Głębsze spojrzenie

Inwestowanie w krypto jest banalnie proste. Kupić tanio, sprzedać drogo. Tylko skąd wiedzieć kiedy jest tanio, a kiedy jest drogo? Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Ale opowiem Ci o opcjach, które pozwolą Ci nie mieć racji w tym kontekście, a i tak zarabiać.

Tymi opcjami się właśnie opcje. Jest to pochodny instrument finansowy o niesymetrycznej budowie. Oznacza to, że cena opcji jest wielokrotnie mniejsza od wartości wypłaty z niej wynikającej. Ale o tym za chwilkę. Najpierw uwaga, że ten artykuł ma charakter wstępny, który ma na celu zainspirować Cię do ewentualnej dalszej eksploracji tematu opcji. Bo to jest bardzo ciekawy, ale też skomplikowany instrument finansowy. I jak każdy taki instrument, nieudolnie wykorzystywany, może przyczynić się do znaczących strat po naszej stronie. A tego nie chcemy, dlatego nie rzucaj się proszę w tworzenie / kupowanie opcji zaraz po przeczytaniu tego artykułu. Najpierw wejdź głębiej w temat.

Korzystasz z opcji na co dzień. I nawet o tym nie wiesz.

Opcje są dość popularny instrumentem finansowym o dość długiej historii. Jednym z głównym motywów ich powstania była mitygacja ryzyka w rożnych aspektach działalność ekonomicznej. Rzeczywistość, nie tylko ta ekonomiczna, jest bardzo skomplikowana i zmienna. Ta zmienność z jednej strony może być okazją, ale z drugiej może sprawić że wieloletni projekt legnie w gruzach. Tej drugiej ewentualności chcielibyśmy uniknąć. I pomocne nam w tym będą opcję.

Niech naszym wieloletnim projektem o dużej wartości będzie zakup auta. Inwestujemy w ten proces sporo czasu, energii, a przede wszystkim zasobów finansowych. I liczymy na to, że zakupione auto będzie nam służyło przez lata. Czy to do celów osobistych czy też biznesowych. Co jednak gdy auto ulegnie wypadkowi? Albo zostanie skradzione? Czy będziemy w stanie pogodzić się z tą stratą i zainwestować ponownie w zakup. W większość sytuacji pewnie nie. A nawet jeśli bylibyśmy w stanie zakupić nowe auto, to nie chcielibyśmy tego robić. Zwłaszcza jeśli dopiero co dokonaliśmy zakupu i tuż po dokonano kradzieży czy zdarzył się ten nieszczęsny wypadek. Dlatego korzystamy wtedy z ubezpieczenia, które tak naprawdę jest pewną formą opcji. W dużym uproszczeniu opcja ta daje nam prawo odsprzedaży naszego samochodu firmie ubezpieczeniowej po z góry określonej cenie. Nawet jeśli to auto uległo wypadkowi czy zostało skradzione. To prawo zyskujemy na określony czas i płacimy za to cenę w wysokości składek ubezpieczeniowych. Wysokość płaconych przez nas składek jest asymetryczna w stosunku do wartości polisy. Jeśli warunki polisy zostaną spełnione to nasza wypłata będzie znacząco większa od wartości opłaconych przez nas składek. W ten sposób my mitygujemy swoje ryzyko. Z drugiej strony firma ubezpieczeniowa wystawia miliony takich polis (opcji). W wyniku tej dużej skali i rachunku prawdopodobieństwa jest w stanie na tym zarabiać.

Opcje PUT i opcje CALL

Teraz opowiemy sobie o dwóch najpopularniejszych rodzajach opcji na rynkach finansowych. Opowiemy sobie o nich ogólnie, aby wyjaśnić Ci mechanizm ich działania i pokazać ewentualne obszary ich wykorzystania. Pominiemy jednak wiele szczegółów, których znajomość będzie konieczna, jeśli będziesz chciał efektywnie korzystać z tego instrumentu finansowego. Na końcu artykułu znajdziesz sekcję z materiałami, które pomogą Ci wejść głębiej w temat i zrozumieć te detale.

Opcje PUT

Wróćmy do naszej polisy ubezpieczeniowej. Tak naprawdę jest to obudowana opcja PUT. Ten rodzaj opcji pozwala nabywcy opcji sprzedać dany instrument finansowy po z góry określonej cenie. Mając na to z góry ustalony czas. Co jest ważne: jako nabywca tej opcji mamy prawo do odsprzedaży po tej z góry określonej cenie. Jak zechcemy, to możemy, ale nie musimy z niego korzystać. Ale jeśli zechcemy to wystawca opcji ma obowiązek dokonania od nas tego zakupu. Za to prawo płacimy “składkę”, którą jest cena zakupu opcji. Jej wysokość zależy od instrumentu finansowego którego dotyczy oraz długości czasu, przez który opcja jest ważna. Co ważne, opcje są płynnym instrumentem finansowym. Możemy naszą opcję, nasze prawo z niej wynikające, odsprzedać na rynku.

Do czego możemy więc wykorzystywać opcję PUT? Jako zabezpieczenie się przed spadkami. Przykłady wykorzystania:

Hossa na rynku krypto. Osiągamy kolejne szczyty. Chcielibyśmy sprzedać, ale może jeszcze urośnie. Więc kupujemy sobie opcję PUT na obecnych poziomach cenowych. Jeśli będa dalsze wzrostu, to po prostu z niej nie skorzystamy. Jeśli jednak potem nastąpi korekta bądź załamanie rynku, to my sobie zawczasu zamroziliśmy cenę i sprzedajemy walor na szczycie sprzed tygodnia. W obu przypadkach płacimy za to cenę w postaci kosztu zakupu opcji.

Opcja CALL

Tak jak nabycie opcji PUT daje nam prawo do sprzedaży waloru po określonej cenie, tak opcja CALL zamraża dla nas cenę zakupu. Czyli na czas ważności opcji możemy kupić określony walor po danej cenie. Możemy z tego prawa skorzystać bądź nie. W zależności od tego, czy będzie to dla nas opłacalne. Jeśli jednak zechcemy skorzystać z tego prawa, to wystawiający opcję ma obowiązek sprzedaży nam waloru po tej cenie. Podobniej jak w opcji PUT za to prawo musimy zapłacić pewną ceną nabycia opcji. I znowu, zależy ona od instrumentu którego dotyczy oraz okresu jej ważności. Opcje CALL są również płynne i możemy nasze prawa z nich wynikające odsprzedać na rynku.

Do czego możemy wykorzystać opcje CALL? Do zabezpieczenia się przed wzrostami. Przejdźmy do przykładu wykorzystania:

Znowu mamy hossę na krypto, ale tym razem nasz Bitcoin jest w korekcie. Dzięki poprzedniemu przykładowi i wykorzystaniu opcji PUT udało się nam sprzedać na górce. Teraz polujemy na dołek, aby się z powrotem wkupić. Wydaje nam się, że ten dołek już mamy. Ale pewności nie ma. A co jeśli to nie jest korekta, tylko odwrócenie trendu? W tym przypadku zamiast kupować Bitcoina możemy nabyć opcję CALL na niego po obecnej cenie. Jak korekta okaże się tylko korektą i cena pójdzie w górę, to dokonamy zakupu po cenie z dołka. Jeśli to jednak było odwrócenie trendu i Bitcoin dalej spada, to nie korzystamy z naszego prawa do zakupu. W obu przypadkach ponosimy koszt zakupu opcji. W przypadku pozytywnego scenariusza ten koszt zmniejsza nam zysk. W przypadku negatywnego jest maksymalnym pułapem naszych strat.

Wystawianie, sprzedawanie opcji

W powyższych akapitach opisaliśmy opcje CALL i PUT z perspektywy ich nabywcy. Tak jak byśmy opisali polisą ubezpieczeniową z perspektywy osoby korzystające z ubezpieczenia. Ale jest jeszcze perspektywa firmy ubezpieczeniowej. I tak samo jest również perspektywa osób wystawiających i sprzedających opcje.

Ta strona ma obowiązek zrealizować prawa posiadacza nabywcy opcji, jeśli wyrazi on taką chęć. Czyli jeśli posiadanie opcji PUT daje nam PRAWO do sprzedaży waloru po określonej cenie, to wystawca ma OBOWIĄZEK dokonania od posiadacza zakupu po tej cenie, jeśli zechce on skorzystać z przysługującego mu prawa.

Wystawca bierze na siebie ten obowiązek otrzymuje natychmiastowy przychód, w postaci ceny opcji (premium), którą musi zapłacić nabywca. Odwołując się do naszej analogii ubezpieczeniowej, jest to nasza składka ubezpieczeniowa. Jest ona natychmiastowym przychodem wystawcy opcji. Jeśli chcemy zarabiać na wystawianiu opcji, to musimy zadbać o to, aby statystycznie rzadko nasz obowiązek opcyjny był na nas egzekwowany. Czyli aby nie dochodziło do wydarzeń, kiedy skorzystanie z prawa zapisanego w opcjach było dla ich posiadacza opłacalne. Drugie podejście zakłada, że scenariusz zrealizowania przez posiadacza prawa wynikającego z opcji i tak będzie dla nas opłacalny ekonomicznie. A premium będzie tutaj dla nas dodatkowym zyskiem.

