 40 tysięcy dolarów. My dzisiaj przyjrzymy się trochę temu tokenowi. Jego dystrybucji oraz roli jaką odgrywa. Ale przede wszystkim przyjrzymy się samemu projektowi. Bo jest on niezwykle ciekawy. Jego główną misją jest automatyzacja inwestycji w DeFi oraz optymalizacja zysku z naszego kapitału.

Krótka historia

Chociaż o projekcie zrobiło się głośno dopiero po emisji tokenu YFI w połowie lipca 2020, to projekt ten ma za sobą trochę dłuższą historię. Projekt ten zagościł na scenie DeFi na początku tego roku. Pod delikatnie inną nazwą: iEarn Finance.

Od początku powstania projektu, jego misją było optymalne wykorzystanie kapitału w DeFi w celu osiągnięcia maksymalnej stopy zwrotu. Cel bardzo szczytny, nie ma co ukrywać.

Na starcie nie było to nic poważnego. Twórca projektu Andre Cronje pisał i rozwijał go sobie w wolnych chwilach. Finansując rozwój i audyty bezpieczeństwa z własnych środków. Robiąc to bardziej z ciekawości i zajawki, niż z myślą o stworzeniu poważnego projektu, który za kilka miesięcy stanie się fundamentem i ikoną trendu DeFi.

Jednak zanim dojdziemy do etapu stawania się ikoną, to przejdziemy najpierw do przełomu lutego i marca tego roku. Był to czas, kiedy to przez protokoły DeFi przeszła fala ataków z wykorzystaniem pożyczek błyskawicznych (ang flash loans) 1 1. Pożyczki błyskawiczne (ang. flash loans) to unikalna wartość oferowana w zdecentralizowanych finansach. Wykorzystuje ona specyfikę działania sieci blockchain i polega na udzielaniu pożyczki, która musi być zwrócona w tej samej transakcji, w której jest zaciągnięta. W wyniku czego nie ma ryzyka jej nie spłacenia, a co za tym idzie nie ma konieczności umieszczania zastawu. Więcej na ten temat dowiesz się z nagrania na moim kanale YouTube. × . Pod koniec lutego społeczność zwróciła uwagę na pewną transakcję, która mogła świadczyć o tym, że również i iEarn padł ofiarą ataku. Hipoteza ta przed długi czas pozostawała bez odpowiedzi ze strony Andre. Co prowadziło do eskalacji sporu.

Z jednej strony społeczność wymagała pełnej dyspozycyjności i transparentności. Bycia gotowym na reakcje 24 godziny na dobę. Czy to na rzeczywiste ataki hakerskie czy na wątpliwości ze strony społeczności.

Z drugiej strony mamy samotnego Andre, który rozwija projekt samodzielnie. Bez wsparcia inwestycyjnego ze strony funduszy venture capitals. Bez zespołu i budżetu na marketing, PR czy support. Jednoosobowa armia, która robi co może, ale cały czas ktoś ma do niego pretensje. 

Z tego okresu pochodzi poniższy Tweet. Obecnie przyjęty na profilu Andre:

W wyniku tego zamieszania Andre odpuszcza sobie DeFi. Nie czuje się doceniony za pracę którą wykonuje. Co więcej, cały czas musi odpierać ataki i krytykę. Ma najnormalniej w świecie dość. Zaprzestaje prac nad projektem i publicznie wypisuje się z toksycznego jego zdaniem trendu DeFi. 

Jednak w swoim postanowieniu nie wytrwał zbyt długo. I po kilku tygodniach wraca do rozwijania projektu.

Token YFI, czyli Bitcoin wśród DeFi

Mija trochę czasu i jesteśmy w połowie lipca 2020. Kiedy to Andre ogłasza premierę, jak sam twierdzi, bezwartościowego tokenu YFI. I robi to w bardzo ciekawy sposób, nazywany jako ‘fair launch’. 

Głównym założeniem były jasne i uczciwe zasady dystrybucji tokenu. Nikt nie był tutaj uprzywilejowany. Nie było specjalnej puli dla autora czy ewentualnych wczesnych inwestorów. Wszystkie tokeny trafiały do otwartej dystrybucji. Zupełnie tak samo, jak to miało miejsce w Bitcoinie. Gdzie każdy pojedynczy Bitcoin został wykopany przez sieć. I każdy mógł od samego początku przystąpić do kopania.

Dystrybucja tokenów YFI odbyła się pośród osób, które wykorzystywały swój kapitał w ekosystemie yearn w okresie dystrybucji (który trwał tydzień). Proporcjonalnie do wykorzystywanego kapitału.  Co sprawiło, że natychmiast do projektu zaczął spływać dodatkowe środki. Zwiększając w okresie dystrybucji wartość środków ulokowanych w ekosystemie niemal 50 razy!

Co ciekawe wartość ta po zakończonej dystrybucji oczywiście spadła. Jednak potem znowu zaczęła rosnąć. I obecnie jest na poziomach znacząco wyższych niż w momencie dystrybucji tokenu. Dlaczego tak się dzieje?

Przede wszystkim dlatego, że yearn to bardzo użyteczny projekt. Możemy go potraktować jako nakładkę na inne projekty DeFi, która szuka optymalnej stopy zwrotu z umieszczonego w aplikacji kapitału. Możemy użyć stwierdzenia, że jest to nowoczesny, zdecentralizowany, oparty o smart contracty, fundusz inwestycyjny. Więcej o tym, jak możemy wykorzystać yearn do pomnażania naszego majątku opowiem za chwilę. Skupmy się jeszcze na chwilę na samym tokenie YFI i jego uczciwej dystrybucji.

W momencie tworzenie tokenu twórca projektu przyjął założenie, że jest on bezwartościowy. Posłuży on do zaangażowanie społeczności w rozwój projektu i oddanie w jej ręce kontroli nad nim. I tak też się stało. Po tokeny YFI, wraz ze swoim kapitałem, ruszyło wielu czołowych przedstawicieli trendu DeFi. Ponieważ każdy otrzymywał tokeny na takich samych zasadach, to wśród posiadaczy tokenów bardzo szybko powstała głęboka więź i utożsamianie się z projektem. Bardzo szybko wytworzyła się silna społeczność. Traktująca projekt jako swój. Chętna do wspólnej pracy nad jego rozwojem. Co doprowadziło do rozwoju samego projektu, jak i było motorem napędowym do wzrostu wartości samego tokenu.

Drugim motorem napędowym ceny tokenu jest ewolucja jego roli. Tak jak wspomniałem wcześniej projekt staje się powoli zdecentralizowanym, opartym o smart contracty funduszem inwestycyjnym. Funduszem, który pobiera prowizje od zysku przez niego wypracowanego. 

Zysk ten będzie finansował rozwój ekosystemu. A nadwyżka będzie dystrybuowana pomiędzy posiadaczy tokenów YFI, którzy wykorzystują je do współdecydowania o projekcie 2 2. Więcej dowiesz się z anglojęzycznego artykułu YEARN + $YFI Revenue Model Explained w serwisie learnyearn × .

Jak wykorzystywać Yearn.Finance do optymalizacji naszego zysku w DeFi?

Ekosystem cały czas się rozwija. W tej sekcji przedstawie dwa sposoby wykorzystania yearn do optymalizacji zysku i minimalizacji kosztów przy korzystaniu z DeFi.

Jeśli jednak mowa o ryzyku, to warto wspomnieć, że każdy dodatkowy smart contract z którego korzystamy to potencjalne dodatkowe ryzyko technologiczne. Ryzyko, że ten dodatkowy smart contract może zawierać jakieś błędy, których wykorzystanie może zaowocować utratą naszych środków. Korzystając z yearn optymalizujesz swój zysk, poświęcony czas i zaangażowanie, a także koszty przeprowadzanych transakcji. Zwiększasz za to swoje ryzyko technologiczne. Więcej o ryzykach związanych z korzystaniem z projektów DeFi dowiesz się podczas darmowego kursu DeFi Masters. Miej to na uwadze, zanim zaczniesz korzystać z rozwiązań oferowanych przez projekt. 

yEarn

To do tego wszystko się zaczęło. Proste strategie inwestycyjne, w których umieszczamy dany token. Następnie Yearn szuka dla nas najlepszego miejsca do jego umieszczenia (lokaty / pule płynności). I tam wypracowuje dla nas najlepszy zysk. Można to w jednym zdaniu podsumować jako umieszczanie naszego coina na zawsze najlepiej oprocentowanej lokacie. A więc mechanizm podobny do tego w protokole IDLE, o którym już nieraz wspominałam na moim kanale na YouTube.

yVaults

Bardziej zaawansowane strategie inwestycyjne. Tutaj nasz coin nie jest po prostu wrzucamy na jakąś lokatę. Na której mamy kilka bądź kilkanaście procent odsetek rocznie. Vaulty obsługują różne strategie inwestycyjne. Wśród nich również liquidity mining. Czyli wynagradzanie kapitału poprzez dystrybucje własnego tokenu. Wtedy taki pozyskiwany token jest regularnie sprzedawany, zwiększając tym samym ilość naszego coina w Vault.

Mamy też Vaulty, gdzie nasz coin jest zastawiany jako zastaw w którym z protokołów DeFi. Następnie w oparciu o ten zastaw brana jest pożyczka, które jest następnie wrzucona do jednego z Vaultów. Zysk z tego procederu wykorzystywany jest do zakupu tokenów, które były przez nas wpłacane. Strategie te nazywane są Delegated Vaults i służą do wyciągania dodatkowego zysku z hodlowanego przez nas krypto.

Omówimy to na przykładzie wprowadzonego niedawno Vaultu yETH:

  • Wpłacamy Ether (ETH)
  • Ether ten trafia do wspólnej puli i jest następnie umieszczany we wspólnym skarbcu MakerDAO. Tam wykorzystywany jest do emisji DAI. Przy współczynniku zastawu na poziomie 200%. Minimalny poziom wymagany przez Maker’a to 150%. System ma więc bufor 25% spadku ceny ETH na wyrównanie swojego poziomu zadłużenia. 
  • Tak wyemitowane DAI trafiają do kolejnego Vaulta yDAI. Jest to optymalna strategia zarabiania na DAI. W tej strategii DAI trafia do puli płynności protokołu Curve.fi, gdzie na opłatach transakcyjnych oraz dystrybucji tokenu CRV wypracowuje zyski na poziomie kilkudziesięciu procent rocznie.
  • Zysk wypracowane przez DAI służą do skupowania ETH. W wyniku tego z biegiem czasu za 1 token yETH (token udziały w Valucie ETH) dostajemy coraz więcej ETH.

Vaults są dobry rozwiązaniem dla osób, które długoterminowo chcą utrzymać wysokie stopy zwrotu ze swojego kapitału. Bez potrzeby poświęcania czasu na obserwowanie rynku i szukanie najlepszych okazji. Po prostu wrzucasz swoje środki do Vaulta i o resztę martwi się system. Oczywiście na rynku mogą się pojawić krótkoterminowo bardziej zyskowne opcje wykorzystania Twojego kapitału. Jeśli lubisz samodzielnie wyszukiwać nowych rozwiązań, to yVaults nie są dla Ciebie. To raczej taki hodling na sterydach: mam token X, wpłacam go i chcę go za jakiś czas wypłacić więcej. Bez żadnego myślenia i wysiłku z mojej strony. Drugi powód to optymalizacja opłat transakcyjnych na Etherem. O czym opowiemy sobie w kolejnym rozdziale.