O ile samo korzystanie z opcji nie jest kwestią banalną, to już zarabianie na ich wystawianiu jest naprawdę skomplikowane i ryzykowne. Możemy się tutaj nabawić naprawdę poważnych strat. Dlatego wejście w ten segment wymaga nie tylko bardzo dobrej znajomości działania mechanizmów opcji, ale też rynku, którego one dotyczą. 

Opcje binarne

Opcje binarne to rodzaj opcji, których mechanizm działania przypomina zakłady bukmacherskie. Przedmiotem takich opcji jest zawsze cena określonego instrumentu w określonym czasie. Dla przykładu możemy mieć opcje następujące opcje binarne:

  • 22 grudnia 2020 roku cena Bitcoina będzie wynosić ponad 20 000 USD
  • 15 października 2020 roku dolar będzie wart więcej niż euro

Jak widzimy, opcje te mogą być rozwiązane tylko na dwa sposoby. Albo tezy w nich postawione będą prawdziwe w czasie ich rozwiązania (daty podane w przykładach), albo nie. Stąd też ‘binarna’ nazwa tych opcji. 

Rynek opcji binarnych zazwyczaj składa się z trzech etapów:

  1. Licytacja (ang. bidding) – chętni do uczestnictwa przyjmują swoje pozycje na rynku. Pozycje mam dwie. Długa (ang. long), która zakłada, że rynek zostanie rozwiązany na tak (ceny Bitcoina będzie wynosić ponad 20k USD 22 grudnia 2020). Bądź krótką (ang. short), która zakłada, że rynek zostanie rozwiązany na nie (cena Bitcoina 22 grudnia 2020 nie będzie powyżej 20k USD.
  2. Handel (ang. trading) – wraz z zakończeniem poprzedniej fazy dowiadujemy się jakie potencjalne zyski otrzymają obydwie strony. Pula kapitału przegranej strony jest dzielona proporcjonalnie wśród tych, których obstawili wygrany wynik. Dla przykładu, jeśli suma obydwu rynków to 100 dolarów, z czego pozycja długa to 20 dolarów, a krótka to 80 dolarów. To jeśli rynek skończy się rozwiązaniem pozytywnym, to każdy posiadacza pozycji długiej zyska 4 dolary (80/20) na każdego swojego postawionego dolara. Z drugiej strony jeśli wygra pozycja krótka, to tam nagroda na każdego zainwestowanego dolara będzie wynosić 25 centów (20/80). W fazie tradingu te proporcje nie mogą się już zmienić, ale uczestnicy mogą handlować swoimi pozycjami.
  3. Rozwiązanie (ang. maturity) – wraz z upływem daty ważności opcji poznajemy jej finalny rezultat. 23 grudnia 2020 roku wiemy ile kosztował Bitcoina dzień wcześniej. Rozwiązujemy więc rynek i wypłacamy nagrody dla posiadaczy wygranej pozycji.

To jest oczywiście uproszczony, ogólny schemat działania opcji binarnych. W zależności od wykorzystywanej platformy dostępne tam opcje binarne mogą się różnić w mechanizmie swojego działania.

Opcje w DeFi

Kiedy przyjrzymy się mechanizmom działania poszczególnych opcji, to widzimy, że nie ma tam jakiegoś rocket science. Sam mechanizm jest dość prosty i może być łatwo zautomatyzowany przy pomocy systemów informatycznych. Reguły są dość proste i z góry znane, więc do ich egzekwowania nadawać by się pewnie mogły smart contracty.  Nic dziwnego, że wraz z rozkwitem trendu decentralized finance powstają też kolejne protokoły i rozwiązania, które umożliwiają wykorzystanie opcji w zdecentralizowany, otwarty i nie wymagający zaufania sposób. Oto kilka projektów prezentujących rozwiązania z tego obszaru:

  Szerzej o tych projektach opowiemy sobie podczas webinaru na temat opcji w zdecentralizowanych finansach. Możesz się na niego zapisać tutaj.

Dalsza edukacja na temat opcji 

Na tych kilku stronach ledwo musneliśmy językiem czubek wierzchołka góry lodowej, jaką jest temat opcji na rynkach finansowych. Jeśli to zagadnienie wydaje Ci się być interesujące, to poniżej znajdziesz listę materiałów pomocnych w dalszym budowaniu wiedzy:

Ostatnie tygodnie stoją w krypto pod znakiem DeFi. Niektórzy porównują ten trend do bańki na ICO sprzed trzech lat. Moim prywatnym zdaniem do bańki to mamy jeszcze bardzo daleko. Kapitalizacja wszystkich projektów DeFi razem wziętych jest cały czas niższa niż kapitalizacja takiego gównocoina jak Bitcoin Cash. Jak będziemy na szczycie bańki, to co najmniej kilka DeFiowych projektów przebije BCH swoja kapitalizacją. Tak więcej pytanie czy warto inwestować w ten trend mamy już zamknięte. Pytanie jakie pozostaje otwarte brzmi: które projekty wybrać?

I to jest pytanie, które nurtuje wielu z nas. Wszedłbym w coś DeFiowego, ale nie wiem w co. Miałeś takie myśli w głowie? A co jeśli bym Ci powiedział, że nie musisz wybierać. Że możesz po prostu zainwestować w DeFi całościowo jako trend?

Właśnie takie rozwiązanie otwiera przed nami Synthetix Network (nomen omen jeden z liderów trendu DeFi). Od dłuższego czasu jest tam dostępny token indeksu sDeFi, który ostatnio zyskał nową odsłonę. Zacznijmy jednak po kolei od odpowiedzi na następujące pytania:

Czym są indeksy?

Indeksy są dobrze znane uczestnikom tradycyjnych rynków akcji. Są one narzędziem statystycznym pokazującym w jaki sposób zmieniają się ceny w danej grupie walorów. Za ich pomocą obrazuje się koniunkturę na poszczególnych rynkach i sektorach gospodarki. Są one na tyle popularne, że weszły do powszechnej świadomości. Konia z rzędem temu, kto nie słyszał nigdy wzmianek o takich indeksach jak SP500, NASDAQ, DAX czy polski WIG20.

Czym jest więc taki indeks giełdowy. Jest to grupa walorów, które tworzą dany indeks, wraz z ich wagą. Waga określa wpływ zmiany ceny danego waloru na wartość indeksu. Rozpatrzmy to na przykładzie indeksu największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych – WIG20. Jak sama nazwa wskazuje, składa się on z 20 spółek. Gdyby nie miały one przyporządkowane wag, to każda z nich wpływałaby na wartość indeksu w pięciu procentach (100 procent podzielona na 20 spółek znajdujących się w indeksie). Wtedy 20 procentowy wzrost na jednej z nich wywoływałby wzrost wartości indeksu o 1 procent. Jednakże każda ze spółek ma do siebie przypisaną wagę, z jaką wpływa na wartość indeksu. Na wartość wagi danego podmiotu wpływ może mieć wiele czynników. M.in. wielkość spółki czy jej branża. Tak więc każda ze spółek zawartych w indeksie ma swoją wagę. Suma wag wszystkich spółek wynosi 100 procent. Jeśli jakaś spółka ma wagę 10 procent, to wtedy zmiana ceny jej waloru o 20 procent przełoży się na zmianę wartości indeksy o 2 procent. Z kolej waga spółki o wartości 1 procenta sprawi, że zmiana jej ceny o 20 procent spowoduje zmianę wartości indeksu o 0,2 procenta.

Na końcu naszych rozważań o indeksach giełdowych mała ciekawostka. Zazwyczaj jak spojrzymy na długoterminowy wykres dowolnego indeksu giełdowego, to widzimy, że według nich rynki długoterminowo niemal zawsze zyskują na wartości. Uwaga, jest to iluzja. Ponieważ co jakiś czas indeksy są rebalansowane. Zmienia się ich skład oraz wagi poszczególnych podmiotów. Zmiana ta odbywa się zazwyczaj zgodnie ze prostym schematem. Spółki w słabszej sytuacji, z gorszymi wynikami tracą na znaczeniu czy wręcz są usuwane z indeksów. Ich miejsce zajmują zajmują dynamicznie rosnące nowe podmioty. Dla przykładu ostatnia zmiana w składzie indeksu WIG20 miała miejsce w marcu 2018 roku. W jej wyniku z indeksu została usunięta spółka Asseco Poland, a jej miejsce zajął dobrze nam wszystkim znany CD Projekt. Od tego czasu walory Asseco podrożały o około 40 procent. Podczas gdy CD Project wzrósł o około 400 procent. Gdyby indeks był zachowany w dawnym składzie, jego wynik z pewnością wyglądałby słabiej. 

Zadanie domowe. Znajdź skład indeksu giełdowego WIG20 z 2000 roku. 

Zadanie podstawowe. Porównaj obecny skład indeksu do tego z 2000 roku. Ile spółek z tamtego okresu jeszcze znajduje się w indeksie? 

Zadanie dodatkowe na szóstkę. Wylicz obecną wartość indeksu WIG20 dla składu z 2000 roku . Jak ona wygląda na tle obecnej wartości indeksu? 

Na rozwiązania pracy domowej czekam w komentarzach.

Czym jest indeks sDeFi?

W powyższej definicji indeksów giełdowych nie wspomnieliśmy o jednej rzeczy. Indeksy to syntetyczne instrumenty finansowe. Jest to bardzo ważne teraz, w momencie gdy przechodzimy do głównego bohatera dzisiejszego artykułu – indeksu sDeFi. Ponieważ pierwsza litera indeksu (s) jest właśnie skrótem od angielskiego tłumaczenia słowa syntetyczny. A sam indeks ma formę tokenu tworzonego i obracanego w ramach projektu Synthetix Network. Jest to jeden z wiodących filarów trendu DeFi, którego celem jest przeniesienie na blockchain najważniejszych elementów świata finansów. Zarównego tego tradycyjnego, jak i tego związanego z kryptowalutami i technologią blockchain. W tym momencie nie będę skupiał się ani na definicji syntetycznych instrumentów finansowych, ani na ogólnych zasadach funkcjonowania projektu Synthetix. Jeśli nie są one Ci jeszcze znane, to odsyłam się do dogłębnego raportu na temat Synthetix Network oraz do zapisu z webinaru na temat tego projektu. Skupimy się na samym indeksie sDeFi.

Jest to token ERC-20 (domyślny standard tokenów na Ethereum). Jest on notowany na giełdzie Synthetix Exchange, a na jego cenę składa się cena tokenów projektów związanych z trendem DeFi. Każdy z projektów znajdujących się w tym indeksie ma również przypisaną wagę, z jaką wpływa na wartość indeksu. Tutaj mamy dokładnie ten sam mechanizm, który omówiliśmy wcześniej na przykładzie wag spółek w indeksie giełdowym WIG20.

Obecny skład indeksu sDeFi (wraz z wagami) wygląda następująco:

Nazwa tokenuTicker tokenuWaga
CompoundCOMP20,5%
MakerMKR15%
Kyber NetworkKNC11,8%
Synthetix NetworkSNX10,2%
0xZRX9,7%
AugurREP7,2%
AAVELEND6,7%
RENREN5%
UMAUMA4,2%
LoopringLRC3,8%
BancorBNT3,4%
BalancerBAL2,5%

Wspominam o obecnym składzie, ponieważ tak samo jak w przypadku omawianych wcześniej indeksów giełdowych, również i tutaj mamy do czynienia z rebalansami. Pierwszy z nich miał miejsce parę tygodni temu i w jego wyniku w zestawieniu znalazły się tokeny LEND, UMA, COMP oraz BAL

Taki rebalance ogłaszany jest parę tygodni wcześniej. Jak się komuś zmiany nie podobają, to może sprzedać posiadane przez siebie tokeny indeksu. Następnie stary token konwertowany jest automatycznie na nowy. Tzn. użytkownik cały czas posiada ten sam token w portfelu, ale na jego cenę na giełdzie Synthetix.Exchange wpływają już tokeny po rebalansowaniu.

Tak więc indeks sDeFi jest uproszczoną drogą do zainwestowania w ten trend. Nie muszę wybierać projektów, kupuję koszyk na który składa się kilkanaście z nich. Są to raczej już projekty o ugruntowanej pozycji. Wszystkie z nich znajdują się już w top100 market capu. Jest to więc dobre narzędzie do zarabiania na kontynuacji trendu. Ale nie zawiera ono w sobie potencjalnych nowych perełek o obecnej kapitalizacji kilku czy kilkunastu milionów dolarów.

Jak wejść w posiadanie tokenu sDeFi?

Tak jak już wspomniałem tokenami indeksu sDeFi możemy handlować na giełdzie Synthetix.Exchange. Jest to giełda na której możliwy jest handel pomiędzy wszystkimi syntetykami stworzonymi w ramach protokołu Synthetix Network. Co jest bardzo ważne, możliwy tam jest handel tylko pomiędzy tymi syntetykami. Żadne inne tokeny nie są obsługiwane. Dzięki takiemu modelowi działania giełdy możliwy jest tam handel dowolnymi wolumenami syntetyków bez powodowania chwilowego odchylenia cenowego. Szerzej ten mechanizm został omówiony w wspomnianym już wcześniej raporcie na temat Synthetix Network.

No dobra, na tej giełdzie można handlować tylko syntetykami do syntetyków. A my nie mam żadnego takiego syntetyku. To jak do diaska mamy kupić ten sDeFi?

Już tłumaczę.

Istnieją trzy syntetyki, które notowane są też na innych giełdach i protokołach DeFi (np. Uniswap czy 1inch). Musimy więc nabyć jeden z takich wejściowych syntetyków i potem za jego pośrednictwem dokonać zakupu tokenu sDeFi.

Te trzy syntetyki dostępne także poza giełdą Synthetix to:

  • Syntetyczny dolar (sUSD)
  • Syntetyczny Ether (sETH) 
  • Syntetyczny Bitcoin (sBTC)

Wybierz sobie jeden z nich i dokonaj zakupu. Tu masz instrukcję jak korzystać z Uniswap, a tutaj jak korzystać z 1inch.exchange. Potem z nabytym tokenem zjawiasz się na giełdzie Synthetix.Exchange, gdzie znajdujesz parę sDeFi do posiadanego przez Ciebie syntetyka i dokonujesz transakcji. 

Jak będziesz wychodził z tej inwestycji, to będzie to analogiczny proces. Najpierw będziesz musiał wyjść do jednego z tych trzech syntetyków. Dopiero potem będziesz mógł przejść do innych coinów spoza rodziny Synthetix. 

Cały proces nabywania tokenu sDeFi, począwszy od zakupu syntetycznego dolara (sUSD) przeprowadziliśmy podczas webinaru na temat Synthetix Network. Tam możesz zobaczyć krok po kroku jak to wygląda.

A czy da się shortować ten indeks i ten cały DeFi?

Tak, zdecydowanie tak. Indeks ten ma również token odwróconej pozycji (ang. inverted) iDeFi.  Jego skład jest taki samo jak sDeFi, tylko że zmiany cen zawartych w nim tokenów wpływają na zmianę wartości indeksu z przeciwnym znakiem. Czyli gdy tokeny zyskują na wartości, to cena indeksu spada. I analogicznie, jak projekty zawarte w indeksie tracą na wartości, to cena indeksu rośnie. Więc jak ktoś jest zainteresowany, to mamy idealne narzędzie do shortowania trendu DeFi.

Przy tokenach odwróconych (z przedrostkiem i) musimy pamiętać, że mają one limity cenowe po których się poruszają. Jeśli limit ten zostanie przekroczony, to dany token wygasa. Zostanie on potem zdeployowany ponownie z nowymi limitami, a posiadacze jego starej wersji dostaną syntetyczne dolary sUSD w ilości zgodniej z kursem w momencie wygaśnięcia kontraktu.

Skąd się wzięły te limity? Są one potrzebne, ponieważ tokeny pozycji odwróconych mogłyby spadać do wartości poniżej zera. Jeśli token źródłowy  wzrósłby o ponad 100 procent, to znaczy, że jego odwrócenia wersja musiałaby osiągnąć cenę ujemną. Co jest nie do przyjęcia, stąd granica, przy której token wygasa. Po wygaśnięciu jest on zamrożony i jest uruchamiana jego nowa wersja. Z nowymi limitami. Osoby, które nadal posiadały stare tokeny w momencie startu nowej dostają równowartość swoich tokenów z momentu ich wygaśnięcia. Ta równowartość jest wypłacana w syntetycznym dolarze sUSD.

Jeszcze trzy ciekawe indeksy na Synthetix

Oprócz indeksu trendu DeFi na platformie Synthetix mamy jeszcze jeden indeks kryptowalutowy. Oraz dwa tradycyjne indeksy giełdowe z tradycyjnego świata finansów.

Indeks tokenów zcentralizowanych giełd kryptowalutowych – sCEX

Jest to indeks w którym inwestujesz w trend związany ze zcentralizowanymi giełdami i ich tokenami. Idea jest dokładnie taka sama jak w przypadku sDeFi, z tymże w koszyku naszego indeksu mamy coin popularnych, zcentralizowanych giełd krypto. Oto aktualny skład tego koszyka:

Nazwa tokenuTicker tokenuWaga
BinanceBNB29,15%
Crypto.comCRO24,30%
OKexOKB16,97%
BitfinexLEO13,42%
HuobiHT11,73%
FTXFTX3,56%
KuCoinKCS0,87%

Indeks ten ma także swoją odwróconą wersję, do rozgrywania pozycji krótkich na tym trendzie – iCEX.