Koszty i opłaty

Tak jak wcześniej wspomniałem, yVaults działają w ten sposób, że my po prostu wpłacamy pieniądze, a system wykonuje cały szereg operacji, mających na celu optymalizację naszego zysku. Te poszczególne operacje to blockchainowe transakcje, w wyniku których yearn wchodzi w interakcje z innymi protokołami DeFi. A transakcje blockchainie to konieczność uiszczania opłaty za nie. Opłaty te ostatnimi miesiącami są wysokie. Kto więc za to płaci?

Wszyscy i nikt. yearn ma bardzo przemyślany i korzystny model rozliczania kosztów opłat dla górników.

Jako użytkownik dokonujemy tylko dwóch transakcji. Wpłaty bądź wypłaty środków. 

Co jest ważne te transakcje użytkownika nie są powiązane z operacjami rebalansowania puli i czerpania zysków. Taka operacja może być bowiem dość skomplikowana, a co za tym idzie kosztowna. Opłaty transakcyjne mogą iść wtedy w dziesiątki czy nawet setki dolarów. Nikt nie chce pokrywać takich kosztów z własnej kieszeni. Zwłaszcza jeśli wpłaca niewielką kwotę. I na szczęście w yearn nie ma takiej potrzeby.

Nasze transakcję wpłaty i wypłaty są odpowiedzialne bowiem wyłącznie za wpłatę i wypłatę naszych środków. Są więc stosunkowo proste i małe.. W celu podjęcia innych działań uruchamiana jest oddzielna meta transakcja, za którą gas jest opłacony z ogólnej puli całego Vaulta. Tutaj szczególny plus odczują inwestorzy o mniejszym kapitałem. Bowiem nasz udział w opłatach transakcyjnych będzie wprost proporcjonalny do naszego udziału kapitału w ogólnej puli Vaulta. Procentowo za rebalans i optymalizację naszej pozycji zapłacimy tyle samo co wieloryby wrzucające dziesiątki milionów dolarów. Vivat równość i sprawiedliwość!  

Po drugie te wszystkie transakcje są dokonywane dla wszystkich uczestników Vaulta jednocześnie. A ponieważ wysokość opłat transakcyjnych nie zależy od wartość transakcji (tylko od jej złożoności), to jako grupa płacimy za to tyle samo, co każdy z nas płaciłby z osobna. To się nazywa optymalizacja kosztów. 

Aby system był w stanie pokrywać koszty gasu przy przeprowadzanych transakcjach potrzebuje na to specjalnego budżetu. W tym celu pobierana jest opłata 5 procent od wypracowanego przez Vault zysku 3 3. Warto też przeczytać wyjaśnienie opłat na twitterze projektu. × .

Przy wypłacie z Vaults pobierana jest opłata 0,5 procenta od wartości wypłacanego kapitału. Możemy być więc stratni, jeśli wrzucimy nasz kapitał tylko na chwilę. Zanim zdąży on dla nas wypracować to 0,5 procenta.  

To nie wszystko…

Ekosystem yearn rozwija się na bardzo dynamicznie. Właśnie są uruchamiane bądź dopiero rozwijane kolejne zdecentralizowane produkty finansowe. Wśród nich między innymi:

  • Zdecentralizowane ubezpieczenia swojego kapitału ulokowanego w DeFi. Obecnie liderem tego rynku jest Nexus Mutual, o którym mówiliśmy podczas webinaru DeFi dla zaawansowanych, część 1. yinsure w przeciwieństwie do Nexusa nie wymaga przeprowadzenia procesu KYC. Interesujący będzie też model polisy, który będzie uwzględniał stałą tygodniową składkę, umożliwiając jednocześnie wypisanie się z ubezpieczenia w dowolnym momencie.
  • yswap – automatic market maker pozwalający na dostarczanie płynności dla tylko jednego tokenu
  • ytrade – arbitraż pomiędzy stablecoinami z dźwignią

YFI to z pewnością ekosystem, któremu warto się przyglądać. Powstają tam bardzo ciekawe produkty ułatwiające korzystania z DeFi i optymalizację zysków. Praktycznemu wykorzystaniu yearn do optymalizacji naszych zysków z DeFi będzie poświęcony najbliższy sobotni webinar. Tutaj są darmowe zapisy.

Inwestowanie w krypto jest banalnie proste. Kupić tanio, sprzedać drogo. Tylko skąd wiedzieć kiedy jest tanio, a kiedy jest drogo? Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Ale opowiem Ci o opcjach, które pozwolą Ci nie mieć racji w tym kontekście, a i tak zarabiać.

Tymi opcjami się właśnie opcje. Jest to pochodny instrument finansowy o niesymetrycznej budowie. Oznacza to, że cena opcji jest wielokrotnie mniejsza od wartości wypłaty z niej wynikającej. Ale o tym za chwilkę. Najpierw uwaga, że ten artykuł ma charakter wstępny, który ma na celu zainspirować Cię do ewentualnej dalszej eksploracji tematu opcji. Bo to jest bardzo ciekawy, ale też skomplikowany instrument finansowy. I jak każdy taki instrument, nieudolnie wykorzystywany, może przyczynić się do znaczących strat po naszej stronie. A tego nie chcemy, dlatego nie rzucaj się proszę w tworzenie / kupowanie opcji zaraz po przeczytaniu tego artykułu. Najpierw wejdź głębiej w temat.

Korzystasz z opcji na co dzień. I nawet o tym nie wiesz.