Dwa tradycyjne indeksy giełdowe

W systemie mamy też dwa tradycyjne indeksy giełdowe. Jest to pierwszy krok Synthetix w stronę stworzenia globalnego rynku akcji opartego o syntetyczne instrumenty pochodne. Do którego będzie miał dostęp każdy. Bez potrzeby rejestracji i przechodzenia procedury KYC. Spodziewam się, że w niedalekiej przyszłości dołączą tutaj kolejne indeksy czy akcje największych i najpopularniejszych spółek z całego świata.

W tej chwili mamy możliwość zainwestowania w londyński indeks FTSE 100 (sFTSE) oraz tokijski Nikkei 225 (sNIKKEI). 

W tym miejscu musimy pochylić się nad wartością tych indeksów. Indeksy giełdowe zazwyczaj są podawane w postaci samej wartości liczbowej, punktowej. Jednak na ich wartość mają wpływ ceny akcji poszczególnych spółek, które są wyrażane w określonej walucie. Dla indeksu Nikkei będzie to japoński jen a dla FTSE brytyjski funt. Jednak sam indeks nie jest już wyrażany w żadnej walucie, lecz po prostu w wartości punktowej. Dlaczego? Bo indeks jest wartością statystyczną i nie można kupi jego jednej jednostki, akcji bądź tokenu. Oh wait, na Synthetix można. Jak więc rozwiązano ten problem? Wszystkie giełdowe syntetyczne indeksy mają dokładnie taką samą wartość liczbową jak indeksy wzorcowe, ale są one wyrażane w dolarach. WAŻNE do wartość indeksu jest doklejana jednostka USD, nie są one konwertowane na dolary z waluty używanej w notowaniach danej giełdy. Dla przykładu, jeśli obecna wartość indeksu FTSE 100 wynosi 6280,12 punktów, to jeden token sFTSE będzie kosztował 6280,12 dolarów (a dokładnie syntetycznych dolarów sUSD).

Syntetyki tradycyjnych giełdowych nie posiadają (na chwilę obecną) swoich odwróconych wersji, na których można by rozgrywać pozycje krótkie.

Poszerz swoją wiedzę o DeFi

Zdecentralizowane finanse to obecnie najsilniejszy trend w branży blockchain. To ten projektu napędzają ostatnie wzrosty na rynku kryptowalut. Chcesz się dowiedzieć więcej na ich temat? Poznać nowe opcje inwestowania i zarabiania? Zapisz się na darmowy kurs wprowadzający.

O projekcie Compound pisałem po raz pierwszy na jesieni 2019 roku. Dla przypomnienia, jest to platforma która za pomocą smart contractów zastępuje bank w jego podstawowej działalności. Z jednej strony mamy osoby z nadwyżką kapitału. Są one gotowe udostępnić go innym. W zamian za odsetki. Z drugiej strony mamy tych, którzy potrzebują pożyczyć kapitał. I są gotowi zapłacić od tego dodatkowe odsetki.

Od tysięcy lat pomiędzy tymi dwiema grupami znajduje się pośrednik. Gromadzi on kapitał od jednych i wypożycza go drugim. Zapewniając obu stronom płynność oraz dbając o bezpieczeństwo spłaty kredytu. Po drodze odcinając dla siebie należną prowizję. Pośrednikiem tym jest bank.

W Compound zamiast pośrednika mamy technologię. Smart contract odpowiada za zapewnienie płynności, wyliczenie odsetek według obowiązującego modelu oraz zabezpieczenie spłaty kredytu. Nie będę się powtarzał odnośnie tego, jak to dokładnie działa. Odsyłam po prostu do jesiennego artykułu na temat Compound.

Wtedy pisałem o Compound w kontekście ochrony swoich oszczędności przed inflacją i utratą wartości przez naszą rodzimą złotówkę. Mogłeś bowiem założyć sobie lokatę dolarową (w stablecoinie DAI) oprocentowaną między 6 a 8 procent rocznie. Oferta lepsza, niż w banku.

Od tego czasu sporo się zmieniło. Nominalne oprocentowanie teraz wynosi między 2 a 3 procent. Nie dużo. Ale nadal lepiej niż w bankach.

Ale w ostatnich tygodniach stało się coś, że oprocentowanie lokat dolarowych w DAI możemy mierzyć w skali kilkunastu procent rocznie. A jak trochę przy tym pomajstrujemy, to wyjdzie nam nawet kilkadziesiąt procent. Brzmi nierealnie i podejrzanie dużo. Przyjrzyjmy się więc z bliska o co chodzi i skąd biorą się tak dobre odsetki. 

Token COMP oraz yield farming

W czerwcu 2020 roku zaszły znaczące zmiany wokoło protokołu. O ile sam mechanizm umieszczenia środków na lokatach i brania pożyczek pozostał bez zmian, to zaszła duża zmiana, która znacząco zwiększyła opłacalność tych praktyk.

Compound wykonał wtedy znaczący krok zwiększający jego decentralizację. 

Już kilka miesięcy temu projekt stworzył token COMP oraz system, w którym głosując tym tokenem można decydować o parametrach protokołu. Te parametry decydują na przykład o tym jakie tokeny są akceptowane w protokole, jaki jest ich współczynnik zastawu czy model wyliczania odsetek.

W pierwszych miesiącach token był jedynie w posiadaniu twórców projektu, jego inwestorów oraz zaprzyjaźnionych projektów DeFi. Jednak od czerwca token ten rozdawany jest także wśród użytkowników protokołu. Codziennie wśród użytkowników protokołu dystrybuowane jest 2890 tokenów COMP.

Stopy zwrotu wynikające z dystrybucji tokenu COMP na różnych rynkach Compound 15 lipca 2020 roku

Obecnie (15 lipca 2020) ilość tokenów najpierw jest rozdzielana na poszczególne rynki. Rynek to lokaty i pożyczki w jednej kryptowalucie. Np. pożyczki i lokaty w DAI tworzą rynek DAI. Podział ten jest proporcjonalny do wartości pożyczek zaciągniętych w danym tokenie. Następnie pula danego rynku jest dzielona równo na dwa. Jedna część trafia do dostarczycieli płynności na lokatach danego coina. Druga do pożyczających daną monetę.

Zwróć uwagę, że podział jest równy, ale faworyzuje to zawsze biorących pożyczki. Zawsze kapitał wziętych pożyczek w danym tokenie będzie niższy niż suma lokat w tej samej monecie. A obie strony równania dostają taką samą ilość tokenów COMP. Tak więcej 1 ETH na lokacie, da nam mniej tokenów COMP niż 1 ETH wziętej pożyczki.

Ciekawym zjawiskiem jest obecna wycena tokenu COMP przez rynek. Na chwilę obecną to około 165 dolarów. Co przy obecnej ilości kapitału w systemie (ponad 1,7 mld dolarów) sprawia, że wartość otrzymywanych tokenów COMP jest większa niż odsetki naliczane przy pożyczkach. Czyli można powiedzieć, że zarabiamy na wzięciu pożyczki.

Ta sytuacja, oraz chęć zdobycia jak największej ilości tokenów COMP (czyli po prostu zarobienia jak najwięcej), spowodowały wystąpienie zjawiska znanego jako yield farming. Oznacza ono działania mające na celu zwiększanie efektywności zarobkowej naszego kapitału. Jeśli za umieszczenie środków na lokacie dostajemy tradycyjne odsetki oraz tokeny COMP o większej od nich wartości. Jeśli za pożyczkę płacimy odsetki, ale dostajemy za to tokeny COMP o wartości większej niż te odsetki. To dlaczego by nie umieszczać środków na lokacie. Następne wykorzystać je jako zastaw pod pożyczkę. Następnie pożyczkę zastawić na lokacie. By wziąć kolejną pożyczkę etc. Jest to proceder wykorzystywania dźwigni, w celu zmaksymalizowania wartości naszego kapitału w protokole. A tym samym zwiększenia puli tokenów COMP, które otrzymamy.

Musimy pamiętać o tym, że korzystanie z dźwigni na rynkach finansowych jest niebezpieczne. Wiąże się z tym ryzyko, że wartość naszego zastawu i pożyczki zmieni się na naszą niekorzyść. Wartość zastawu zmniejszy się w stosunku do wartości pożyczki. I jeśli osiągnie wartość progową (zależy ona od ustawień dla poszczególnych tokenów), to nasz zastaw zostanie upłynniony. Po cenie trochę poniżej rynkowej, aby odzyskać wartość pożyczki. Dzięki temu system zapewnia pewność jej pokrycia na rzecz właścicieli lokat.

To ryzyko możemy znacząco zminimalizować. Jeśli wykorzystamy stablecoina jako dźwignię dla drugiego stablecoina. Tak się akurat składa, że po zmianie zasad przydziału tokenu (zmiany te przegłosowali posiadacze tokenów COMP) najbardziej rentowne są lokaty i pożyczki w stablecoinach. Ze szczególnym uwzględnieniem wysokiej opłacalności lokaty w DAI. Tutaj z miejsca, bez żadnych fikołków masz kilka procent (na chwilę pisania tego tekstu ponad 2 procent) odsetek z samej lokaty. Plus około 10% wartości z dystrybucji dystrybucji COMP. Co daje nam odpowiednik lokaty bankowej oprocentowanej na kilkanaście procent.