Opcje są dość popularny instrumentem finansowym o dość długiej historii. Jednym z głównym motywów ich powstania była mitygacja ryzyka w rożnych aspektach działalność ekonomicznej. Rzeczywistość, nie tylko ta ekonomiczna, jest bardzo skomplikowana i zmienna. Ta zmienność z jednej strony może być okazją, ale z drugiej może sprawić że wieloletni projekt legnie w gruzach. Tej drugiej ewentualności chcielibyśmy uniknąć. I pomocne nam w tym będą opcję.

Niech naszym wieloletnim projektem o dużej wartości będzie zakup auta. Inwestujemy w ten proces sporo czasu, energii, a przede wszystkim zasobów finansowych. I liczymy na to, że zakupione auto będzie nam służyło przez lata. Czy to do celów osobistych czy też biznesowych. Co jednak gdy auto ulegnie wypadkowi? Albo zostanie skradzione? Czy będziemy w stanie pogodzić się z tą stratą i zainwestować ponownie w zakup. W większość sytuacji pewnie nie. A nawet jeśli bylibyśmy w stanie zakupić nowe auto, to nie chcielibyśmy tego robić. Zwłaszcza jeśli dopiero co dokonaliśmy zakupu i tuż po dokonano kradzieży czy zdarzył się ten nieszczęsny wypadek. Dlatego korzystamy wtedy z ubezpieczenia, które tak naprawdę jest pewną formą opcji. W dużym uproszczeniu opcja ta daje nam prawo odsprzedaży naszego samochodu firmie ubezpieczeniowej po z góry określonej cenie. Nawet jeśli to auto uległo wypadkowi czy zostało skradzione. To prawo zyskujemy na określony czas i płacimy za to cenę w wysokości składek ubezpieczeniowych. Wysokość płaconych przez nas składek jest asymetryczna w stosunku do wartości polisy. Jeśli warunki polisy zostaną spełnione to nasza wypłata będzie znacząco większa od wartości opłaconych przez nas składek. W ten sposób my mitygujemy swoje ryzyko. Z drugiej strony firma ubezpieczeniowa wystawia miliony takich polis (opcji). W wyniku tej dużej skali i rachunku prawdopodobieństwa jest w stanie na tym zarabiać.

Opcje PUT i opcje CALL

Teraz opowiemy sobie o dwóch najpopularniejszych rodzajach opcji na rynkach finansowych. Opowiemy sobie o nich ogólnie, aby wyjaśnić Ci mechanizm ich działania i pokazać ewentualne obszary ich wykorzystania. Pominiemy jednak wiele szczegółów, których znajomość będzie konieczna, jeśli będziesz chciał efektywnie korzystać z tego instrumentu finansowego. Na końcu artykułu znajdziesz sekcję z materiałami, które pomogą Ci wejść głębiej w temat i zrozumieć te detale.

Opcje PUT

Wróćmy do naszej polisy ubezpieczeniowej. Tak naprawdę jest to obudowana opcja PUT. Ten rodzaj opcji pozwala nabywcy opcji sprzedać dany instrument finansowy po z góry określonej cenie. Mając na to z góry ustalony czas. Co jest ważne: jako nabywca tej opcji mamy prawo do odsprzedaży po tej z góry określonej cenie. Jak zechcemy, to możemy, ale nie musimy z niego korzystać. Ale jeśli zechcemy to wystawca opcji ma obowiązek dokonania od nas tego zakupu. Za to prawo płacimy “składkę”, którą jest cena zakupu opcji. Jej wysokość zależy od instrumentu finansowego którego dotyczy oraz długości czasu, przez który opcja jest ważna. Co ważne, opcje są płynnym instrumentem finansowym. Możemy naszą opcję, nasze prawo z niej wynikające, odsprzedać na rynku.

Do czego możemy więc wykorzystywać opcję PUT? Jako zabezpieczenie się przed spadkami. Przykłady wykorzystania:

Hossa na rynku krypto. Osiągamy kolejne szczyty. Chcielibyśmy sprzedać, ale może jeszcze urośnie. Więc kupujemy sobie opcję PUT na obecnych poziomach cenowych. Jeśli będa dalsze wzrostu, to po prostu z niej nie skorzystamy. Jeśli jednak potem nastąpi korekta bądź załamanie rynku, to my sobie zawczasu zamroziliśmy cenę i sprzedajemy walor na szczycie sprzed tygodnia. W obu przypadkach płacimy za to cenę w postaci kosztu zakupu opcji.

Opcja CALL

Tak jak nabycie opcji PUT daje nam prawo do sprzedaży waloru po określonej cenie, tak opcja CALL zamraża dla nas cenę zakupu. Czyli na czas ważności opcji możemy kupić określony walor po danej cenie. Możemy z tego prawa skorzystać bądź nie. W zależności od tego, czy będzie to dla nas opłacalne. Jeśli jednak zechcemy skorzystać z tego prawa, to wystawiający opcję ma obowiązek sprzedaży nam waloru po tej cenie. Podobniej jak w opcji PUT za to prawo musimy zapłacić pewną ceną nabycia opcji. I znowu, zależy ona od instrumentu którego dotyczy oraz okresu jej ważności. Opcje CALL są również płynne i możemy nasze prawa z nich wynikające odsprzedać na rynku.

Do czego możemy wykorzystać opcje CALL? Do zabezpieczenia się przed wzrostami. Przejdźmy do przykładu wykorzystania:

Znowu mamy hossę na krypto, ale tym razem nasz Bitcoin jest w korekcie. Dzięki poprzedniemu przykładowi i wykorzystaniu opcji PUT udało się nam sprzedać na górce. Teraz polujemy na dołek, aby się z powrotem wkupić. Wydaje nam się, że ten dołek już mamy. Ale pewności nie ma. A co jeśli to nie jest korekta, tylko odwrócenie trendu? W tym przypadku zamiast kupować Bitcoina możemy nabyć opcję CALL na niego po obecnej cenie. Jak korekta okaże się tylko korektą i cena pójdzie w górę, to dokonamy zakupu po cenie z dołka. Jeśli to jednak było odwrócenie trendu i Bitcoin dalej spada, to nie korzystamy z naszego prawa do zakupu. W obu przypadkach ponosimy koszt zakupu opcji. W przypadku pozytywnego scenariusza ten koszt zmniejsza nam zysk. W przypadku negatywnego jest maksymalnym pułapem naszych strat.

Wystawianie, sprzedawanie opcji

W powyższych akapitach opisaliśmy opcje CALL i PUT z perspektywy ich nabywcy. Tak jak byśmy opisali polisą ubezpieczeniową z perspektywy osoby korzystające z ubezpieczenia. Ale jest jeszcze perspektywa firmy ubezpieczeniowej. I tak samo jest również perspektywa osób wystawiających i sprzedających opcje.

Ta strona ma obowiązek zrealizować prawa posiadacza nabywcy opcji, jeśli wyrazi on taką chęć. Czyli jeśli posiadanie opcji PUT daje nam PRAWO do sprzedaży waloru po określonej cenie, to wystawca ma OBOWIĄZEK dokonania od posiadacza zakupu po tej cenie, jeśli zechce on skorzystać z przysługującego mu prawa.

Wystawca bierze na siebie ten obowiązek otrzymuje natychmiastowy przychód, w postaci ceny opcji (premium), którą musi zapłacić nabywca. Odwołując się do naszej analogii ubezpieczeniowej, jest to nasza składka ubezpieczeniowa. Jest ona natychmiastowym przychodem wystawcy opcji. Jeśli chcemy zarabiać na wystawianiu opcji, to musimy zadbać o to, aby statystycznie rzadko nasz obowiązek opcyjny był na nas egzekwowany. Czyli aby nie dochodziło do wydarzeń, kiedy skorzystanie z prawa zapisanego w opcjach było dla ich posiadacza opłacalne. Drugie podejście zakłada, że scenariusz zrealizowania przez posiadacza prawa wynikającego z opcji i tak będzie dla nas opłacalny ekonomicznie. A premium będzie tutaj dla nas dodatkowym zyskiem.

O ile samo korzystanie z opcji nie jest kwestią banalną, to już zarabianie na ich wystawianiu jest naprawdę skomplikowane i ryzykowne. Możemy się tutaj nabawić naprawdę poważnych strat. Dlatego wejście w ten segment wymaga nie tylko bardzo dobrej znajomości działania mechanizmów opcji, ale też rynku, którego one dotyczą. 

Opcje binarne

Opcje binarne to rodzaj opcji, których mechanizm działania przypomina zakłady bukmacherskie. Przedmiotem takich opcji jest zawsze cena określonego instrumentu w określonym czasie. Dla przykładu możemy mieć opcje następujące opcje binarne:

  • 22 grudnia 2020 roku cena Bitcoina będzie wynosić ponad 20 000 USD
  • 15 października 2020 roku dolar będzie wart więcej niż euro

Jak widzimy, opcje te mogą być rozwiązane tylko na dwa sposoby. Albo tezy w nich postawione będą prawdziwe w czasie ich rozwiązania (daty podane w przykładach), albo nie. Stąd też ‘binarna’ nazwa tych opcji. 

Rynek opcji binarnych zazwyczaj składa się z trzech etapów:

  1. Licytacja (ang. bidding) – chętni do uczestnictwa przyjmują swoje pozycje na rynku. Pozycje mam dwie. Długa (ang. long), która zakłada, że rynek zostanie rozwiązany na tak (ceny Bitcoina będzie wynosić ponad 20k USD 22 grudnia 2020). Bądź krótką (ang. short), która zakłada, że rynek zostanie rozwiązany na nie (cena Bitcoina 22 grudnia 2020 nie będzie powyżej 20k USD.
  2. Handel (ang. trading) – wraz z zakończeniem poprzedniej fazy dowiadujemy się jakie potencjalne zyski otrzymają obydwie strony. Pula kapitału przegranej strony jest dzielona proporcjonalnie wśród tych, których obstawili wygrany wynik. Dla przykładu, jeśli suma obydwu rynków to 100 dolarów, z czego pozycja długa to 20 dolarów, a krótka to 80 dolarów. To jeśli rynek skończy się rozwiązaniem pozytywnym, to każdy posiadacza pozycji długiej zyska 4 dolary (80/20) na każdego swojego postawionego dolara. Z drugiej strony jeśli wygra pozycja krótka, to tam nagroda na każdego zainwestowanego dolara będzie wynosić 25 centów (20/80). W fazie tradingu te proporcje nie mogą się już zmienić, ale uczestnicy mogą handlować swoimi pozycjami.
  3. Rozwiązanie (ang. maturity) – wraz z upływem daty ważności opcji poznajemy jej finalny rezultat. 23 grudnia 2020 roku wiemy ile kosztował Bitcoina dzień wcześniej. Rozwiązujemy więc rynek i wypłacamy nagrody dla posiadaczy wygranej pozycji.

To jest oczywiście uproszczony, ogólny schemat działania opcji binarnych. W zależności od wykorzystywanej platformy dostępne tam opcje binarne mogą się różnić w mechanizmie swojego działania.