Jeżeli dorzucimy tutaj dźwignię, w postaci pożyczania drugiego stablecoina USDC pod zastaw naszego DAI, aby potem zakupić za niego DAI, złożyć go na lokacie i wziąć kolejną pożyczkę, to z łatwością osiągniemy roczną stopę zwrotu o wartości kilkudziesięciu procent. 

[Powyższe dwa akapity dotyczą sytuacji rynkowej z 15 lipca 2020. Zanim zdecydujesz się na na jakiekolwiek działania sprawdź aktualne oprocentowania lokat i pożyczek oraz zwrot z inwestycji w postaci otrzymanych tokenów COMP]

Korzystając z takich praktyk należy pamiętać o ryzykach związanych z korzystania z dźwigni. Wprawdzie stablecoiny nie powinny się za bardzo różnic od siebie ceną, ale jakieś nadzwyczajne okoliczności rynkowe mogą wywołać taką sytuację.

Pamiętajmy też, że to oprocentowanie jest zmienne, a sytuacji jest dynamiczna. Atrakcyjna stopa wzrostu przyciąga nowy kapitał. Więc ta sama pula tokenów COMP trafia do większej ilości osób. Maleje więc indywidualna stopa zwrotu, Nie jest to więc rozwiązanie wrzuć i zapomnij. Należy systematycznie monitorować sytuację, bowiem siły rynkowe mogą z czasem znacząco zmniejszyć atrakcyjność oferty. Tak samo możliwe jest przegłosowanie zmiany zasad dystrybucji, które zmienią reguły gry.

UPDATE: Na przykład na chwilę obecną (16 sierpnia 2020) dużo bardziej opłacalne stało się zrobienie naszej dźwignie stable do stable w drugą stronę. Umieszczając USDC na lokacie i pożyczając DAI. Dlatego zanim przystąpisz do działań, sprawdź jaka jest aktualna sytuacja na rynku.

Poszerz swoją wiedzę o DeFi

Zdecentralizowane finanse to obecnie najsilniejszy trend w branży blockchain. To ten projektu napędzają ostatnie wzrosty na rynku kryptowalut. Chcesz się dowiedzieć więcej na ich temat? Poznać nowe opcje inwestowania i zarabiania? Zapisz się na darmowy kurs wprowadzający.

ETH2.0 jest jednym z najgłośniejszych tematów tego roku. Nic dziwnego, ma to być w końcu nowa odsłona drugiej najpopularniejszej, po Bitcoinie, kryptowaluty. Niekwestionowanego lidera jeśli chodzi o platformy do budowania zdecentralizowanych aplikacji opartych o smart contracty. W sieci pojawiło się sporo artykułów i filmów na ten temat. Jednak cały czas brakuje kompleksowego omówienia tego tematu w języku polskim. Ten tekst ma za zadanie pokryć tę lukę i dostarczyć Ci pełnego zrozumienia tego tematu.

Dlaczego potrzebujemy nowej wersji Ethereum?

Jeśli miałeś przyjemność korzystania z Ethereum w ostatnich tygodniach czy miesiącach to zapewne znasz odpowiedź.

Ethereum staje się coraz bardziej użyteczne. Inwazja stablecoinów oraz rozwój coraz to nowych projektów DeFi sprawiają, że sieć jest cały czas wykorzystywana na dość wysokim poziomie. Niezależnie od tego, co akurat dzieje się z ceną. Obecna przepustowość sieci jest mocno ograniczona. Jest to mniej więcej 20 transakcji na sekundę. Czyli z całej sieci Ethereum, w tym samym momencie, może korzystać maksymalnie około 20 osób.

Brzmi to co słabo, prawda. Wyobraźmy sobie, że w przypadku Facebooka bądź Instagrama tylko 20 osób mogłoby postować w tym samym momencie. Albo, że tylko 20 osób może dokonywać transakcji kartami płatniczymi w tej samej sekundzie. Są to sytuacje właściwie nie do wyobrażenia. Jeśli te sieci miałyby takie ograniczenia technologiczne, to nigdy nie stałyby się globalnymi liderami swoich rynków. Nie mogłyby być wykorzystywane przez setki milionów ludzi na całym świecie.

Ethereum również musi pozbyć się tych ograniczeń, jeśli kiedykolwiek ma być rozwiązaniem pozwalającym na tworzenie produktów, z których korzystają miliony użytkowników. Bo w przeciwnym razie, po prostu nie będzie w stanie ich obsłużyć. Tak więc główny cel ETH2.0 to stworzenie zdecentralizowanej platformy która będzie w stanie zapewnić obsługę milionów użytkowników. Tysięcy transakcji na sekundę. Tak, by stała się możliwa masowa adopcja rozwiązań opartych o Ethereum.

Inne sieci zapewniają już przepustowość tysięcy transakcji. Dlaczego dla Ethereum to takie trudne?

Zacznijmy od tego, co w blockchainie jest najważniejsze. Co sprawiło że Bitcoin, a potem inne sieci oparte o tą technologię, dostarczyły wartość, która wcześniej nie istniała?

Tą wartością jest wolność. Całkowita otwartość i niezależności sieci. Która jest odporna na jakąkolwiek formę kontroli czy manipulacji. Co sprawia, że na Bitcoinie, Ethereum i częsci innych kryptowalut możemy robić co tylko chcemy. Nikt nie jest w stanie nas kontrolować czy czegokolwiek nam zabronić. A nasze środki są naprawdę nasze. Żadna korporacja, żaden bank, żadne państwo nie jest w stanie położyć ręki na środkach, które trzymamy na blockchainie. Publicznym, zdecentralizowanym blockchainie.

Właśnie decentralizacja jest tą kluczową cechą, która sprawia, że Bitcoin czy Ethereum są tym czym są. Niezależnym, alternatywnym systemem, w którym każdy jest sobie kapitanem, statkiem, okrętem oraz rybom. Stracimy decentralizację i stracimy wszystko. Dostaniemy system, który na dobrą sprawę mógłby być zastąpiony PayPalem czy infrastrukturą internetową Amazona. Pod kontrolą korporacji oraz rządów. Zostaniemy wtedy z niczym.

Dlatego kluczowym elementem jest utrzymanie zdecentralizowanego charakteru sieci. Zapewnienie większej przepustowości sieci, bez troski o odpowiednią decentralizację, jest zadaniem trywialnym. Wystarczy zwiększyć rozmiar bloków i częstotliwość ich powstawania. Wtedy bez problemu będziemy przyjmować tysiące transakcji. Oddajmy proces tworzenia bloków pod pieczę kilkunastu bądź kilkudziesięciu organizacji, które będą w stanie zapewnić odpowiednie zasoby technologiczne do szybkiego przesyłu oraz składowania ogromnej ilości danych. I po problemie, mamy skalowalny blockchain, który jest w stanie obsłużyć tysiące transakcji na sekundę.

No nie do końca. Jak pokazują doświadczenia systemów opartych o podobne schematy (np. Delegated Proof of Stake) podmioty utrzymujące taką sieć są w stanie zbyt łatwo dogadać się między sobą i skorumpować całą sieć. Złamać jej reguły po to, aby zadbać o własny interes.

Ethereum chce być skalowalne i jednocześnie zdecentralizowane. Chce, aby w procesie powstawania bloków brały udział dziesiątki tysięcy komputerów (walidatorów). Wymaga to innego podejścia do architektury sieci. Zwiększenie bloku się nie sprawdzi. Utrzymanie maszyny do walidacji będzie bardzo drogie a wymiana danych czasochłonna. Stąd sharding w ETH2.0.  Dla samego startu migracji do ETH2.0 system będzie wymagał zgłoszenia się co najmniej 16 tysięcy osób gotowych do zostania walidatorami. A każda z nich będzie musiała zastakować (zastawić) 32 ETH. Właśnie synchronizacja danych pomiędzy taką ilością użytkowników jest ogromnym wyzwaniem technologicznym.

Czym jest w końcu to ETH2.0?

Jest to nowa sieć blockchain oparta o nową architekturę. Jej podstawą jest mechanizm konsensusu znany jako Proof of Stake. W skrócie polega on na tym, że w walidacji nowych bloków może brać udział każdy, kto zamrozi pewną ilość coinów. W naszym przypadku będzie to 32 ETH. Jeśli wykonujemy poprawnie (czyli tak jak większość sieci) walidacje, to w nagrodę otrzymujemy nowoutworzone coiny. Jeśli jednak z jakich sposób nie wykonasz walidacji bądź wykonasz ją niewłaściwie (spróbujesz zrobić wałek), to zostaniesz ukarany odebraniem części z zamrożonej przez Ciebie kwoty.