Opcje w DeFi

Kiedy przyjrzymy się mechanizmom działania poszczególnych opcji, to widzimy, że nie ma tam jakiegoś rocket science. Sam mechanizm jest dość prosty i może być łatwo zautomatyzowany przy pomocy systemów informatycznych. Reguły są dość proste i z góry znane, więc do ich egzekwowania nadawać by się pewnie mogły smart contracty.  Nic dziwnego, że wraz z rozkwitem trendu decentralized finance powstają też kolejne protokoły i rozwiązania, które umożliwiają wykorzystanie opcji w zdecentralizowany, otwarty i nie wymagający zaufania sposób. Oto kilka projektów prezentujących rozwiązania z tego obszaru:

  Szerzej o tych projektach opowiemy sobie podczas webinaru na temat opcji w zdecentralizowanych finansach. Możesz się na niego zapisać tutaj.

Dalsza edukacja na temat opcji 

Na tych kilku stronach ledwo musneliśmy językiem czubek wierzchołka góry lodowej, jaką jest temat opcji na rynkach finansowych. Jeśli to zagadnienie wydaje Ci się być interesujące, to poniżej znajdziesz listę materiałów pomocnych w dalszym budowaniu wiedzy:

Ostatnie tygodnie stoją w krypto pod znakiem DeFi. Niektórzy porównują ten trend do bańki na ICO sprzed trzech lat. Moim prywatnym zdaniem do bańki to mamy jeszcze bardzo daleko. Kapitalizacja wszystkich projektów DeFi razem wziętych jest cały czas niższa niż kapitalizacja takiego gównocoina jak Bitcoin Cash. Jak będziemy na szczycie bańki, to co najmniej kilka DeFiowych projektów przebije BCH swoja kapitalizacją. Tak więcej pytanie czy warto inwestować w ten trend mamy już zamknięte. Pytanie jakie pozostaje otwarte brzmi: które projekty wybrać?

I to jest pytanie, które nurtuje wielu z nas. Wszedłbym w coś DeFiowego, ale nie wiem w co. Miałeś takie myśli w głowie? A co jeśli bym Ci powiedział, że nie musisz wybierać. Że możesz po prostu zainwestować w DeFi całościowo jako trend?

Właśnie takie rozwiązanie otwiera przed nami Synthetix Network (nomen omen jeden z liderów trendu DeFi). Od dłuższego czasu jest tam dostępny token indeksu sDeFi, który ostatnio zyskał nową odsłonę. Zacznijmy jednak po kolei od odpowiedzi na następujące pytania:

Czym są indeksy?

Indeksy są dobrze znane uczestnikom tradycyjnych rynków akcji. Są one narzędziem statystycznym pokazującym w jaki sposób zmieniają się ceny w danej grupie walorów. Za ich pomocą obrazuje się koniunkturę na poszczególnych rynkach i sektorach gospodarki. Są one na tyle popularne, że weszły do powszechnej świadomości. Konia z rzędem temu, kto nie słyszał nigdy wzmianek o takich indeksach jak SP500, NASDAQ, DAX czy polski WIG20.

Czym jest więc taki indeks giełdowy. Jest to grupa walorów, które tworzą dany indeks, wraz z ich wagą. Waga określa wpływ zmiany ceny danego waloru na wartość indeksu. Rozpatrzmy to na przykładzie indeksu największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych – WIG20. Jak sama nazwa wskazuje, składa się on z 20 spółek. Gdyby nie miały one przyporządkowane wag, to każda z nich wpływałaby na wartość indeksu w pięciu procentach (100 procent podzielona na 20 spółek znajdujących się w indeksie). Wtedy 20 procentowy wzrost na jednej z nich wywoływałby wzrost wartości indeksu o 1 procent. Jednakże każda ze spółek ma do siebie przypisaną wagę, z jaką wpływa na wartość indeksu. Na wartość wagi danego podmiotu wpływ może mieć wiele czynników. M.in. wielkość spółki czy jej branża. Tak więc każda ze spółek zawartych w indeksie ma swoją wagę. Suma wag wszystkich spółek wynosi 100 procent. Jeśli jakaś spółka ma wagę 10 procent, to wtedy zmiana ceny jej waloru o 20 procent przełoży się na zmianę wartości indeksy o 2 procent. Z kolej waga spółki o wartości 1 procenta sprawi, że zmiana jej ceny o 20 procent spowoduje zmianę wartości indeksu o 0,2 procenta.

Na końcu naszych rozważań o indeksach giełdowych mała ciekawostka. Zazwyczaj jak spojrzymy na długoterminowy wykres dowolnego indeksu giełdowego, to widzimy, że według nich rynki długoterminowo niemal zawsze zyskują na wartości. Uwaga, jest to iluzja. Ponieważ co jakiś czas indeksy są rebalansowane. Zmienia się ich skład oraz wagi poszczególnych podmiotów. Zmiana ta odbywa się zazwyczaj zgodnie ze prostym schematem. Spółki w słabszej sytuacji, z gorszymi wynikami tracą na znaczeniu czy wręcz są usuwane z indeksów. Ich miejsce zajmują zajmują dynamicznie rosnące nowe podmioty. Dla przykładu ostatnia zmiana w składzie indeksu WIG20 miała miejsce w marcu 2018 roku. W jej wyniku z indeksu została usunięta spółka Asseco Poland, a jej miejsce zajął dobrze nam wszystkim znany CD Projekt. Od tego czasu walory Asseco podrożały o około 40 procent. Podczas gdy CD Project wzrósł o około 400 procent. Gdyby indeks był zachowany w dawnym składzie, jego wynik z pewnością wyglądałby słabiej. 

Zadanie domowe. Znajdź skład indeksu giełdowego WIG20 z 2000 roku. 

Zadanie podstawowe. Porównaj obecny skład indeksu do tego z 2000 roku. Ile spółek z tamtego okresu jeszcze znajduje się w indeksie? 

Zadanie dodatkowe na szóstkę. Wylicz obecną wartość indeksu WIG20 dla składu z 2000 roku . Jak ona wygląda na tle obecnej wartości indeksu? 

Na rozwiązania pracy domowej czekam w komentarzach.

Czym jest indeks sDeFi?

W powyższej definicji indeksów giełdowych nie wspomnieliśmy o jednej rzeczy. Indeksy to syntetyczne instrumenty finansowe. Jest to bardzo ważne teraz, w momencie gdy przechodzimy do głównego bohatera dzisiejszego artykułu – indeksu sDeFi. Ponieważ pierwsza litera indeksu (s) jest właśnie skrótem od angielskiego tłumaczenia słowa syntetyczny. A sam indeks ma formę tokenu tworzonego i obracanego w ramach projektu Synthetix Network. Jest to jeden z wiodących filarów trendu DeFi, którego celem jest przeniesienie na blockchain najważniejszych elementów świata finansów. Zarównego tego tradycyjnego, jak i tego związanego z kryptowalutami i technologią blockchain. W tym momencie nie będę skupiał się ani na definicji syntetycznych instrumentów finansowych, ani na ogólnych zasadach funkcjonowania projektu Synthetix. Jeśli nie są one Ci jeszcze znane, to odsyłam się do dogłębnego raportu na temat Synthetix Network oraz do zapisu z webinaru na temat tego projektu. Skupimy się na samym indeksie sDeFi.

Jest to token ERC-20 (domyślny standard tokenów na Ethereum). Jest on notowany na giełdzie Synthetix Exchange, a na jego cenę składa się cena tokenów projektów związanych z trendem DeFi. Każdy z projektów znajdujących się w tym indeksie ma również przypisaną wagę, z jaką wpływa na wartość indeksu. Tutaj mamy dokładnie ten sam mechanizm, który omówiliśmy wcześniej na przykładzie wag spółek w indeksie giełdowym WIG20.

Obecny skład indeksu sDeFi (wraz z wagami) wygląda następująco:

Nazwa tokenuTicker tokenuWaga
CompoundCOMP20,5%
MakerMKR15%
Kyber NetworkKNC11,8%
Synthetix NetworkSNX10,2%
0xZRX9,7%
AugurREP7,2%
AAVELEND6,7%
RENREN5%
UMAUMA4,2%
LoopringLRC3,8%
BancorBNT3,4%
BalancerBAL2,5%

Wspominam o obecnym składzie, ponieważ tak samo jak w przypadku omawianych wcześniej indeksów giełdowych, również i tutaj mamy do czynienia z rebalansami. Pierwszy z nich miał miejsce parę tygodni temu i w jego wyniku w zestawieniu znalazły się tokeny LEND, UMA, COMP oraz BAL

Taki rebalance ogłaszany jest parę tygodni wcześniej. Jak się komuś zmiany nie podobają, to może sprzedać posiadane przez siebie tokeny indeksu. Następnie stary token konwertowany jest automatycznie na nowy. Tzn. użytkownik cały czas posiada ten sam token w portfelu, ale na jego cenę na giełdzie Synthetix.Exchange wpływają już tokeny po rebalansowaniu.

Tak więc indeks sDeFi jest uproszczoną drogą do zainwestowania w ten trend. Nie muszę wybierać projektów, kupuję koszyk na który składa się kilkanaście z nich. Są to raczej już projekty o ugruntowanej pozycji. Wszystkie z nich znajdują się już w top100 market capu. Jest to więc dobre narzędzie do zarabiania na kontynuacji trendu. Ale nie zawiera ono w sobie potencjalnych nowych perełek o obecnej kapitalizacji kilku czy kilkunastu milionów dolarów.

Jak wejść w posiadanie tokenu sDeFi?

Tak jak już wspomniałem tokenami indeksu sDeFi możemy handlować na giełdzie Synthetix.Exchange. Jest to giełda na której możliwy jest handel pomiędzy wszystkimi syntetykami stworzonymi w ramach protokołu Synthetix Network. Co jest bardzo ważne, możliwy tam jest handel tylko pomiędzy tymi syntetykami. Żadne inne tokeny nie są obsługiwane. Dzięki takiemu modelowi działania giełdy możliwy jest tam handel dowolnymi wolumenami syntetyków bez powodowania chwilowego odchylenia cenowego. Szerzej ten mechanizm został omówiony w wspomnianym już wcześniej raporcie na temat Synthetix Network.

No dobra, na tej giełdzie można handlować tylko syntetykami do syntetyków. A my nie mam żadnego takiego syntetyku. To jak do diaska mamy kupić ten sDeFi?

Już tłumaczę.

Istnieją trzy syntetyki, które notowane są też na innych giełdach i protokołach DeFi (np. Uniswap czy 1inch). Musimy więc nabyć jeden z takich wejściowych syntetyków i potem za jego pośrednictwem dokonać zakupu tokenu sDeFi.

Te trzy syntetyki dostępne także poza giełdą Synthetix to:

  • Syntetyczny dolar (sUSD)
  • Syntetyczny Ether (sETH) 
  • Syntetyczny Bitcoin (sBTC)

Wybierz sobie jeden z nich i dokonaj zakupu. Tu masz instrukcję jak korzystać z Uniswap, a tutaj jak korzystać z 1inch.exchange. Potem z nabytym tokenem zjawiasz się na giełdzie Synthetix.Exchange, gdzie znajdujesz parę sDeFi do posiadanego przez Ciebie syntetyka i dokonujesz transakcji. 