Drugim fundamentem architektury ETH2.0 jest sharding. W uproszczeniu oznacza on podzielenie blockchaina na kawałki. W obecnej wersji Ethereum mamy cały blockchain w jednym kawałku. Oznacza to, że każdy uczestnik sieci musi zarówno przechowywać wszystkie dane zgromadzone do tej pory (wszystkie powstałe do tej pory bloki) jak i wykonywać wszystkie transakcje dokonywane w sieci. Jeśli mielibyśmy przetwarzającą tysiąc transakcji na sekundę, to każdy komputer walidujący tą sieć musiałby przetworzyć ten tysiąc transakcji w ciągu sekundy. Co wymagałoby naprawdę solidnej maszyny. A właściwie farmy serwerów. Co sprawiłoby, że stałoby się to poza zasięgiem nie tylko przeciętnego Kowalskiego, ale także większości małej i średniej wielkości podmiotów z branży krypto. Do tego taka ilość transakcji to ogromna ilość danych. Które po pierwsze trzeba szybko i sprawnie rozesłać po sieci podczas procesu walidacji. Po drugie, trzeba je także potem przechowywać. Co po raz kolejny jest wyzwaniem technologicznym i ekonomicznym dla uczestników sieci. Co sprawia, że ograniczona liczba użytkowników będzie partycypować w procesie walidacji i utrzymywania sieci. Co ułatwia nielicznym, którzy to robią, dogadanie się i przejęcia kontroli nad siecią. Złamania jej otwartego, odpornego na cenzurę, zdecentralizowanego charakteru.

Duży blok transakcyjny można pociąć na kawałki. Tworząc tak zwane shardy.

Dlatego, aby nie narzucać na walidatorów i użytkowników wysokich wymagań technologicznych i ekonomicznych, Ethereum zdecydowało się pociąć swój nowy łańcuch na kawałki. Każdy taki kawałek nazywany jest właśnie shardem. Wtedy przechowujemy tylko dane z naszego sharda. Co z powodzeniem może robić każdy nawet na domowej maszynie.  Walidatorzy też w danym momencie sprawdzają i wykonują transakcje z danego sharda.

Dzięki zastosowaniu tych rozwiązań możliwe stanie się wykonywanie tysięcy transakcji na sekundę. 

Jak wygląda droga do ETH2.0?

Druga wersja Ethereum nie powstanie z dnia na dzień. Nie będzie tak, że mamy obecny łańcuch Ethereum i nagle pewnego dnia zostanie on zastąpiony nową wersją. Powstawanie ETH2.0 to długotrwały i złożony proces. Podczas trwania którego nowo powstała sieć będzie przez długi współistnieć z obecnym łańcuchem. Rozwój sieci będzie składać się z następujących faz.

Faza 0: Uruchomienie Proof of Stake

Planowany na ten rok pierwszy etap migracji. Jego najważniejszym elementem jest uruchomienie głównego łańcucha przyszłej sieci ETH2.0. Łańcuch ten nazywany jest beacon chainem i w przyszłości będzie odpowiadał ze zapewnianie bezpieczeństwo oraz synchronizację danych pomiędzy poszczególnymi shardami sieci. Na łańcuchu tym będzie wprowadzony mechanizm konsensusu oparty o Proof of Stake. Walidacja sieci będzie odbywać się przez osoby, które zastawiły 32 ETH w systemie. W zamian za tą pracę będą otrzymywać wynagrodzenie w postaci nowopowstających monet ETH. Kluczowym elementem jest to, aby system był w stanie działać i synchronizować swoją pracę, gdy będziemy mieli do czynienia z dziesiątkami tysięcy walidatorów.

Jest to pierwsza faza migracji, ale nie bez powodu nazywa się ona fazą zerową. A to dlatego, że podczas jej trwania, sieć nie będzie w stanie robić niczego innego, poza utrzymywaniem konsensusu. Będzie można tylko zastakować monety (przenosząc je z obecnego łańcucha), wykonywać pracę walidatora i otrzymywać za to nagrodę. Nic więcej nie będzie można robić. Nie będzie nawet działających transakcji. Świadomość tego faktu jest bardzo ważna podczas podejmowania decyzji o ewentualnym stakowaniu swoich coinów. Ponieważ w domyślnym scenariuszu coiny które umieścimy w ETH2.0 będą tam uwięzione na kilka bądź kilkanaście miesięcy (najprawdopodobniej do fazy drugiej). Będziesz zarabiał na nich nowe coiny. Ale nie będziesz mógł ich przenieść w miejsce, gdzie zwrot z inwestycji byłby większy (np. emisja DAI czy lokata Compound). Ani sprzedać ich na giełdzie, gdy cena osiągnie zadowalający Cię poziom. Na szczęście pojawiają się rozwiązania pozwalające zachować płynność na ETH, które będziemy wykorzystywać do stakowania. Więcej na ich temat mówiliśmy podczas webinaru o Ethereum 2.0.

Faza 1: Sharding

W fazie zerowej utrzymywaliśmy konsensus tylko dla głównego łańcucha. Beacon chaina. W fazie pierwszej zostanie do tego dodania funkcjonalność shardów. Kluczowym aspektem będzie losowe przydzielanie walidatorów do obsługi poszczególnych shardów. Minimalna ilość walidatorów w systemie ETH2.0 będzie wynosić 16 tysięcy. Z tej liczby część z nich będzie przydzielana do obsługi beacon chaina, a część do obsługi poszczególnych shardów. Przydział ten będzie losowy i tylko na pewien krótki czas. Po to, aby walidatorzy w obrębie danego sharda nie zdołali się ze sobą skomunikować i dogadać odnośnie ewentualnych przekrętów. Co byłoby pewnie możliwe jeśli przydział byłby nielosowy i na długi okres czasu. Bowiem nad danym shardem, w danym momencie, opiekę sprawować będzie kilkuset walidatorów. 

W tym momencie ETH2.0 cały czas będzie niefunkcjonalne. Dalej nie możemy przeprowadzać transakcji i uruchamiać smart contractów.  ETH wykorzystywane do stakowania nie mogą ani wrócić na obecny łańcuch Ethereum, ani nie mogą zostać sprzedane na giełdzie.

Faza 2: Uruchomienie smart contractów i pełnej funkcjonalności

Etap podczas którego wydarzą się dwie bardzo ważne rzeczy.

Po pierwsze na poszczególnych shardach zostaną uruchomione funkcjonalności dobrze znane z dzisiejszego łańcucha Ethereum. Będziemy mogli realizować transakcje i przeprowadzać interakcje ze smart contractami. System ma oferować funkcjonalność zbliżona do obecnej, ale ze zdecydowanie większą przepustowością.

Po drugie, obecny łańcuch Ethereum ma zostać włączony do sieci ETH2.0 jako jeden z shardów. Od tego momentu będziemy możliwy obustronny transfer środków pomiędzy obydwiema sieciami. A właście to obecne Ethereum stanie się częścią sieci ETH2.0. Najprawdopodobniej wcześniej będzie musiało przejść hard fork, który zmieni mechanizm konsensusu na Proof of Stake.

Na temat tego etapu mamy na chwilę obecną najmniej informacji. Czeka nas jeszcze wiele godzin researchu oraz ciężkiej pracy setek programistów, zanim ta faza ujrzy światło dzienne. IMHO nie należy się jej spodziewać wcześniej, niż za kilkanaście miesięcy.

Jak będzie działał sharding w ETH2.0?

Shardy to oddzielne łańcuchy, wysyłające co blok informację o swoim stanie do łańcucha głównego. Dzięki temu łańcuch główny jest gwarantem stałości danych zapisanych w shardach.

Sharding to w dużym uproszczeniu podzielenie blockchaina na kawałki. Myślę, że możemy to porównać do podziału Polski na województwa. 

Początkowo ETH2.0 ma składać się z 64 shardów (województw). Potem system ma pozwalać na tworzenie i dodawanie nowych.

Każdy z shardów to odrębna podsieć. Ma on przydzielonych walidatorów do sprawdzania i zatwierdzania transakcji. Są oni wybierani losowo z ogólnej puli walidatorów ETH2.0. Przydział taki trwa tylko kilka minut, po czym walidatorzy przydzielani się do innego sharda. Ma to zapobiec ich ewentualnym zmowom wymierzonym w bezpieczeństwo sieci.

Przejdźmy teraz do tego, jak będą wyglądać transakcje w shardzie. Jeśli transakcja odbywa się pomiędzy adresami znajdującymi się w tym samym shardzie to sprawa jest mega prosta. Jest ona realizowana analogicznie do transakcji w obecnym łańcuchu Ethereum. Jest ona sprawdzana i wykonywana przez wszystkich aktualnych walidatorów sharda. Jeśli jest ona poprawna, to po walidacji i wykonaniu jest zapisywana w łańcuchu danego sharda.

Sprawa jest bardziej skomplikowana, jeśli chcemy przeprowadzić transakcję pomiędzy adresami znajdującymi się w odrębnych shardach. Tutaj najpierw źródłowy shard musi zwalidować i wykonać transakcję po swojej stronie. Następnie przekazują ją do beacon chaina (o nim za chwilkę), który przekierowuje ją do docelowego sharda. Ten znowu musi je zwalidować i wykonać. Po czym informacja o statusie transakcji, za pośrednictwem beacon chaina, przekazywana jest do sharda źródłowego. Jest to złożony proces, którego efektywna implementacja jest bardzo ambitnym wyzwaniem. Dla nas najważniejsze jest to, aby zrozumieć że transakcje pomiędzy shardami będą bardziej kosztowne oraz ich walidacja będzie zajmować więcej czasu.

Co to jest beacon chain?

Jest to główny łańcuch ETH2.0. To właśnie od ma być uruchomiony już w tym roku.

Będzie on miał trzy główne zadania. 

Po pierwsze utrzymywać konsensus w obrębie całej sieci. To na nim walidatorzy stakują swoje coiny. To on przeprowadza losowy proces przypisywania walidatorów do poszczególnych shardów.

Po drugie jest on gwarantem bezpieczeństwa dla wszystkich shardów. Wraz z powstawaniem bloków w shardach krytograficzna informacja na ich temat trafia na beacon chain. Jeśli ktokolwiek zmodyfikował by zapisany już łańcuch sharda, to jego informacja zmieni się i nie będzie zgodna z tym, co zostało zapisane na beacon chainie. Co sprawia, że wszelkie próby oszustw są bardzo łatwe do wykrycia.

Po trzecie pośredniczyć w przekazywaniu informacji pomiędzy shardami.

Jak działa staking w ETH2.0?

Stakowanie to zapewnienie sobie prawa do walidacji transakcji w nowo powstałej sieci. Jeśli będziemy tą walidację wykonywać poprawnie i uczciwie, to będziemy wynagradzani nowo powstałymi monetami ETH. Analogicznie do sposobu, w jaki są wynagradzani obecnie górnicy kopiący ETH na karta graficznych. 

Jeśli jednak często nie będziemy wykonywać  walidacji, gdy będzie to konieczne bądź gdy zrobimy to niepoprawnie, nieuczciwie, to zostaniemy ukarani. Utracimy część stakowanych środków.

Aby zostać walidatorem będziemy potrzebować zdeponować 32 ETH oraz posiadać specjalne oprogramowanie podłączone na stałe do sieci.

Zaczniemy od stakowanej kwoty. Musi to być dokładnie 32 ETH. Jeden walidator w momencie rozpoczynania swojego udziału w pracach sieci musi mieć dokładnie 32 ETH zamrożone w specjalnym smart contracie. Smart contract ten będzie znajdował się na obecnym łańcuchy Ethereum. Umieszczenie tam środków, sprawi że znikną one z obecnego łańcucha i pojawia się na nowym łańcuchu. Co ważne, przez dwie pierwsze fazy rozwoju ETH2.0, nie będzie drogi powrotnej. Nie będzie można wrócić z Etheremi na obecny łańcuch.

Jeśli mamy mniej niż 32 ETH a chcemy stakować, to musimy skrzyknąć z innymi osobami, tak aby robić to razem. Będą powstawały specjalne usługi, które będą łączyć osoby posiadające kilka mniejsze ilości ETH i wspólnie dla nich brać udział w stakingu.

Jeśli masz więcej niż 32 ETH, to możesz uruchomić więcej niż jednego walidatora. Każdy walidator musi mieć na starcie dokładnie 32 ETH.

Walidator, to specjalne oprogramowanie, które będzie wykonywać pracę weryfikacji transakcji i zabezpieczania sieci. Aby zmaksymalizować nasz zysk, walidator powinien być cały czas podpięty do sieci. Po to, aby dokonywać walidacji i odbierać za to wynagrodzenie za każdym razem, gdy jest ku temu okazja. Jeśli tego nie zrobi (bo będzie np. odłączone od sieci) to traci okazję na zysk. Jeśli będziemy regularnie nie aktywni, to oprócz utraty szansy na zarobek system ukarze nas także utratą części stakowanego kapitału. Aby tego uniknąć powinniśmy być online przed ponad ⅔ czasu. 

Jeśli chodzi o wymaganie sprzętowe dla walidatorów, to nie są one wygórowane. Będzie je uruchamiać nie tylko na domowych PCtach, ale także na urządzenia w rodzaju Raspberry Pi. Aczkolwiek wraz z wchodzeniem w kolejne fazy migracji te wymagania sprzętowe będą wzrastać. Musimy być więc przygotowani na ewentualny upgrade naszej infrastruktury.

Czego potrzebuje, aby móc przystąpić do stakowania?

Są cztery główne kryteria do spełnienia:

  1. Posiadanie 32 ETH, które zostaną zastakowane. Jako gwarancja tego, że będziesz wykonywał uczciwą pracę jako walidator
  2. Oprogramowanie będące klientem beacon chaina. Dzięki temu będziesz miał informacje o tym, co się dzieje na łańcuchu głównym ETH2.0
  3. Oprogramowanie walidatora. Pozwala ono na wykonanie walidacji nowych bloków. To właśnie za realizację tego zadania jesteś wynagradzany nowymi monetami.
  4. Komputer, na którym będzie uruchomione oprogramowanie i który będzie na stałe podłączony do internetu. Może to być posiadana przez Ciebie maszyna bądź wynajęta usługa w chmurze. Podczas fazy zerowej do uruchomienia wymaganego setupu powinno wystarczyć Raspberry Pi z podłączonym dyskiem twardym. Jednak wraz z pojawieniem się shardów i możliwości realizacji smart contractów na nich, wymagania te mogę z czasem ulec zwiększeniu.

Ile zarobię na stakingu?

To zależy. Od kilku czynników.

Po pierwsze od tego jaki procent czasu Twój walidator będzie online. Im więcej tym lepiej. To pozwoli mu częściej wykonywać pracę na rzecz protokołu i odbierać nagrody.

Po drugie od tego, przez jaki czas będą średnio online inni walidatorzy. Jeśli Twój uptime będzie większy od średniej systemu, to Twoje zarobki także będą ponad średnią.

Kolejne bardzo ważne kryterium, to ilość środków jakie zostaną globalnie wykorzystane do stakingu. Pula nagród dla walidatorów zwiększa się wraz ich ilością. Ale wzrost ten nie jest proporcjonalny. Oznacza to, że wraz ze wzrostem ilości walidatorów rośnie inflacja w sieci Ethereum, ale jednocześnie spada zarobek dla pojedynczego walidatora. Rozpatrzmy to na przykładzie.

Źródło: https://docs.ethhub.io/ethereum-roadmap/ethereum-2.0/eth-2.0-economics/#staking-rewards

Jeśli w stakingu będzie zamrożone 1 000 000 (mln) ETH, to w ciągu roku na nagrody dla walidatorów zostanie utworzone 181,019 nowych monet ETH. Co będzie oznaczały roczny zwrot z inwestycji dla walidatorów na poziomie 18,10 procent. Przy rocznej inflacji 0,17 procent dla całej sieci Ethereum.

Jeśli jednak zamrożona w stakingu kwota będzie 10 krotnie większa, 10 mln USD, to wtedy na nagrody zostanie wyemitowane 572,433 nowych Etherów. Będzie to oznaczało dla sieci 0,54 procent rocznej inflacji. A roczna stopa zwrotu dla walidatora to 5,72 pocenta.

Widzimy więc, że im mniej stakujących, tym lepiej dla nas. Więcej zarobimy.

Decydując się na stakingu musimy być świadomi, że potencjalnie wysoka stopa zwrotu może już na starcie zachęcić spore rzesze stakujących. Jeśli to się nie wydarzy, to możemy być pewni że kilkunastu procentowe stopy zwrotu szybko przyciągną kolejnych inwestorów. Wystarczy popatrzeć na trwające właśnie szaleństwo zwane jako yield farming związane z wypuszczeniem tokenu COMP. Ludzie zrobią wszystko dla dużej stopy zwrotu. W tym przypadku jednocześnie ją zbijając w dół.

I tutaj musimy mieć świadomość że przez pierwsze kilka, a najpewniej kilkanaście, miesięcy nie będziemy mieli możliwości się wycofać, gdy stopa zwrotu spadnie do poziomu, który nie będzie nas zadowalał. Gdy okaże się, że gdzie indziej możemy mieć więcej zwrotu. A to dlatego, że podczas zerowej i pierwszej fazy działania ETH2.0 sieć nie będzie nawet obsługiwać transakcji. Oznacza to, że nie tylko nie będziemy mogli bezpośrednio cofnąć naszych Etherów na obecny łańcuch. Nie będziemy mogli także przelać ich na giełdę. Aby tam je sprzedać bądź za jej pośrednictwem wrócić z nimi na obecny łańcuch Ethereum. Będziemy tam z nimi uwięzieni aż do czasu wdrożenia drugiej fazy migracji. Aczkolwiek już powstają rozwiązania pozwalające niwelować zamknięcie Etherów w klatce ETH2.0. Mówiliśmy o nich podczas webinaru na temat Ethereum 2.0

Oprócz nowych monet do stakujących będa także trafiać opłaty transakcyjne. Są one uiszczane przez osoby wykonujące transakcje w sieci. Tutaj także występuje zależność, że im mniej stakujących, tym lepiej dla nas. Większy udział z puli opłat transakcyjnych trafi do naszego portfela.