Jak będziesz wychodził z tej inwestycji, to będzie to analogiczny proces. Najpierw będziesz musiał wyjść do jednego z tych trzech syntetyków. Dopiero potem będziesz mógł przejść do innych coinów spoza rodziny Synthetix. 

Cały proces nabywania tokenu sDeFi, począwszy od zakupu syntetycznego dolara (sUSD) przeprowadziliśmy podczas webinaru na temat Synthetix Network. Tam możesz zobaczyć krok po kroku jak to wygląda.

A czy da się shortować ten indeks i ten cały DeFi?

Tak, zdecydowanie tak. Indeks ten ma również token odwróconej pozycji (ang. inverted) iDeFi.  Jego skład jest taki samo jak sDeFi, tylko że zmiany cen zawartych w nim tokenów wpływają na zmianę wartości indeksu z przeciwnym znakiem. Czyli gdy tokeny zyskują na wartości, to cena indeksu spada. I analogicznie, jak projekty zawarte w indeksie tracą na wartości, to cena indeksu rośnie. Więc jak ktoś jest zainteresowany, to mamy idealne narzędzie do shortowania trendu DeFi.

Przy tokenach odwróconych (z przedrostkiem i) musimy pamiętać, że mają one limity cenowe po których się poruszają. Jeśli limit ten zostanie przekroczony, to dany token wygasa. Zostanie on potem zdeployowany ponownie z nowymi limitami, a posiadacze jego starej wersji dostaną syntetyczne dolary sUSD w ilości zgodniej z kursem w momencie wygaśnięcia kontraktu.

Skąd się wzięły te limity? Są one potrzebne, ponieważ tokeny pozycji odwróconych mogłyby spadać do wartości poniżej zera. Jeśli token źródłowy  wzrósłby o ponad 100 procent, to znaczy, że jego odwrócenia wersja musiałaby osiągnąć cenę ujemną. Co jest nie do przyjęcia, stąd granica, przy której token wygasa. Po wygaśnięciu jest on zamrożony i jest uruchamiana jego nowa wersja. Z nowymi limitami. Osoby, które nadal posiadały stare tokeny w momencie startu nowej dostają równowartość swoich tokenów z momentu ich wygaśnięcia. Ta równowartość jest wypłacana w syntetycznym dolarze sUSD.

Jeszcze trzy ciekawe indeksy na Synthetix

Oprócz indeksu trendu DeFi na platformie Synthetix mamy jeszcze jeden indeks kryptowalutowy. Oraz dwa tradycyjne indeksy giełdowe z tradycyjnego świata finansów.

Indeks tokenów zcentralizowanych giełd kryptowalutowych – sCEX

Jest to indeks w którym inwestujesz w trend związany ze zcentralizowanymi giełdami i ich tokenami. Idea jest dokładnie taka sama jak w przypadku sDeFi, z tymże w koszyku naszego indeksu mamy coin popularnych, zcentralizowanych giełd krypto. Oto aktualny skład tego koszyka:

Nazwa tokenuTicker tokenuWaga
BinanceBNB29,15%
Crypto.comCRO24,30%
OKexOKB16,97%
BitfinexLEO13,42%
HuobiHT11,73%
FTXFTX3,56%
KuCoinKCS0,87%

Indeks ten ma także swoją odwróconą wersję, do rozgrywania pozycji krótkich na tym trendzie – iCEX.

Dwa tradycyjne indeksy giełdowe

W systemie mamy też dwa tradycyjne indeksy giełdowe. Jest to pierwszy krok Synthetix w stronę stworzenia globalnego rynku akcji opartego o syntetyczne instrumenty pochodne. Do którego będzie miał dostęp każdy. Bez potrzeby rejestracji i przechodzenia procedury KYC. Spodziewam się, że w niedalekiej przyszłości dołączą tutaj kolejne indeksy czy akcje największych i najpopularniejszych spółek z całego świata.

W tej chwili mamy możliwość zainwestowania w londyński indeks FTSE 100 (sFTSE) oraz tokijski Nikkei 225 (sNIKKEI). 

W tym miejscu musimy pochylić się nad wartością tych indeksów. Indeksy giełdowe zazwyczaj są podawane w postaci samej wartości liczbowej, punktowej. Jednak na ich wartość mają wpływ ceny akcji poszczególnych spółek, które są wyrażane w określonej walucie. Dla indeksu Nikkei będzie to japoński jen a dla FTSE brytyjski funt. Jednak sam indeks nie jest już wyrażany w żadnej walucie, lecz po prostu w wartości punktowej. Dlaczego? Bo indeks jest wartością statystyczną i nie można kupi jego jednej jednostki, akcji bądź tokenu. Oh wait, na Synthetix można. Jak więc rozwiązano ten problem? Wszystkie giełdowe syntetyczne indeksy mają dokładnie taką samą wartość liczbową jak indeksy wzorcowe, ale są one wyrażane w dolarach. WAŻNE do wartość indeksu jest doklejana jednostka USD, nie są one konwertowane na dolary z waluty używanej w notowaniach danej giełdy. Dla przykładu, jeśli obecna wartość indeksu FTSE 100 wynosi 6280,12 punktów, to jeden token sFTSE będzie kosztował 6280,12 dolarów (a dokładnie syntetycznych dolarów sUSD).

Syntetyki tradycyjnych giełdowych nie posiadają (na chwilę obecną) swoich odwróconych wersji, na których można by rozgrywać pozycje krótkie.

Poszerz swoją wiedzę o DeFi

Zdecentralizowane finanse to obecnie najsilniejszy trend w branży blockchain. To ten projektu napędzają ostatnie wzrosty na rynku kryptowalut. Chcesz się dowiedzieć więcej na ich temat? Poznać nowe opcje inwestowania i zarabiania? Zapisz się na darmowy kurs wprowadzający.