W sieci powstały już kalkulatory obliczające potencjalny zwrot z inwestycji. Pozwalają one wprowadzić różne parametry sieci i wyestymować nasz potencjalny zysk, gdyby sieć rzeczywiście pracowała w tych warunkach. Jeden z nich znajdziesz tutaj

Co z obecnym Ethereum?

Pojawienie się Eth2.0 jest początkowo zupełnie obojętne dla obecnego łańcucha. Będzie on sobie dalej żył swoim życiem. Nie będzie musiał przechodzić żadnych forków. Posiadacze Etherów czy dowolnych innych tokenów ERC-20 nie muszę robić dosłownie nic. Tak samo będą dalej działać wszystkie projekty i Dappsy uruchomione na obecnym Ethereum. Wszystko pozostaje bez zmian. Ethereum dalej działa tak jak działało.

Sytuacja zmieni się podczas wchodzenia w drugą fazę migracji (najprawdopodobniej za kilkanaście miesięcy). Wtedy obecny łańcuch Ethereum ma zostać włączony do sieci ETH2.0 jako jeden z shardów. Będzie to najprawdopodobniej wymagać wcześniejszego hard forka i przejścia na mechanizm konsensusu Proof of stake. Ale na razie to melodia odległej przyszłości.

Posiadam Ethery na obecnym łańcuchu. Czy muszę coś robić, jeśli nie zamierzam stakować?

Nie, nie musisz nic robić. Obecny łańcuch nadal będzie działał. Wszystko pozostanie bez zmian. Możesz na razie zupełnie zignorować pojawienie się ETH2.0.

Czy ETH2.0 to hard fork Ethereum?

Nie. To zupełnie odrębna sieć. Obecny łańcuch Ethereum oraz ETH2.0 będa istnieć równolegle przez zerową i pierwszą falę migracji.

W drugiej fazie (najprawdopodobniej za kilkanaście miesięcy) obecny łańcuch Ethereum będzie włączony do sieci ETH2.0, jako jeden z jej shardów. Wtedy najprawdopodobniej będziemy mieli hard fork na obecnym Ethereum, aby również i on przeszedł na algorytm utrzymywania konsensusu oparty o mechanizm Proof of Stake. Ale tak jak piszę, to się wydarzy najwcześniej po kilkunastu miesiącach od uruchomienia łańcucha ETH2.0.  

Czym ryzykuję podczas stakowania?

Największe ryzyko, to bycie ukaranym utratą części środków, gdy nienależycie wykonamy proces walidacji na rzecz protokołu. O co konkretnie tutaj chodzi?

Po pierwsze, możemy dokonać walidacji niezgodnej z zasadami protokołu. Może to z jednej strony wynikać z naszych nikczemnych intencji. Chęci oszukania sieci. Co nam nie grozi, jeśli nie podejmiemy świadomych, nikczemnych działań. Z drugiej strony może to wynikać z niewłaściwego działania oprogramowania, które jest używane na naszym walidatorze. Co zazwyczaj również nie będzie przypadkowe, tylko wynikało z czyichś nikczemnych, celowych działań. Dlatego musimy starannie dbać o bezpieczeństwo komputera, na którym uruchomiony jest nasz walidator. 

Druga sytuacja, gdy możemy zostać ukarani utratą środków ma miejsce wtedy, gdy zbyt często nasz walidator jest odłączony od sieci. Nie musimy być podłączeni do sieci i gotowi do pracy cały czas. Jeśli będziemy niedostępni sporadycznie, to po prostu stracimy okazję do zarobienia w tym okresie. Jeśli jednak będziemy dostępni rzadziej niż przez ⅔ czasu, to system zacznie nas karać za nieobecności.

Kolejnym ryzykiem jest tak zwany koszt alternatywny. Możliwość większego zarobienia na naszym Eterze gdzie indziej. Przypomnijmy, że podczas zerowej i pierwszej fazy ETH2.0 nasze Etery będziemy mogli przenieść tylko z obecnego łańcucha na nowy ETH2.0. A w drugą stronę nie będzie to możliwe. Oznacza to, że jeśli zdecydujemy się na staking, to przez co najmniej kilka(naście) miesięcy nie będziemy mogli się z tego wycofać. Nawet jeśli gdzie indziej (np. emisja DAI) moglibyśmy zarobić więcej. Albo chcielibyśmy spieniężyć nasz Ether. Nie będzie takiej możliwości, dopóki Eth2.0 nie przejdzie do drugiej fazy rozwoju. A to nastąpi najprawdopodobniej po kilkunastu miesiącach od uruchomienia sieci. Aczkolwiek powstają mechanizmy mające nasz zabezpieczyć przed tak długim zamrożeniem naszych Eterów. Mówiliśmy o nich podczas webinaru na temat Ethereum 2.0.

Czy ETH2.0 będzie miało nowego coina?

Nie. Zarówno na obecnym jak i na nowy łańcuchu będzie ten sam Ether.

Od samego początku będziemy mogli przenosić ETH z obecnego łańcuch na nowy, aby tam wykorzystać go do stakowania i zabezpieczania sieci. 

Początkowo nie będzie jednak możliwa migracja w drugą stroną. Z nowego łańcucha ETH2.0 na obecny łańcuch Ethereum. Możliwość ta pojawi się dopiero podczas drugiej fazy powstawania sieci ETH2.0.

Podczas zerowej i pierwszej fazy ETH2.0 zarówno nowy jak i obecny łańcuch będą tworzyć nowe coiny Etheru. Obecny łańcuch aby wynagrodzić swoich górników. ETH2.0 aby wynagrodzić walidatorów proof of stake. Oznacza to, że przez ten czas inflacja Etheru będzie zwiększona. Bowiem trzeba będzie za jego pomocą wynagrodzić zabezpieczenie obu łańcuchów. Przy czym nowo powstałe monety w łańcuchu ETH2.0 nie będą dostępne na rynku do czasu wejścia projektu w drugą fazę. Wtedy też obecny łańcuch Ethereum zostanie wcielony jako shard to sieci ETH2.0 i zaprzestanie on wydobywania nowych monet Etheru. Szacuje się, że od tego czasu inflacja sieci będzie znacząco niższa niż obecnie.

Czy będę mógł stakować, gdy posiadam mniej niż 32 Etherów?

Samodzielnie nie. Ale powstają usługi i poole stakujące, które będą łączyć osoby posiadające mniejsze liczby ETH, aby mogły wspólnie stakować. Usługi tego typu świadczyć będą m.in. Coinbase, Staked czy Rocket Pool.  

Czy ETH2.0 może się nie udać?

Tak, jest takie ryzyko. To bardzo skomplikowany projekt. Cały czas niektóre obszary są w fazie badań i researchu. Nie są znane technologiczne odpowiedzi na wszystkie pytania i wyzwania związane z działaniem nowej wersji Ethereum. Szczególnie dużo niewiadomych jest odnośnie ostatnich faz uruchamiania sieci. Faza zerowa już od miesięcy jest uruchamiana na sieciach testowych. Tam podstawowe zagadnienia są już znane. Pozostaje kwestia ich właściwej i wolnej od błędów implementacji. Natomiast fazy pierwsza, a szczególnie druga, mają jeszcze wiele koncepcyjnych znaków zapytania. Jak to mawiają, im dalej w las, tym ciemniej. Dlatego nie należy zakładać, że finalna, pełna wersja Ethereum powstanie szybciej niż w ciągu kilkunastu miesięcy.

Czy Ethereum może się skalować bez ETH2.0?

Może, za pomocą tzw. rozwiązań drugiej warstwy. Co więcej rozwiązania też już pojawiają się na mainnecie Ethereum. Więcej o skalowalności Ethereum na poziomie drugiej warstwy, ze szczególnym uwzględnieniem technologii Optimistic Rollups, przeczytasz tutaj. O innych rozwiązaniach drugiej warstwy dowiesz się na moim kanale na YouTube: tutaj o Loopring, a tutaj o zkSync.

Jakieś pytania?

Po lekturze tekstu dalej masz jakieś pytania bądź wątpliwości? Podziel się nimi śmiało w komentarzu. Nie tylko Ci na nie odpowiem, ale być może przyczynisz się do aktualizacji tego artykułu.

Podaj też ten artykuł dalej, aby inni również mieli dostęp do rzeczowej wiedzy o ETH2.0. I mogli w pełni świadomie podjąć decyzję o ewentualnych stakingu.

źródła:

W ostatni roku stablecoiny zawładnęły siecią Ethereum. Tether, USDC czy DAI zdominowały codzienne wykorzystanie sieci. Można powiedzieć, że na chwilę obecną stablecoiny to “killer app” dla Ethereum. Za rok, góra dwa, najpopularniejszym tokenem na Ethereum będzie jednak Bitcoin.

Continue reading →